Najstarsza strona o Cleveland Cavaliers w Europie. Codzienna dawka aktualności i publicystyki. Cavs, LeBron James, Kevin Love, Kyrie Irving, BIG3.






PLAYOFFS 2016

FINAŁY KONFERENCJI

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G5: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G6: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-2 CAVS (AWANS)



DRUGA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)



PIERWSZA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)


PLAYOFFS 2015

FINAŁY NBA

ZAPOWIEDŹ SERII

WNIOSKI PO SERII

WYNIK: 4-2 WARRIORS



FINAŁY KONFERENCJI

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)



DRUGA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G5: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G6: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-2 CAVS (AWANS)



PIERWSZA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)


POLECANY TEKST


Kemp w Cavs | Więcej...


SEZON ZASADNICZY

OSTATNI MECZ
vs.
113:108


ZAPOWIEDZI | RELACJE
TERMINARZ | STATYSTYKI
LIDERZY | TABELE
TRANSAKCJE | SKŁAD



CZAT


TWITTER


CZYTAJ O...


KYRIE IRVING


LEBRON JAMES


KEVIN LOVE


ANDERSON VAREJAO


TRISTAN THOMPSON



Blog > Komentarze do wpisu
Zapowiedź serii: Cleveland Cavaliers - Atlanta Hawks

Adam Wałaszyński

Po sześciu latach przerwy, znów mogę napisać dla Was zapowiedź Finałów Konferencji Wschodniej z udziałem Cleveland Cavaliers. Mam tylko nadzieję, że w przeciwieństwie do tamtej z 2009 roku -  ta nie jest ostatnią w sezonie.

Muszę się przyznać, że kilku rzeczy spodziewałem się przed sezonem i konsekwentnie się tego trzymałem. Uważałem między innymi, że Cavs zaliczą słaby start, będą potrzebowali się zgrać, ktoś z "Wielkiej Trójki" będzie musiał poświęcić swoje statystyczne osiągnięcia. Dodatkowo, jak Spoelstra, kwestionowany trener będzie zbierał za wszystko i za nic. Pewnym było też, że potrzebne są uzupełniania składu i nie ma co się pchać do playoffs bez shot-blockera i permiter-defense.

Znalazłoby się tego jeszcze trochę, ale przechodząc do meritum... z uporem maniaka nazywałem również Atlanta Hawks, Washington Wizards, czy Toronto Raptors papierowymi tygrysami. Jakiekolwiek obawy po wschodniej stronie NBA wzbudzali we mnie jedynie Chicago Bulls, którzy mieli know-how, dużo ze sobą przeszli i jeszcze więcej widzieli. Nie brało to się z pychy, a po prostu z doświadczenia. Doskonale pamiętam Cavs 2009 i 2010, czy kilka innych ekip, które były maszynką do wygrywania w sezonie zasadniczym, a na wiosnę zawodziły. Wizards, a przede wszystkim Raptors, diagnozę potwierdzili, ale wciąż za wygraną nie chce dać ostatnia firma z tej trójki - "Jastrzębie" z Atlanty, którzy nie grają już tej koszykówki co zimą, ale są tu gdzie są i stoją właśnie na drodze "Kawalerzystów" do drugiego Finału NBA w 45-letniej historii.

Możliwe, że będę musiał zjeść swoje słowa, ale nie wycofam się z nich w ostatniej możliwej chwili. Nie dlatego, że Hawks dotarli do Eastern Conference Finals trochę kuchennymi drzwiami i byli o setną sekundy by razem z Wizards stanąć pod ścianą w Game 7. To przede wszystkim Cavaliers zrobili na mnie wrażenie w rywalizacji z Bulls i będę niesamowicie rozczarowany jeśli po takim pokazie nie dadzą rady Atlancie.

Cavs wyszli na "Byki" rozbici druzgocącą kontuzją Kevina Love'a i z zawieszonym na pierwsze dwa spotkania J.R. Smith'em. Dodatkowo, Bulls trafiali wszystko i wyrwali mecz otwarcia, przejmując przewagę parkietu. Po małej stabilizacji, Derrick Rose rozciął serca CC szalonym rzutem o tablicę w Game 3, a na kwadrans do końca czwartego starcia - Bulls prowadzili 11 punktami i zmierzali do 3-1. Wydawało się, że jest po wszystkim, ale Cavaliers nie dali się złamać i wygrali w bólach tamto spotkanie 86:84. Dwa dni później przetrwali szarżę Chicago w końcówce i wyszli na 3-2, a serię zamknęli rozbiciem Bulls w ich hali. Wszystko przy aurze kolejnych kontuzji.

