Najstarsza strona o Cleveland Cavaliers w Europie. Codzienna dawka aktualności i publicystyki. Cavs, LeBron James, Kevin Love, Kyrie Irving, BIG3.
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          






PLAYOFFS 2016

FINAŁY KONFERENCJI

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G5: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G6: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-2 CAVS (AWANS)



DRUGA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)



PIERWSZA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)


PLAYOFFS 2015

FINAŁY NBA

ZAPOWIEDŹ SERII

WNIOSKI PO SERII

WYNIK: 4-2 WARRIORS



FINAŁY KONFERENCJI

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)



DRUGA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G5: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G6: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-2 CAVS (AWANS)



PIERWSZA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)


POLECANY TEKST


Kemp w Cavs | Więcej...


SEZON ZASADNICZY

OSTATNI MECZ
vs.
113:108


ZAPOWIEDZI | RELACJE
TERMINARZ | STATYSTYKI
LIDERZY | TABELE
TRANSAKCJE | SKŁAD



CZAT


TWITTER


CZYTAJ O...


KYRIE IRVING


LEBRON JAMES


KEVIN LOVE


ANDERSON VAREJAO


TRISTAN THOMPSON



piątek, 03 czerwca 2016
Zapowiedź Finałów NBA 2016: Cavaliers - Warriors

Adam Wałaszyński

Utalentowa klasa debiutantów, kilkadziesiąt zmian klubowych barw w lecie, ponad 2000 meczów zasadniczego oraz niespełna dwa miesiące playoffs. Do tego wiele nowych rekordów, zmian trenerów i kolejne zapisane tomy analiz taktycznych. Radość w klubach, które zrobiły wyniki ponad stan oraz złość tych co zawiodły. Bez wątpienia sporo działo się przez te 365 dni w NBA, ale na koniec sezonu ponownie jesteśmy w punkcie wyjścia. 28 z 30 ligowych ekip jest już na wakacjach, a o mistrzostwo zagrają Cleveland Cavaliers i Golden State Warriors. Wschód i Zachód. LeBron i Curry.

"The Rematch", "Payback Or Repeat?", "Road To Redemption" - nie brakuje tytułów zapowiadających powtórkę z rozrywki na głównej scenie NBA. Warriors pokonali w czerwcu 2015 roku Cavaliers w stosunku 4-2 i sięgnęli po tytuł - jak lubią mawiać amerykanie - mistrzów świata. Pomimo podobieństw, już na wejściu należy spodziewać się jednak innej serii niż 12 miesięcy temu. Cavaliers wreszcie dotarli bowiem do ostatniej rundy ZDROWI. Nawet w 2007 roku musieli radzić sobie bez Hughesa - wówczas drugi najlepszy zawodnik i defensor - a co dopiero przed rokiem, gdy kontuzje zabrały Love'a i Irvinga. Jak to zwykle bywa, w próbie chwili objawili się nowi bohaterowie (w 2007 Gibson, w 2015 Dellavedova), ale to było za mało. Na walce i gryzieniu parkietu można dojechać tylko do pewnego miejsca. O ile 9 lat temu raczej nic nie mogło pomóc w zatrzymaniu San Antonio, tak od roku wszyscy zastanawiają się kto broniłby dziś tytułu, gdyby BIG-3 była w pełni sił...

Tak naprawdę nie dowiemy się tego nigdy i tylko w małym stopniu sprawdzimy w najbliższym czasie. Nawiasem mówiąc, cała ta aura wspominek opadnie bardzo szybko - wraz z pierwszą piłką w czwartek. Rozmaite analogie istnieją, są widoczne gołym okiem, ale teraz to mimo wszystko różne zespoły. Warriors złapali mistrzowski swagger, którym zdemolowali zasadniczy, a w poniedziałek wyszli z serii gdzie trzy razy byli pod ścianą. Cavaliers meldują się zdrowi, z koszykarzami nie tylko lepszymi, ale i znacznie bardziej zżytymi ze sobą jako grupa. James i spółka są zmotywowani zeszłym czerwcem, ale i Curry z kolegami ma dość słuchania o gwiazdce przy tytule.

W Cleveland jest ogromna presja na pierwszy skalp od ponad pół wieku, a LeBron chce uniknąć bilansu 2-5 w Finałach. Czy jednak w Bay Area mają głowy wolne od stresu? Niekoniecznie. "Wojownicy" wiedzą, że po takim zasadniczym jaki mieli, brak tytułu będzie obiektem drwin. Ponadto, czeka ich gorące okno transferowe, gdzie ciężko będzie im zatrzymać Barnesa, czy Ezeli. Dziś wydają się przepotężni, a zaraz mogą spaść oczko niżej. Dla przykładu, po Finałach 2012 mówiono, że Thunder będą do nich wracać co roku. Nie wrócili ani razu i teraz drżą, że stracą Duranta. Taka to specyficzna liga - nic nie jest zagwarantowane, a okna mistrzowskie przeważnie są krótkie.

Będzie to 14 finałowy back-to-back w historii i warto wspomnieć, że z reguły rewanże wygrywali pokonani przed rokiem. Bilans to tylko 7-6, ale jeśli wyjmiemy dominację Bostonu z lat 60 to zostaje już 7-2. Tytuł przy tym samym rywalu byli w stanie obronić tylko Lakers w 1953 roku oraz oczywiście Bulls Jordana po dwóch bataliach z Jazz (1997/98). Ostatnie odkupienie sięga 2014, gdy Spurs zrewanżowali się Heat.

Jak może wyglądać seria?

Na początek kilka słów oburzenia. Jest dla mnie niepojęte, że Draymond Green wyjdzie w czwartek na parkiet po to tym co wyprawiał w serii z Thunder. Dwa kopniaki w krocze, do tego kilka kolejnych wymachów nogami i na koniec próba wyrwania ramienia Adamsa. Jestem przy tej lidze na tyle długo by zdawać sobie sprawę, że jej szefostwo - mając w zasięgu rewanż i świetne słupki oglądalności - nie zawiesi go przy 1-2, czy 2-3. Nie sądziłem jednak, że ujdzie mu na sucho MMA z Game 7. Obstawiałem, że w ramach nauczki Finały zacznie w garniturze. W bardzo podobnej sytuacji sezon stracił przecież w tamtym roku Love. Tak czy siak, Green jest dwa techniczne albo jeden niesportowy od automatycznej kary. Naprawdę, wielu było już irytujących zawodników. Green wyniósł jednak ten termin na kompletnie nowy poziom i ciężko dziś znaleźć osobę u której wzbudza sympatię.