Co mogło bardziej zbudować ten podobno niedoświadczony zbiór koszykarzy, jak nie właśnie taka brutalna seria, będąca właściwie esencją NBA spod znaku playoffs?

Kyrie Irving nie chce słyszeć o przerwie chociaż momentami miał problemy z truchtem, Iman Shumpert był krok od zerwania pachwiny w Game 2, a był pierwszy w hali przed Game 3. Tristan Thompson na ławce okłada bark lodem, a po chwili zrzuca go i wchodzi rozbijać się pod koszem o kolejne zbiórki. James Jones z wybitym palcem trafia trzy trójki, a LeBron jest tak beznamiętny przy kolejnych skręceniach kostek, że chwilami naprawdę wierzę, że nie jest człowiekiem. Shawn Marion i Mike Miller mają piękne kariery, ale nie pisną choćby słowa niezadowolenia, że są poza meczową rotacją. Kendrick Perkins jest gotów zjeść każdego kto źle spojrzy się na jego kumpli, a Matthew Dellavedova udowadnia Tobie, Tobie i... Tobie też, że możesz zagrać w NBA.

Ta drużyna jest gotowa za siebie umierać, ale na razie musi zabić inny znakomity kolektyw, jakim niewątpliwie są Atlanta Hawks, rozstawieni z jedynką.

Jak może wyglądać seria?

Co trzeba zrobić z drużyną, która lubi się ganiać po boisku, żyje z rzutów z wyskoku i nie lubi się przepychać pod koszem? Obrzydzić im to wszystko. Cavs oczywiście mają niesamowity potencjał w ataku i narzędzia do tego by sprostać wymianie ciosów. Mogą jednak rozbić bank jeśli tylko zmuszą Hawks do grania takich meczów jak ich czwarty z Chicago Bulls. Nieprzyjemną serię mogą swoim rywalom zafundować pod tablicami Timofey Mozgov i Tristan Thompson, którzy właśnie rozprawili się z mitycznym dla wielu front-courtem "Byków", więc nie powinni się przestraszyć niższych Al'a Horforda i Paula Millsapa. Hawks wobec wielu rywali są undersized, więc Mike Budenholzer może próbować zepchnąć Cavs do grania niższą piątką poprzez robienie wysokich pick-and-rolli tą dwójką. Tak Horford jak i Millsap są świetni w półdystansie, a czasem lubią nawet sprawdzić się na obwodzie, dlatego niewątpliwie trzeba otoczyć ich opieką. Linia Irving (Dellavedova), Smith, Shumpert, James, Thompson była bardzo efektywna defensywnie i powinna ujrzeć dużo minut również w Finałach Konferencji.

Zgadzam się z Timem Leglerem z ESPN, który w show "First Take" ostatnio trafnie zauważył, że to co wytykano Cavs, powoli staje się ich atutem. W serii z Chicago, Cleveland pokazało, że potrafi momentami bronić na poziomie mistrzowskim, a w przekroju całego spotkania "Kawalerzyści" są już bardzo solidni w destrukcji. Podopieczni Blatta przytrzymali rywali poniżej 100 punktów w 8 z 10 swoich gier w playoffs, a samych Bulls w czterech kolejnych meczach na skuteczności z gry poniżej 40%, co stanowi klubowy rekord na wiosnę. Naturalnie, Boston to był Boston, a Chicago ma swoje ograniczenia w ataku, ale nie ma tutaj przypadku - postęp jest zauważalny gołym okiem i nie można już porównywać tych Cavs z ich defensywną wersją z sezonu zasadniczego. "Winno-Złoci" zajmują drugie miejsca w ilości traconych punktów (śr. 92.6) oraz skuteczności przeciwnika z gry (41%) i dystansu (31%). Blokują także najwięcej piłek w lidze - blisko 8 na mecz (12 w Game 4 z Bulls).