Zostawiając sprawę jego kretyńskich zachowań, jest duszą drużyny z Oakland i jej katalizatorem. Warriors są +117 w 639 minut z Greenem na boisku i -8 punktów w trakcie 182 minut, które spędził na ławce. Green kontestował też najwięcej rzutów w playoffs - 271. Draymond to symbol przejścia w NBA na small-ball i przy 201 cm ma na koncie dużo grania jako center. Dzięki niemu pojęcie tweener to już nie powód do wstydu, ale podkreślenie wszechstronności. Będzie na pewno próbował wciągnąć Love'a w tyle pick-and-rolli ile tylko się da. Kevin musi bronić jak nigdy dotąd i sporo trafiać po drugiej stronie, jeśli chce grać duże minuty. Ty Lue to nie David Blatt i nie zawaha się przed posadzeniem go na ławce, gdyby został jakoś szczególnie wyeksponowany. Nie ta półka, ale zwróćmy uwagę, że K-Love solidnie radził sobie na picku Lowry-Patterson. Można też próbować chować trochę Kevina na Bogucie.

Tak, Oklahoma City mocno zrobili pod siebie. Wiecie co. Nie wiem jak można mieć dwóch graczy w TOP-10, wypuścić prowadzenie w serii i kilka punktów przewagi w crunch-time u siebie. Thunder niechcący pokazali jednak coś ciekawego - zneutralizowali słynną 'linię śmierci' Warriors (Curry-Klay-Iggy-Barnes-Green). Siała niesamowite spustoszenie w zasadniczym (+166 w 172 minuty), ale wygląda na to, że można się do niej dobrać przez świetne zbieranie na atakowanej tablicy i switch'owanie wszystkiego co się da w obronie. Eksportowa piątka "Wojowników" była -41 punktów w 19 minut w Game 3 i 4 w WCF. Wcześniej, +40 w 53 minut w poprzednich rundach.

Różnie z tymi naszymi switch'ami bywało, ale James, Thompson, czy nawet Frye są w stanie to robić. Chowając Frye'a na Barnesie - Lue mógłby stworzyć zmodyfikowaną wersję tego co grali Thunder. Cavaliers po cichu zbudowali też swoją własną linię śmierci, gdzie do Dellavedovy, Shumperta, Jeffersona i Frye'a dochodzi James. W tym ustawieniu rozbijają przeciwników aż o śr. 47 punktów na 100 posiadań i nie ma lepszej piątki w lidze z tych, które mają nabite co najmniej 50 minut. Znów nie ma wtedy na obrazku miejsca dla Love'a, która musi naprawdę zagrać dużą koszykówkę by wnieść do serii coś istotnego.

Ktoś napisał prowokacyjnie, ale bardzo wymownie - w Finałach zagra najlepiej i najefektywniej rzucająca ekipa za trzy oraz Warriors. Rzeczywiście, Cleveland pod wodzą Lue wygląda jak zespół, który od początku ma jeden cel - poskromić Golden State ich własną bronią. Jest to najbardziej widoczna różnica w stylu gry po zwolnieniu Blatta. Pójście z Warriors na wojnę na dystansie wciąż nie brzmi najlepiej, ale można spróbować - wygranie ze dwóch batalii w ten sposób mogłoby nimi wstrząsnąć. Mamy 6 strzelców, którzy trafiają ponad 40%, w tym jednego (Frye) mierzącego 210 cm. Kluczem jest by plan się na tym nie zaczynał i nie kończył. Doskonały przykład był w Toronto, gdzie w Game 3 i 4 odpaliliśmy... 82 trójki. Brakowało prostej gry. Cavaliers są na tyle zbilansowani by nie wpadać w pułapkę 'żyjesz z trójek, umierasz od trójek'.

W ostatnie dni przebrnąłem przez Finals 2015. Zarysowała mi się podstawowa różnica w zestawieniu z obecnymi Cavs. Każda piłka z potencjałem na szybsze rozrzucenie lądowała u Jamesa, schodziliśmy do half-court offense, a LBJ upychał się na bloku i kończył rzutem albo precyzyjnie dogrywał na spot-up'y. Gdzieś w tym wszystkim było jeszcze czekanie na Mozgova, wtedy drugiego najlepszego gracza w serii. Musieliśmy tak robić ponieważ nie było ludzi. Dziś wiadomo - byłyby dwa podania, bomba zza łuku i to z pewniejszych rąk. Irving i Love potrafią się wykreować sami. Kyrie to klasa sama w sobie, Kevin też potrafi się nakręcić jak zagra kilka dobrych piłek na łokciu, czy zrobi pompkę i zetnie. Również Smith - krytykowany za 2015 - będzie miał łatwiej jako dalsza opcja, a nie drugi obok Jamesa zawodnik kreujący swój rzut. Shumpert nie będzie musiał na blokadzie pachwiny trafiać na 40% tylko skupi się na bronieniu. Nawet Mo Williams może teraz wejść z samego końca ławki i rzucić coś po dryblingu. Lepsza opcja niż ciało Mike'a Millera. Generalnie inne światy.

Aha, nic nie zrobimy z Curry'm. Najzwyczajniej nie ma sposobu na obronienie rzutu z 10 metrów, w dodatku przez ręce i po pięciu kozłach. Oczywiście Dellavedova będzie go ścigał do utraty tchu, a Irving zaskakująco dobrze radził sobie w Game 1 przed kontuzją. Mogą być jednak momenty, gdy nic nie pomoże i wtedy trzeba robić to co ekipy, które ogrywały Warriors - zachować spokój. Nic się nie dzieje. Trafił trójkę. Z połowy? Ok, ma za nią tyle samo punktów co za spot-up z rogu. Wykorzystaj podniecenie hali i rozluźnienie w "D" - poszukaj łatwej dwójki. Opanowanie.

Tak samo w drugą stronę, Warriors nic nie poradzą z LeBronem jeśli zagra swoje. Spróbują wygonić poza trumnę i zrobić z niego strzelca. Poprzednio było tak samo, a LBJ nie brał jeńców do tego stopnia, że rozważano MVP dla pokonanego. I też zaczynał serię ze złamanym rzutem, a jednak trafiał w niej śr. 2 trójki. Teraz jest świeższy niż kiedykolwiek - bez bagażu minut i heroicznych występów. Co bardziej złośliwi uważają nawet, że zaczyna playoffs. Wielu ekspertów twierdzi, że James to bardziej drugi Magic niż Jordan i pewnie będą mieli kolejny argument na poparcie tezy. Obstawiam, że lidera Cavs też zobaczymy z konieczności jako centra w którejś fazie serii. Iguodala chyba nie może już bronić lepiej jak przed rokiem (LBJ 38% z gry, gdy był na parkiecie), aczkolwiek nie przestaje zadziwiać odkąd nie musi się skupiać na ataku.