Obok podkoszowych, sporo uwagi trzeba zwrócić na Kyle'a Korvera, który ma absolutnie życiowy sezon i uważany jest za najlepszego strzelca za trzy w lidze. Iman Shumpert będzie zapewne dużo biegał za nim po zasłonach i zdecydowanie powinien zobaczyć jak robił to Bradley Beal z Washington Wizards. Beal sprowadził Korvera na ziemię po sezonie zasadniczym i ten trafił tylko 35 z 100 oddanych trójek, pudłując 11 z 12 prób na dystansie w ostatnich dwóch meczach serii. Bardzo dobrej pomocy udzielili również wysocy Washingtonu, więc Shumpert może na seans filmowy zaprosić Thompsona, który może być najbardziej kluczowym wysokim w tej serii.

Matchup Irving-Teague zapowiadał się znakomicie, ale w obliczu urazów tego pierwszego, Cavaliers mogą spróbować schować go w defensywie kiedy tylko się da i rzucać na rozgrywającego Atlanty nieustępliwego Dellavedovę lub silniejszego J.R. Smitha, którego defensywny postęp to jedno z większych zaskoczeń roku.

Kluczowym pojedynkiem powinien być jak zawsze ten z udziałem LeBrona Jamesa. Hawks stracili znakomitego defensora na skrzydle w osobie Thabo Sefoloshy (złamana noga w starciu z NYPD) i zostali właściwie z jedną bronią na Jamesa. Nie jest to jednak pistolet na wodę, a naprawdę niezły kaliber, bowiem mowa o DeMarre Carrollu. Średniak w Utah, wyrósł w Hawks na czołowego obrońcę ligi, a przy okazji notuje średnio 17.1 punkta i jest w playoffs najlepiej punktującym "Jastrzębiem". "Trzeba go cały czas nękać, stać przed nim, czynić dla niego wszystko możliwie najmniej komfortowym." - mówi Carroll, który lubi się nazywać... psem pilnującym podwórka.

DeMarre jest porównywany do Jimmy'ego Butlera z Chicago Bulls, który nieźle dał się LeBronowi we znaki w poprzedniej serii. "Są podobni na swój sposób. Najlepsze dla nich jest to, że obaj mają za sobą aktywnych i mobilnych wysokich, którzy wychodzą ich chronić i pomagać. Przyjmuję wyzwanie." - zgadza się LBJ. Butler był dosłownie cieniem Jamesa, ale ten i tak aplikował Bulls średnie na poziomie 26 punktów, 11 zbiórek i 9 asyst. Sporo natomiast tracił (śr. 4.6 na mecz) i trafiał tylko 40% z gry.

LeBron rzucał Hawks średnio 24 punkty w trzech meczach sezonu zasadniczego, ale miał tylko 18 oczek i aż 9 strat w porażce z marca tego roku, gdy Mike Budenholzer trapował go już tuż za połową i zmuszał do oddawania piłki. Na koniec dnia, Butler to jednak All-Star i max-player, czy DeMarre Carroll jest w stanie wejść na ten poziom?

Prześwietlenie rywala: Atlanta Hawks

 Bilans: 60-22 ( Dom: 35-6 | Wyjazd: 25-16 | Ostatnie 10: 5-5 )

 Pozycja w Dywizji: 1 (Południowo-Wschodnia) i w Konferencji: 1 (Wschodnia)

 Punkty średnio rzucane: 102.5 i punkty średnio tracone: 97.1

Rating ofensywny:  102.0 (9), rating defensywny: 98.2 (2) i P-PER48: 96.8 (6)

 

Sezon zasadniczy i playoffs: James latem powrócił do Cleveland, momentalnie przekształcając Cavaliers w kandydata do tytułu. Nieoczekiwanie do tego grona dołączyli Hawks, którzy w drugim roku pod opieką Mike'a Budenholzera wygrali 60 meczów w sezonie zasadniczym i zgarnęli pierwszy seed. Budenholzer wykonał fantastyczną pracę, przerabiając Atlante we wschodnie San Antonio Spurs, gdzie przez lata asystował u Grega Popovicha. Otrzymał nagrodę Trenera Roku, a sezon zasadniczy był dla jego podopiecznych jak ze snu. Wisienką na torcie była 19-meczowa seria zwycięstw i cztery selekcje do All-Star (Korver, Teague, Horford, Millsap), gdzie Budenholzer poprowadził Wschód. Hawks nie dokonali większych zmian zarówno latem (dodanie Sefoloshy i Bazemore'a), jak i zimą, gdy dopisali do składu jedynie rezerwowego Austina Daye'a. Sezon zasadniczy (wygrana dywizja i pierwszy seed) był ich najlepszym od 1993-94, a do Finałów Konferencji dotarli pierwszy raz od 45 lat.