Prześwietlenie rywala: Golden State Warriors



 

SEZON ZASADNICZY 2015-2016

Bilans: 73-9 ( Dom: 39-2 | Wyjazd: 34-7 | Ostatnie 10: 8-2 )

Pozycja w Dywizji: 1 (Pacyfik) i w Konferencji: 1 (Zachodnia)

 Punkty średnio rzucane: 114.9 i punkty średnio tracone: 104.1

 Rating ofensywny:  112.5 (1), rating defensywny: 100.9 (4) i tempo: 101.6 (2)

 

PLAYOFFS 2016

Rating ofensywny: 109.8 (2) | Rating defensywny: 100.9 (5)

Rzuty w półkolu:   276 / 461  (59.9%  m. 7) - 31.2% wszystkich rzutów

Rzuty w reszcie trumny:   84 / 205  (41%  m. 7) - 13.9% wszystkich rzutów

Rzuty z półdystansu:   113 / 285  (39.6%  m. 9) - 19.3% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (róg):   57 / 134  (42.5%  m. 4) - 9.1% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (po łuku):   155 / 385  (40.3%  m. 3) - 26.1% wszystkich rzutów

 

Głębia składu Warriors w przybliżeniu przedstawia się tak:


PG: Stephen Curry / Shaun Livingston

SG: Klay Thomspon / Leandro Barbosa / Ian Clark

SF: Harrison Barnes / Andre Iguodala / Brandon Rush

PF: Draymond Green / Mo Speights / James McAdoo / Kevoon Looney

C: Andrew Bogut / Festus Ezeli / Anderson Varejao


 w rotacji / poza rotacją / czasem grywa / kontuzjowany


Pigułka: Warriors zapisali nie tylko najlepszy zasadniczy w historii klubu, ale w ogóle. Cały sezon zastanawiano się, czy są w stanie pobić legendarny rekord Chicago z 1996 roku (72-10) i ostatecznie udało im się to w ostatnim meczu. Ekipa broniąca tytułu niewiele różni się od zeszłorocznej - zmieniły się tylko dalekie rezerwy. Odeszli Lee i Holiday, a wydraftowano Looney'a i podpisano Clarka z Jazz. Zimą doszedł jeszcze Varejao i... trener Kerr, który musiał opuścić kilka miesięcy przez operację pleców. Jego zastępca, Luke Walton, startem 24-0 wypromował się na tyle, że jesienią obejmie Lakers. Po drodze do Finałów odprawili Houston, Portland i Oklahome, z którą przegrywali już 1-3. W skrócie, to co czyni Warriors tak groźnymi to przede wszystkim maksymalnie wysokie tempo gry, duży ruch piłki i fakt, że mają wielu zawodników, którzy potrafią zarówno kreować rzuty innych jak i siebie. Do tego "Splash Brothers", oddający często głupie próby... które wpadają. Słowo wszechstronność powinno być alternatywną nazwą tego zespołu, a Iguodala jego drugim logo.

Seria w liczbach:

Cleveland Cavaliers byli przez 3 rundy najefektywniejszym atakiem NBA od 1987 roku, gdy Lakers zdobywali 117.8 punkta na 100 posiadań.

- Ich ofensywna efektywność spadała co prawda z kwarty na kwartę (od 123.3 pkt. na 100 p. w 1, do 106.5 w 4), ale wprost proporcjonalnie rosła za to defensywa (od tracenia 110.4 pkt. na 100 p. w 1, do ledwie 94.2 w 4).

- Trójki stanowiły aż 41% z ich rzutów, co jest najwyższym wskaźnikiem w playoffs i skokiem o 6% w porównaniu do zasadniczego. Najlepiej je trafiali - 43%, postęp przy 36% w regularnym.

- 25 trójek Cavaliers w meczu z Atlantą to nowy rekord NBA.

- Smith (46%), Irving (46%) i Love (45%) są odpowiednio na 1, 2 i 5 miejscu w skuteczności rzutów za trzy. Klasyfikowano 21 zawodników, którzy oddali co najmniej 50 prób. Gdyby Frye miał 5 prób więcej - byłby liderem (26/45 - 58%).

- By tyle rzucać, Cavs muszą coś odpuszczać, więc notują średnio tylko 23 wjazdy.

- Wyjściowa "5" ogrywa rywali o średnio 21.4 punkta na 100 posiadań piłki. Nie ma w NBA lepszej z tych, które zagrały co najmniej 100 minut.

- Cavaliers wypunktowują o 17.3 pkt. na 100 posiadań, gdy LeBron jest na boisku i są gorsi o 1.1 pkt. kiedy odpoczywa. Obrót o 18.4 pkt. jest 5-tym najwyższym u zawodników mających co najmniej 200 minut.

- Efektywny procent trafionych rzutów (za 2 i 3) wynosi u Frye'a 81.8% i jest najlepszym w gronie 86 koszykarzy, którzy oddali 50 i więcej prób.

- J.R. Smith 86% (106/123) z wszystkich swoich rzutów oddał zza łuku.

- Love (19/41) i Smith (17/28) są odpowiednio na 2 i 3 miejscu w trójkach trafionych z rogów. Przed nimi... Klay Thompson.

- Love trafił 11 z 34 rzutów (32%) w strefie zastrzeżonej i jest to najgorszy wynik u zawodników próbujących 25+ razy.

- Cavs w ECF zdobywali w 'pomalowanym' średnio 41 punktów, co było poprawą w stosunku do śr. 34 z Pistons i 28 z Hawks.

- Cleveland jest tej wiosny niepokonane, gdy rzuca co najmniej 100 oczek (12-0).

- Rywalom pozwala natomiast tylko na 94.3 na mecz i w 11 z 14 spotkań zatrzymywało ich poniżej setki.

- Cavs wygrywają średnio na tablicach 43-37. Różnica +6 piłek to drugi rezultat.

- James przewodzi pod względem rzutów w strefie zastrzeżonej (śr. 9.4) i całej trumnie (14.3). Trafiał w półkolu 82% w ECF.

- Cavaliers mają świetny bilans małych punktów po 3 rundach (1497-1320) i jest to drugi wynik w historii u progu NBA Finals.

- LBJ jest najlepiej podającym na dystans w lidze - 59 jego asyst siedmiu różnych partnerów zamieniało na trójki (31 z rogów).

- Tristan zebrał 18% dostępnych zbiórek w ataku kiedy był na parkiecie (1 m.).

- Cavs zdobywają 1.31 punkta na posiadanie kiedy stawia on Irvingowi zasłonę. To najlepszy wynik z 43 kombinacji z co najmniej 50 zasłonami. Na 3 miejscu (1.26 pkt.) para Irving i Love.

- Love chroni obręcz najgorzej (65%) z tych, którzy bronili przynajmniej 5 rzutów.

Golden State Warriors są najlepszym zespołem w czwartych kwartach, gdzie wypunktowują rywali o 16 oczek na 100 posiadań.

- Zanotowali największy procent asyst przy swoich koszach (62) i mają średnio 8 tzw. hokejowych asyst.

- Ruch piłki siadł im nieco z Thunder (śr. 310 podań przy 337 wcześniej), ale i tak był największy w Finałach Konferencji.

- Trafiają 51% za trzy, gdy wynik oscyluje w granicach 5 punktów różnicy przy 5 minutach do końca. Curry ma w takiej sytuacji 9/12, ale Thompson tylko 1/6.

- Aż trójkę koszykarzy wybrano do drużyn All-NBA (Curry, Thompson, Green).

- Curry mieści w koszu 51% prób z półdystansu. Najlepiej w NBA.

- Green jest 4 najlepszym strażnikiem obręczy, gdzie pozwala trafiać tylko 38%.

- Golden State to 10 ekipa w historii, która wyszła ze stanu 1-3 w serii.

- Klay Thompson prowadzi w trójkach z narożników boiska (23/46). Z prawego trafił 16 razy, a z lewego 7. Lideruje też w trójkach z catch-and-shoot.

- W Game 6 z OKC, Klay trafił 11 razy zza łuku, ustanawiając rekord playoffs.

W Finałach NBA 2015... Love nie grał, a Irving złamał rzepkę w pierwszym meczu.

- Cavs używali 7-osobowej rotacji, w której byli Jones i Mozgov - dziś rezerwa.

- Warriors zdobywali aż 109.3 punkta na posiadań w 4 wygranych przez siebie meczach i tylko 94.7 w 2 porażkach.

- Cavaliers rzucali mniej niż punkt na jedno posiadanie przez całą serię.

- Pierwszy raz w historii Finałów Game 1 i 2 kończyła dogrywka (1-1).

- Przez 6 spotkań Warriors byli +4 w 3 kwartach, +33 w 4 i +6 w dogrywkach.

- Curry (12/24), Thompson (5/11) i Iguodala (9/14) trafili 53% trójek oddanych w czwartych kwartach.

- Iguodala zdobył MVP. Golden State było +62 w 222 minuty z nim na parkiecie i -19 w 76 minut bez. LeBron trafiał 38%, gdy 'Iggy' był na placu.

- Osamotniony James notował 46 minut na mecz i oddał więcej rzutów (196) niż trójka innych "Kawalerzystów" razem (179).

- LBJ był też odpowiedzialny za 56% asyst całego zespołu.

- 'Linia śmierci' Warriors wystartowała w ostatnich 3 meczach serii i wypunktowała Cavs 154-126 w 70 minut.

Sezon zasadniczy i historia...

Jeśli też należysz do kościoła, który głosi, że zasadniczy jest rozrywką w stylu kina, czy wyjścia na piwo - witam. Jeśli nie? Spójrz. Warriors wygrali z Cavs 89:83 w domu (grudzień) i 123:98 na wyjeździe (styczeń). I teraz tak... Barnes opuścił pierwszy mecz przez kontuzję, a Irving grał drugi raz po operacji. Frye dołączył z kolei w lutym. Oba spotkania w Cavs zagrał za to Varejao, który dziś gra w Warriors. Mozgov był starterem, a Blatt trenerem. 'Linia śmierci' Warriors nie została użyta w żadnym meczu, a jej mała kopia z Cleveland jeszcze nie powstała. Ot, pół roku w NBA.

Nie ma usprawiedliwienia dla lania ze stycznia. Z perspektywy czasu było jednak potrzebne. Cavaliers posprzątali bałagan na własnym podwórku - oczyścili szatnię i zidentyfikowali się jako zespół. Być może tkwiliby nadal w toksycznej relacji z Blattem, gdyby tamtej nocy nie zostali zdmuchnięci z parkietu.

O krótkiej historii była już mowa. Pora zacząć pisać nową. Mój typ: 4-3 Cavaliers.

 

GAME 1: "Oracle Arena" w Oakland, 2/3 VI -  3:00 czasu polskiego

   VS 

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

    

ŁAWKA: DELLAVEDOVA, SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: BRAK


PRAWDOPODOBNY SKŁAD WARRIORS:

PG - CURRY, SG - THOMPSON, SF - BARNESPF - GREEN, C - BOGUT

    

ŁAWKA: IGUODALA, LIVINGSTON, SPEIGHTS, EZELI,

BARBOSA, CLARK, RUSH, VAREJAO, MCADOO

KONTUZJE: LOONEY (NIE ZAGRA)

 

@_adasz_

sobota, 28 maja 2016
Game 6: Kanada wreszcie zdobyta - Cavs w Finałach NBA!!!

Adam Wałaszyński

Cleveland Cavaliers nie dopuścili do nerwowego siódmego meczu i pewnie pokonali Toronto Raptors 113:87. Zameldowali się dzięki temu w swoich drugich NBA Finals z rzędu i ponownie wygrali Konferencję Wschodnią. Cavs znów udowodnili swoje przewagi kadrowe nad Raptors, ale co istotniejsze - wreszcie zrobili to na wyjeździe. Tradycyjnie ton nadawała BIG-3, która od czwartku w końcu dostanie szansę gry o tytuł w pełnym składzie. "Kawalerzyści" o mistrzostwo bić się będą z Thunder lub Warriors.

  VS. 

STATYSTYKI | SKRÓT MECZU POBIERALNIA | ZDJĘCIA

Od czasu porażki w zeszłorocznych Finałach NBA, Cleveland Cavaliers są zespołem, który jest na misji. Po piątkowej nocy, już tylko czterech zwycięstw brakuje by zakończyć ją sukcesem. Będą to co prawda cztery, który zawsze najciężej wywalczyć, ale - w przeciwieństwie do zeszłego roku - Cavs i BIG-3 są w pełni zdrowia.

"Kawalerzyści" przełamali domowy trend zwycięstw pomiędzy nimi, a Toronto Raptors i w dużym stylu postawili kropkę nad i. Wreszcie wygrali w Kanadzie, a potężne 113:87 dało bilet do serii mistrzowskiej. Cleveland odpoczywa zatem do czwartku i czeka na rywala - o drugą wejściówkę biją się Oklahoma City Thunder i Golden State Warriors.

W poprzednich dwóch meczach w Toronto, Cavaliers postawili się pod ścianą przez duże straty do przerwy, których - mimo prób - nie byli potem w stanie skasować. Tym razem od samego początku zadbali o siebie i szybko nadali ton startem 15:8. "Chcieliśmy potraktować to spotkanie jak Game 7." - przypomniał trener Tyronn Lue, który przejął zespół w połowie sezonu. "Nie potrzebowaliśmy sprawdzać naszych szans w niedzielę. Chcieliśmy po prostu wyjść i grać agresywnie po obu stronach." - dodał.