Atlanta w pierwszej rundzie mierzyła się z ósmymi Brooklyn Nets i po planowych dwóch zwycięstwach w domu, natrafiła na opór na Brooklynie, gdzie gospodarze odpowiedzieli tym samym. W kluczowym meczu numer pięć, Hawks zdołali zapobiec dużej niespodziance i przetrzymali szturm Nets w końcówce, by dwa dni później zagrać najlepiej w serii i awansować dalej po zwycięstwie 111:87. Dalej czekali Washington Wizards, którzy po rozsmarowaniu Toronto Raptors poczuli krew i wyrwali pierwszy mecz w Atlancie. Przypłacili to jednak kontuzją Johna Walla, która odcisnęła spore piętno na serii. Hawks doprowadzili do remisu, ale swoim game-winnerem Paul Pierce zmusił ich do wygrania czwartej partii. "Jastrzębie" podołały, a później wyszły na 3-2 przed własnymi kibicami, gdy Al Horford zdobył zwycięskie punkty na kilka sekund przed końcem. Awans do ECF Hawks przypieczętowali w stolicy, gdy próba Pierce'a na dogrywkę została oddana minimalnie po czasie i "Czarodzieje" pojechali na wakacje.

Lider: LeBron James, Stephen Curry, James Harden - to trzech go-to-guys w trzech z czterech ekip NBA jakie pozostały na placu boju. Kogoś takiego nie uświadczymy w Atlanta Hawks, gdzie stawiają na szybką, zespołowo zorientowaną koszykówkę, z dużą ilością dzielenia się piłką i rozkładaniem produkcji na wszystkich zawodników z rotacji. Ten, którego wypadałoby wyróżnić to Al Horford, grający w stanie Georgia od 2007 roku i łączący czas rządów Joe Johnsona z obecnymi. Horford jeszcze nigdy nie był poza playoffs w karierze, a wcześniej dwukrotnie wygrał NCAA z Florida Gators. Uwielbia półdystans, ale jest też solidnie wyszkolony w grze tyłem do kosza i jak na razie notuje tej wiosny średnio 15.6 punkta, 9.9 zbiórki, 4.1 asysty i 1.8 bloku. "Nigdy nie zapomnę jak oglądałem loterię draftu. Były bardzo małe szanse, że Hawks przesuną się w losowaniu do pierwszej trójki, w innym wypadku pick zostałby w Phoenix. Kiedy jednak weszli to już wiedziałem, że gram w Atlancie." - wspomina Al.

Zespół: To jest prawdziwa siły drużyny z miasta coca-coli - kolektyw. Teoretycznie, w pierwszej piątce jest czterech All-Starów, ale tak naprawdę to wybrani do Meczu Gwiazd, a nie regularni zawodnicy tego formatu, a to jednak różnica. Pomijając pozaboiskowe przygody Sefoloshy, los oszczędza Hawks z kontuzjami - w większości przechodzili tylko normalne urazy, nic strasznego. Dlatego też właściwie cały czas (o dziwo wypadali głównie... na mecze z Cavs) grają tą samą piątką, która urosła do rangi żelaznej. Krótka jej analiza nie jest żadnym odkryciem Ameryki. Pod koszem wychodzą wspomniani Horford i Millsap - duet świetny rzutowo, doskonale pomagający w obronie, a trochę mniej lubiący fizyczne zabawy pod tablicą z dużymi chłopcami. DeMarre Carroll, wyjściowy niski skrzydłowy, zrobił postęp w ataku, ale nie ma mu się co dziwić jeśli ograniczy się tylko i aż do bycia plastrem LeBrona i trafiania otwartych trójek. Na obwodzie Kyle Korver szuka na zasłonach choćby kawałeczka miejsca i gdy takowy znajdzie to natychmiast odpala pocisk za trzy, a Jeff Teague w dobrej formie reguluje tempo i sporo penetruje, dysponując również znakomitą trójką.

Z ławki niemało szumu robi rezerwowy rozgrywający Dennis Schroder, nieco podobny grą i usposobieniem do Matthew Dellavedovy, ich spięcie niemal gwarantowane. Nieoczekiwanie do rotacji przebił się ostatnio wysoki Mike Muscala, który prawie do zera zjada teraz minuty Mike'a Scotta, co może być dobrym znakiem. Scott w regular-season rzucał bowiem Cavs średnio 13.7 punkta - możliwe, więc że wróci do łask. W mniejszym wymiarze czasowym, ale regularnie grają ekscentryczny Pero Antic i swingman młodego pokolenia Kent Bazemore. W odwodzie jest jeszcze doświadczony Elton Brand, czy combo-guard Shelvin Mack, ale są w tej chwili poza rotacją.

Pełna głębia składu Atlanta Hawks przedstawia się następująco:

 PG: Jeff Teague / Dennis Schroder 

SG: Kyle Korver / Shelvin Mack / John Jenkins

SF: DeMarre Carroll / Kent Bazemore / Austin Daye

PF: Paul Millsap / Pero Antic / Mike Scott

C: Al Horford / Mike Muscala / Elton Brand

w rotacji / poza rotacją / pogrywa

 

Seria w liczbach:

- Hawks do tej pory zdobywali w pierwszych kwartach o 16 punktów na 100 posiadań więcej niż ich rywale, ale i o 5.1 punkta na 100 posiadań mniej w drugich odsłonach.

- Atlanta asystuje przy 68% swoich trafień z gry, co jest najlepszy przelicznikiem w playoffs. Hawks, którzy uwielbiają się dzielić piłką, przewodzili też tej statystyce przez ostatnie trzy sezony zasadnicze.

- "Jastrzębie" mają z kolei najgorszy stosunek (ratio) oddanych rzutów wolnych do oddanych rzutów z gry (22 procent).

- Hawks zdobywali 107.9 punkta na 100 posiadań podczas 425 minut, które Paul Millsap spędzał na parkiecie i ledwie 86.2 punkta na 100 posiadań w trakcie 156 minut, które przesiedział na ławce rezerwowych. To najwyższa różnica spośród 64 zawodników, którzy w playoffs zapisali co najmniej 200 minut.

- Z całego składu Hawks tylko Kyle Korver (2011 z Bulls) i Paul Millsap (2007 z Jazz) grali wcześniej na poziomie Finałów Konferencji.

- Al Horford trafia ze skutecznością 80% w zastrzeżonej strefie, to najlepszy rezultat wśród tych koszykarzy, którzy oddali tam co najmniej 35 prób.

- Jeff Teague ma najwięcej punktów (22) w clutch-time (ostatnie pięć minut czwartej kwarty bądź dogrywki przy wyniku oscylującym w graniach 5 oczek).

- Horford postawił już 172 zasłony dla Teague'a, gdy ten kozłuje piłkę, co stanowi najlepszy wynik w playoffs.

- Bez zaskoczenia u Kyle'a Korvera - 78% z wszystkich zdobytych przez siebie punktów uzyskał za linią rzutów za trzy. Ponadto, Korver oddał aż 12 trójek w clutch-time (4 więcej niż ktokolwiek inny), ale trafił tylko jedną.

- Cavaliers grają najlepsze pierwsze połowy ze wszystkich w playoffs. Do przerwy rzucają więcej o 18.1 punkta na 100 posiadań niż ich rywale. To zdecydowanie najlepszy wynik w lidze - żadna inna ekipa nie przekracza nawet 8 punktów.

- Cavs trzymają przeciwników na najniższym efektywnym procencie rzutów (niespełna 45%) ze wszystkich w playoffs.

- LeBron James przewodzi w lidze w ratingu używalności. LBJ używał 35% posiadań Cavs, gdy był na parkiecie. W serii z Celtics było to 31%, ale procent skoczył po kontuzji Love'a, gdy siłą rzeczy na Jamesa spadło więcej obowiązków.

- James jest też najczęściej wjeżdżającym pod kosz w playoffs i notuje prawie 14 takich dynamicznych wycieczek na mecz.

- Jednocześnie, lider Cavs najwięcej izoluje - ma już 102 izolacje w tych playoffs, co stanowi o 16 więcej niż u drugiego Jamesa Hardena i... 50 więcej niż inni.