LeBron James, Kyrie Irving i Kevin Love zdobyli w sumie 83 punkty z 113 całej drużyny. Było też bardzo blisko by trójka zapisała po double-double, ale Irvingowi zabrakło jednej asysty (9). Aczkolwiek i tak doskonale dzielił piłkę i regulował tempo, a Raptors jako zespół mieli tylko jedno ostatnie podanie więcej. James z kolei dopiero w 14 meczu tej wiosny rzucił ponad 30 oczek, co doskonale pokazuje jak wielkie miał wsparcie. Wielokrotnie w historii musiał brać swoje ekipy na plecy, a w tym roku śrubkę przykręcił dopiero w meczu eliminacyjnym Finałów Konferencji. Kończył z 33 punktami (13 na 22 z gry, w tym 3 na 6 za trzy), 11 zbiórkami, 6 asystami i 3 blokami.

LeBron, zdeterminowany by tym razem nie gonić szaleńczo w drugiej połowie, wyszedł z bloków startowych rozpalony i miał 14 oczek już w pierwszej kwarcie, trafił 5 z 6 rzutów za dwa oraz dwukrotnie zza łuku. Odstawiając nawet suche liczby na bok - zwykły test oka wystarczył by dojrzeć, że jest w trybie ataku. Raptors tym samym nie byli już w stanie wypracować sobie poduszki, na którą mogliby opaść w razie podobnego kryzysu jak w Game 4 w poniedziałek. Musieli się teraz martwić o to jak dotrzymać kroku faworytom i widać po nich było presje stania pod ścianą.

Gorącą głowę pokazał między innymi Bismack Biyombo, który łokciem zdzielił Love'a w szczękę i zafundował Toronto negatywny obrót na tablicy wyników. Po analizie wideo Raptors odebrano dwa punkty (faul w ataku B.B.), Love trafił dwa wolne, a Cavs dostali posiadanie (faul niesportowy 1-stopnia B.B.), które po chwili Kevin zamienił na kolejne celne osobiste. Cleveland złapało więc mały luz, kończąc pierwszą część 31-25, głównie bazując na trójkach - 5 z 9 ich koszy. Kilka minut później łokcie znów latały, gdy Valanciunas trafił Jeffersona pod żebro, a ten natychmiast doskoczył do Litwina z pakietem kilku ciepłych słów. W przepychankę wmieszał się jeszcze Patterson, który popchnął Dellavedove na Jeffersona i jako trzeci zarobił faul techniczny. Największym plusem całej sytuacji okazała się ponadprogramowa przerwa i LeBron wrócił na parkiet po zaledwie 37 sekundach rzeczywistego czasu gry drugiej kwarty.

Bardzo dobre 120 sekund na zakończenie połowy pozwoliło przyjezdnym obrócić solidne 46:38 w bezpieczne prowadzanie 55:41. W tej krótkiej, ale treściwej szarzy J.R. Smith wbił trójkę po ofensywnej zbiórce Love'a, za moment Kyrie w kontrze pognał na kosz i zakończył and-1, a tuż przed syreną Smith oddał przysługę i wyczyścił pozycję dla Kevina, który dodał kolejną bombę za trzy. Cavaliers generalnie dalej trafiali z dystansu, schodząc do szatni przy znakomitych 10 celnych rzutach na 15 oddanych. Dla porównania, Raptors byli 2 na 12 i uzbierali tylko 16 punktów.

W trzeciej kwarcie ciężar gry na swoje barki wziął Irving, zdobywając wtedy 12 ze swoich 30 punktów. Miał jeszcze wspomniane 9 asyst, 4 zbiórki oraz najlepsze na boisku 3 przechwyty i blok. Po trójce Love'a było nawet 78:57 dla Cleveland, ale rozpalił się Kyle Lowry i poprowadził serię 17:8, która pozwoliła Toronto zniwelować straty do 74:86 po 36 minutach gry. Podeszli jeszcze bliżej, gdy na początku czwartej części DeRozan trafił z wyskoku na 78:88, ale stery znów przejął James. Lider Cavs z dużą łatwością odpowiadał kiedy tylko miejscowi próbowali się nakręcić, więc spokojnie zdobył 6 punktów, a ucieczka 14:3 pozwoliła "Kawalerzystom" oddalić się na komfortowe 102:81. Na 6 minut przed końcem było w zasadzie po wszystkim.

Cavaliers byli w stanie poskromić "Dinozaury" jeszcze bardziej niż w drugiej partii - tym razem dając sobie rzucić tylko 13 oczek. Czterokrotnie w serii zatrzymali ich też poniżej 90 punktów na koniec meczu, a po drugiej stronie parkietu trzeci raz przekroczyli 110. Raptors w przekroju całego spotkania trafili tylko 42 procent swoich prób, w tym mizerne 32% zza łuku, co nie mogło wyrównać znakomitej produkcji Cavs - 54 procent z pola i 17 na 31 z dystansu. Goście z Ohio dbali o dobry ruch piłki i rozdali 22 asysty, podczas gdy miejscowi znów bazowali głównie na izolacjach - zaliczając 10 ostatnich podań. Cleveland było lepsze również na tablicach (38-33) oraz w kontrze (17-5).

"Pamiętam jak w zeszłym roku LeBron podszedł do mnie i powiedział - "Daj tu swój obolały tyłek" i zrobiliśmy misia." - wspomina Irving, który przez kontuzję rzepki zagrał tylko jeden, w dodatku niepełny mecz NBA Finals. "Przypominam sobie ten wielki stabilizator na kolanie i to uczucie, gdy kulejąc schodziłem do szatni. Wiedziałem, że jesteśmy w Finałach, a ja nie jestem w pełni sił." - dodaje. "Myślę o krokach jakie trzeba było wykonać by wrócić do tego miejsca. Naprawdę bardzo doceniam tych chłopaków z którymi dziele szatnię oraz całą tę przygodę. Nie jesteśmy jednak jeszcze usatysfakcjonowani. Pozostaje wciąż nasz główny cel do osiągnięcia i wiem, że będziemy gotowi." - kończy optymistycznie najlepszy strzelec Cavs.

Kevin Love nie ma nawet wspomnień, gdy grał na blokadach, bowiem już na początku kampanii 2015 z gry wyeliminował go przemieszczony bark. Nic więc dziwnego, że obfotografował się z trofeum za wygranie konferencji jak nikt inny. Piątkowej nocy osiągnął też swoje dziewiąte double-double w tych playoffs (20 punktów i 12 zbiórek), a przede wszystkim odblokował się w Air Canada Centre. Ponadto, Love wciąż jest wiosną niepokonany w meczach rozgrywanych na amerykańskiej ziemi. J.R. Smith pomógł BIG-3 swoimi 15 punktami, a że operuje głównie na dystansie - pochodziły z 5 trójek. Kolejne dwie wniósł z ławki Frye, trafiający w playoffs kosmiczne 58% zza łuku.

Dynamiczny obwodowy duet Toronto - DeMar DeRozan i Kyle Lowry - skompletował 55 oczek, z czego 35, w tym 23 po przerwie, należało do tego drugiego. Dwójka formatu All-Star bardzo ładnie zachowała się w końcowych sekundach meczu, gdy podeszli do ławki Cavaliers by złożyć gratulacje. Być może był to nawet ich ostatni wspólny występ, bowiem przed Raptors trudne lato. Spróbują wygrać nierówną walkę o DeRozana, który jest kuszony powrotem w rodzinne strony i grą dla Los Angeles Lakers.

"Naprzód Raptors, naprzód Raptors!" - skandowali kibice w ACC (komplet - 20 tys., 605 osób) i nie rozeszli się przed końcem pomimo wyraźniej porażki. Ewidentnie czuć było ich dumę z historycznego sezonu, w którym "Dinozaury" po 15 latach wygrały serię w playoffs, a potem dwie następne i dotarli aż do ECF.

"Dojście do Finałów Konferencji było kapitalnym i zarazem nauczającym doświadczeniem." - zauważa trener Dwane Casey. "To krok w dobrym kierunku do stania się kandydatem do mistrzostwa. Nie jesteśmy jeszcze na poziomie Cavaliers, ale wkrótce będziemy." - dodał z przekonaniem. Mniej optymistyczny był Kyle Lowry - być może dopiero z czasem doceni świetny rok klubu z Kanady. "Oczywiście w jakimś punkcie spojrzysz na to z dystansem, ale teraz jestem zawiedziony".

Tymczasem, LeBron James udaje się do swoich szóstych finałów z rzędu i siódmych w ogóle. Kiedy był tam pierwszy raz to Kyrie Irving szedł do liceum, a Kevin Love właśnie je kończył i szykował się do akademickiej gry w NCAA. James nie uważa jednak, że Cavs mieli od samego początku wypisane przepustki do decydującej rundy. "Wywalczyliśmy sobie prawo do bycia tutaj i reprezentowania konferencji w NBA Finals. Pracowaliśmy ciężko każdego kolejnego dnia. Przywiązaliśmy się jeden do drugiego, poświęcaliśmy dla siebie. Zapracowaliśmy na to." - uważa LBJ, który wygrał właśnie 18 kolejną serię na wschodzie. Jednocześnie - w 24 kolejnej ma wyjazdowy triumf.

Cavaliers czekają na rozwój serii Thunder vs. Warriors, gdzie "Grzmot" prowadzi 3-2. Pomijając ciekawość, wynik determinuje miejsce startu Finałów. Jeśli awansują Thunder to początek będzie w Cleveland, bowiem Cavs mieli lepszy bilans w sezonie zasadniczym. Jeśli dwa kolejne mecze wygrają Warriors - wielki rewanż wystartuje w czwartek w Oakland. Dziś o trzeciej w nocy ich szóste starcie, w Oklahoma City.

J.R. Smith cierpliwie stał z boku z trofeum w rękach i czekał aż BIG-3 zakończy udział w konferencji prasowej. W pewnym momencie dopadł do mikrofonu wypalił - "Chłopaki, możemy już jechać? To jest trochę ciężkie". Mogli. I pojechali. Po więcej.

@_adasz_

piątek, 27 maja 2016
Zapowiedź: Cleveland Cavaliers at. Toronto Raptors - G6

Adam Wałaszyński

Domowe obręcze już kilkukrotnie ratowały Toronto Raptors tej wiosny i gospodarze będą ponownie na nie liczyć, gdy w piątek zagrają o swoje być albo nie być w playoffs. Mają w Air Canada Centre bilans 8-2 tej wiosny, w tym dwie wygrane Game 7. Za dobrą monetę mogą wziąć też fakt, że Cleveland Cavaliers nie wygrali w ACC od marca 2015 roku i są tam 0-4 w sezonie. Za złą - w razie przedłużenia serii, Raptors muszą i tak wrócić do północno-wschodniej części stanu Ohio, gdzie są regularnie bici.

Nie inaczej było w środę kiedy Cavs rozbili Raps 116:78 w Quicken Loans Arena i zbliżyli się na jedno zwycięstwo od awansu do drugich NBA Finals z rzędu. Należy przypuszczać, że James i spółka przystąpią do szóstego pojedynku dużo bardziej skupieni niż w ostatni weekend, który zaczęli rozprężeni przewagą 2-0 w serii.

Cleveland przewodził odnowiony Kevin Love, który zdobył 25 punktów w 23 minuty, a po 23 oczka dołożyli LeBron James i Kyrie Irving. Toronto przegrywało momentami już o 43 punkty, by ostatecznie polec o 38. W sumie, Cavs wygrali trzy domowe mecze o łącznie 88 punktów, a w swojej hali nie przegrali od ostatnich Finałów.

Nie chcą jednak jeszcze raz sprawdzać siły własnego budynku i do ostatniego wyjazdu do Kanady zamierzają podejść inaczej niż wcześniej. "Chcemy zaprezentować takie nastawienie jakby to była nasza Game 7." - przekonuje trener Ty Lue. "Ciężko pracowaliśmy cały sezon by dojść do punktu, w którym jesteśmy, więc chcemy potraktować następny mecz jak siódmy." - dodaje.

Koszykarze Toronto próbują zapomnieć o środowym laniu i wrócić do zwycięskich schematów z soboty i poniedziałku, gdy zdołali wyrównać serię na po dwa. "Musimy grać w ten sam sposób w jaki graliśmy dwa dotychczasowe mecze w domu. To jest wszystko co możemy zrobić. Teraz nie możemy się martwić wyjazdem. Możemy nie dostać szansy by jeszcze raz tam pojechać, jeśli nie zagramy jutro dobrze." - argumentował Kyle Lowry po wczorajszym treningu rzutowym.

Sam Lowry może mieć jednak problemy by odnaleźć luz z Game 3 i 4, bowiem Lue naniósł usprawnienia i defensywa Cavs dosłownie osacza teraz gwiazdę Raptors. Lowry był podwajany, gdy tylko przekroczył linię środkową, a to samo spotykało go przy próbie grania pick-and-roll. Nawet kiedy nie musiał oddawać w pośpiechu piłki - nie potrafił odnaleźć rytmu i trafił tylko 5 z 12 rzutów, co dało raptem 13 punktów.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: ZAPOWIEDŹ FINAŁÓW KONFERENCJI WSCHODNIEJ

"Dinozaury" zostały przytłoczone od startu, gdy wpadły w szybki dwucyfrowy dołek. Mały powrót na dwa posiadania niewiele zmienił - zaraz byli minus 18 po pierwszej kwarcie. Później już tylko gorzej. 31 punktów straty do przerwy i 60:100 po trzeciej dwunastce. Stracili 18 piłek, w tym 5 było udziałem Lowry'go. "Są drastycznie niebezpieczni, kiedy LeBron idzie na Ciebie." - uważa All-Star Toronto.

W kwestii zagrożenia... Na mapie całych wschodnich playoffs może nie być bardziej niebezpiecznego punktu niż konieczność zagrania eliminacyjnego meczu przeciwko LeBronowi i jego kolegom. W poprzedniej rundzie, Cleveland nie przeszkodziła nawet 13 punktowa strata by wyeliminować Atlante na jej parkiecie.