- Kyrie Irving ma najlepszy efektywny procent skuteczności z gry przy otwartych rzutach. Zabójcze 81% (5/9 za dwa oraz 16/27 za trzy) to najlepszy wynik w NBA.

- Tristan Thompson jest drugim najlepszym zbierającym w ataku w playoffs. Wyszarpał 14.7% z wszystkich piłek będących na tablicy rywala.

- Przeciwnicy trafiają tylko na 35-procentowej skuteczności, gdy Timofey Mozgov kontestuje ich rzuty pod obręczą. To najlepszy rezultat spośród tych, którzy znajdowali się w takiej sytuacji co najmniej 4 razy w 5 meczach.

- LeBron nie może znaleźć swojego rytmu na dystansie. Jego 7/46 to najgorszy wynik wśród tych, którzy oddali co najmniej 20 prób za trzy.

Sezon zasadniczy i historia: Wygląda na to, że sezon zasadniczy - pomijając sprawy marketingowe - mógłby naprawdę nie istnieć. Jest to kolejna seria w wykonaniu Cavs, która nie ma nic wspólnego z rozgrywkami podstawowymi. Hawks wygrali z 3 z 4 meczów przeciwko Cavaliers (jedyni w NBA), ale jeśli się przyjrzymy temu bliżej to de facto nie ma żadnego punktu odniesienia do wyciągania wniosków. Może... może jeden, w porywach. W listopadzie "Kawalerzyści" rozbili Atlante 127:94, ale na parkiet wybiegli Waiters, czy Varejao. Miesiąc później Hawks zrewanżowali się niemal dosłownie tym samym (127:98), a na zakończenie roku, gdy Varejao czekał już na operację achillesa, a CC byli jeszcze przed transferami, AH wygrali 109:101 (nie grał LeBron oraz Horford). 6 marca 2015 w Atlancie (106:97 dla Hawks) to jedyna jako tako miarodajna potyczka, gdzie Hawks wystawili swoją żelazną piątkę, a Cavaliers byli już po wymianach. Z drugiej jednak strony, grał Kevin Love, którego brak teraz powoduje kompletnie inne schematy, a ponadto - Cavs byli w paskudnym momencie terminarza, rozgrywali cztery mecze w pięć dni i było widać, że doprawdy ledwo stali na nogach.

W ujęciu historycznym, jedni i drudzy coś nie mogli na siebie wpaść, gdy na początku lat 90-tych dysponowali mocnymi drużynami (Cavs Price'a, Hawks Wilkinsa) aspirującymi do detronizacji Michaela Jordana i Chicago Bulls. Los zetknął ich ze sobą dopiero w 2009 roku (fot.), w drugiej rundzie. Hawks cały czas stanowili tylko tło dla rozpędzonego LeBrona (przed Game 2 odebrał swoje pierwsze MVP) i Cavs. "Jastrzębie" gładko uległy 0-4, przegrywając wszystkie mecze dwucyfrową różnicą punktów, co dziś w Hawks pamięta tylko Al Horford. W Cleveland ostali się James i kontuzjowany Varejao.

Pojedynek trenerski: Wielu nie daje jakichkolwiek szans dla Davida Blatta w starciu z Mike'm Budenholzer'em. Papier? Trener Roku NBA kontra trener debiutant w NBA - koniec gry. Rzeczywistość? Blatt przepracował w zawodzie ćwierć wieku w różnych miejscach. Z sukcesami, ale co ważniejsze - głównie jako pierwszy trener, którym Budenholzer jest dopiero od dwóch sezonów. David grał o mniejsze stawki, ale bywał pod presją wiele razy jako ten, który musi pociągać za sznurki, a nie szeptać do ucha szefa. Można mu wypominać wpadkę z czasem na żądanie w Chicago, ale trzeba oddać, że całą serię robił świetne adjustments. O ile z Blatta śmieją się mówiąc, że tak naprawdę Cavs trenuje LeBron, tak z Budenholzera można zażartować, że Greg Popovich ma teraz dużo czasu i "Bud" znów będzie tym drugim - na słuchawce.

Mój typ: 4-2 Cavaliers.

@_adasz_

czwartek, 21 maja 2015, cavsbloxpl
FACEBOOK - wideo, ciekawostki, plotki, mini-newsy

Polecane wpisy