DeMar DeRozan nie wydaje się jednak przejęty i również szuka korzystnych analogii. "Nie wiem skąd wynika ten komfort, który mamy kiedy postawimy się w trudnej sytuacji. Robimy tak cały rok i zawsze dajemy radę się podnieść. Myślę, że nakręcają nas przeciwieństwa i opór." - stwierdził po czwartkowej analizie wideo.

Mówi się, że może to być ostatni mecz DeRozana w Toronto - wszak jest mocno przymierzany do Lakers. Jeśli chce by był udany - lepiej dla niego, gdy uważał na sesji filmowej. Na odprawie z pewnością pokazano rzucającemu obrońcy jak Cavaliers zmienili krycie przy nim. DeRozan także był trap-owany, a kiedy szukał zasłon - miejscami jeszcze nawet hedge-owany, gdy wysocy Cavs (zwłaszcza Thompson) schodzili do niego i odprowadzali dopóki nie oddał piłki. J.R. Smith oraz LeBron James nie biegali również pod zasłonami, tylko poświęcali swoje ciała i przebijali się szczytem. DeRozan miał też ciaśniejszą opiekę przy próbach izolacji. Trafił jedynie dwa rzuty, kończąc z 14 punktami. Ratował się w dużej mierze osobistymi.

Po środowym zwycięstwie, Kyrie Irving przyznał, że wroga atmosfera jaka spotkała ich w Toronto - przerosła oczekiwania. "Prawdopodobnie po raz pierwszy w mojej karierze doświadczyłem czegoś takiego w wyjazdach w playoffs." - zakłada najlepszy strzelec Cavs. "Nasza komunikacja musi być dużo świeższa, ostrzejsza, bardziej werbalna. Wiele wynieśliśmy z tamtych dwóch meczów, ja również. Wiem czego się spodziewać i myślę, że podchodzę lepiej przygotowany niż do 3-ciego i 4-tego." - dodał.

Jeśli "Dinozaury" mogą wynieść jakiś pozytyw z piątej partii, to na pewno jest to powrót po kontuzji Jonasa Valanciunasa. Litewski center zdobył 9 szybkich punktów w 18 minut z ławki. Bardzo możliwe, że trener Dwane Casey poszerzy jego czas gry, albo nawet przywróci do wyjściowego składu. Valanciunas jest w stanie dać mu nowe możliwości. "Rzucenie mu piłki na blok na pewno nas uspokoi. Musi być jednak w stanie wychodzić z pułapek, podobnie nasi obwodowi. Popatrzyliśmy dzisiaj trochę na to na taśmie. Może na bloku rozdawać piłkę, ale i punktować. To daje nam trzecią opcję." - Casey.

Czy siła własnego parkietu i zdrowy Valanciunas to wystarczająco dużo by przedłużyć najlepszą wiosenną kampanię w historii Toronto Raptors? Casey na pewno nie traci ducha... "Byliśmy już wcześniej w takich sytuacjach. Jesteśmy w domu, a tutaj gramy bardzo dobrze. Gramy z jedną z najlepszych ekip w NBA, ale własna hala daje naszym chłopakom ukojenie. Rozumiemy, że już się podnosiliśmy z takiej pozycji i mam wiarę, że znów to zrobimy." - kończy coach. Ciągle dostępne są najtańsze bilety - po 167$.

******

Ciekawostki:

- Po środowej wygranej, Cavs są w playoffs 7-0 w domu, gdzie ogrywają rywali średnio o 21 punktów. 38 oczek różnicy nad Raptors w Game 5 to z kolei najlepszy wynik w historii klubu - o 7 punktów lepszy od... Game 1 z Raptors. Zarazem, był to piąty najwyższy blowout na poziomie Finałów Konferencji.

- LeBron ma w playoffs bilans 8-1, w tym 3-0 w ECF, kiedy jego drużyna wygrała Game 5 przy stanie 2-2. Jedyna wpadka sięga dekady wstecz i serii drugiej rundy z Detroit Pistons, w debiutanckiej kampanii Jamesa.

- Drugi raz tej wiosny Cavaliers zdołali dobić do 100 punktów przed czwartą kwartą. Wcześniej zrobili to w Game 2 serii z Hawks.

- Drużynę z Toronto utworzono w 1995 roku. Od tego czasu - do środy - nigdy nie przegrywała 30 punktami do przerwy.

- Na skutek dwóch długich rund z Pacers i Heat, Raptors grają co drugi dzień od 29 kwietnia i mają bilans 7-7.

- Trochę rozluźnienia poszukali więc Joseph i Carroll, którzy o drugiej byli widziani w Jack Casino w Cleveland w dniu piątego meczu.

- Bismack Biyombo i Jonas Valanciunas to jedyna para z tej samej ekipy, w której każdy ma co najmniej 120 zbiórek w playoffs.

- LeBron James zagrał właśnie swój 191 mecz w wiosennej kampanii i wyprzedził Magica Johnsona na 12 miejscu listy wszech czasów.

- James zrównał się ponadto z Kobe Bryant'em na 2 miejscu w punktach z rzutów wolnych (1.320). Prowadzi Michael Jordan, który trafił 1.463 osobiste.

- 21 oczek Cavs w Game 5 to najwięcej punktów z kontrataku w tych playoffs.

- James, Love i Irving siódmy raz zdobyli co najmniej 20 oczek. Cavs są wtedy 7-0.

- Żadna drużyna w historii nie awansowała do Finałów NBA, gdy zagrała wcześniej aż trzy siódme mecze.

- Raptors są ogółem 1-1, gdy w Game 6 grozi im eliminacja, ale zarazem 2-0 tej wiosny, gdy stawali pod ścianą w Game 7.

- LeBron James trafił do All-NBA First Team po raz 10 na 13 sezonów w lidze.

- Lider Cavs jest na drodze do swojej najlepszej, pod względem skuteczności, serii w życiu. Trafia w tej chwili 63% rzutów, w tym 84% w strefie zastrzeżonej.

 

INFO: "Air Canada Centre" w Toronto, 27/28 V -  2:30 czasu polskiego

 VS 

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CLEVELAND CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

    

ŁAWKA: DELLAVEDOVA, SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: BRAK

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD TORONTO RAPTORS:

PG - LOWRY, SG - DEROZAN, SF - CARROLLPF - SCOLA, C - BIYOMBO

    

ŁAWKA: VALANCIUNAS, ROSS, JOSEPH, PATTERSON, JOHNSON,

POWELL, NOGUEIRA, THOMPSON, WRIGHT, CABOCLO

KONTUZJE: BRAK


@_adasz_

czwartek, 26 maja 2016
Game 5: Cavs wracają na właściwe tory i demolują Raps!

Adam Wałaszyński

Cleveland Cavaliers odnieśli gigantyczne zwycięstwo 116:78 nad Toronto Raptors i objęli prowadzenie w serii 3-2. "Kawalerzyści" od samego startu zaznaczyli teren i już po kilku minutach było tak naprawdę po wszystkim. Do życia wrócił Kevin Love, który zagrał wyśmienicie i pozwolił BIG-3 znów świecić pełnym blaskiem. LeBron i spółka spróbują teraz zamknąć serię w piątek w Toronto i tym samym awansować ponownie do Finałów NBA.

  VS. 

STATYSTYKI | SKRÓT MECZU POBIERALNIA | ZDJĘCIA

Cavaliers i Raptors cały sezon zasadniczy walczyli o pierwsze miejsce w konferencji, które dawało przewagę parkietu jednych nad drugimi. Pomimo ambitnego pościgu, Toronto nie udało się dopaść Cleveland i w Kanadzie musieli zadowolić się rozstawieniem numer dwa. Lubimy czasem sobie poszydzić z zasadniczego, ale jednak tegoroczne Finały Wschodu pokazują, że HCA może być ważniejsze niż kiedykolwiek.

Cavs kontynuują trend domowej dominacji w tej parze i właśnie udusili Raps we własnym budynku swoją największą wygraną w historii playoffs - 116:78. Gospodarz w starciu tych ekip - wliczając regularny - ma bilans 8-0, a na korzyść "Kawalerzystów" działa jeszcze fakt, że najniższa wiktoria w Cleveland oscylowała na poziomie... 19 punktów. Łączna suma oczek w wygranych? 110! James i spółka spróbują teraz przełamać się w Toronto i powalczyć o zakończenie serii bez konieczności grania decydującego meczu. Jeśli nie - znów przyjdzie się odwołać do domowych klepek.

Po dwóch frustrujących porażkach za północną granicą, Cavaliers ruszyli na Raptors z płomieniami w oczach. Chcieli jak najszybciej wybić im z głowy pomysł o sprawieniu niespodzianki i zrealizowali plan przez szybkie 17:7 na początek. Toronto było jeszcze w stanie odpowiedzieć i przyciąć stratę do dwóch posiadań (16:20), ale - po czasie na żądanie - miejscowi dorzucili serial 17:3 w ostatnich 4 minutach pierwszej kwarty i po niej (37:19) nie spoglądali już w lusterko wsteczne. Na przerwę schodzili przy 31 punktach zaliczki, co jest nowym rekordem na poziomie Finału Konferencji, a przed ostatnią dwunastką prowadzili... 100 do 60. Przewaga sięgnęła 43 punktów.

BIG-3 Cleveland było w pracy tylko przez trzy kwarty, ale ten czas w zupełności wystarczył do skompletowania przez każdego co najmniej 20 oczek. Do przerwy mieli nawet większa zdobycz niż całe Toronto (43:34). Szczególnie ważny wieczór ma za sobą Kevin Love, który przełamał się po słabych partiach w Toronto i zapisał 25 punktów w 23 minuty. Dodał po dwie zbiórki, asysty i bloki oraz przechwyt. Love emanował pewnością siebie - bezlitośnie ubijał Scole na bloku, a rzucać nie bał się nawet w kontrach. Trafił 8 z 10 prób w tym 3 z 4 trójek oraz nie pomylił się na linii wolnych - 6 na 6. Koledzy zadbali o Kevina dając mu kilka szybkich posiadań na wejście w mecz, a ten zrewanżował się ulokowaniem w koszu wszystkich czterech. "Dobrze się odbił i przełamał. To prawdziwy profesjonalista." - chwalił LBJ. Love w obu spotkaniach w Kanadzie miał w sumie 13 punktów i 5 na 13 z gry, więc obrót jest widoczny.

"Kevin Love to Kevin Love. Miał dwa gorsze strzeleckie dni, a zrobiliście z tego wielką sprawę. Musimy tylko dbać o to by był cały czas agresywny." - uważa z kolei trener Lue. "Jego pewność siebie nigdy nie została przekreślona. Wie doskonale co ma robić. Rozmawialiśmy o tym wcześniej. Po meczu stwierdził - mówiłem Ci!" - dodał.

LeBron na dużym spokoju wykręcił 23 punkty przy skuteczności 10 na 17, dodał najlepsze na placu 8 asyst i 6 zbiórek. Spokojnie mógł więc pokusić się o triple-double, ale słusznie wybrał dodatkowy odpoczynek po morderczych dla organizmu 46 minutach w poniedziałek. James wykradł Raptors dwie piłki, zablokował jeden rzut i absolutnie nie wyglądał na przejętego presją. "Nie doszliśmy jeszcze do tego momentu sezonu, w którym jestem potrzebny do przejmowania meczów." - odpowiedział żartobliwie na pytanie dlaczego nie uzyskał jeszcze 30 punktów w playoffs.

Kolejne 23 punkty dla zespołu, zaproponował od siebie Kyrie Irving. Poszerzył je o trzy zbiórki, asysty i przechwyty oraz o blok. Rozgrywający Cavs pozostaje najlepszym strzelcem ekipy i co najmniej 20 oczek zdobywał w 11 z 13 dotychczasowych spotkań. Cleveland dalej może liczyć na produkcję z ławki od Frye'a i Jeffersona, którzy dali łącznie 18 punktów i 9 zbiórek. Tristan Thompson postawił się wreszcie Biyombo - zebrał 10 piłek, w tym 5 na atakowanej desce. Bismack, po 40 zbiórkach w weekend, musiał się zadowolić ledwie trzema.

Sporo mówiło się o usprawnieniach jakie Tyronn Lue może poczynić przed Game 5. Nie doszło do tak drastycznych jak potencjalna zmiana w pierwszej piątce, a prawdę mówiąc, Cavs skupili się na jednej - zabrać piłkę z rąk Lowry'ego i DeRozana. Dynamiczny duet Toronto uzbierał 67 punktów w poniedziałek, a minionej nocy został ograniczony do zaledwie 27 i w dodatku na mizernej skuteczności 7/20.

To nie jest tak, że liderzy Raptors zapomnieli przez dwie doby jak się gra w koszykówkę. "Kawalerzyści" chyba po prostu znaleźli w końcu na nich sposób, co przełożyło się na najlepszy występ defensywny w serii. Od samego startu, Cavs stawiali na nich pułapki natychmiastowego podwojenia, wysyłając jasny sygnał - macie to jeszcze kogoś kto może nam zrobić krzywdę? Nie mieli.

Lowry raz po raz z trudem w ogóle oddawał piłkę. Kilkukrotnie zrobił to tak czytelnie, że natychmiast ktoś przecinał podanie i szedł z kontrą - między innymi James, gdy pognał sam na sam na drugi kosz by zapakować. Rozgrywający Raptors dostawał też kolejne pułapki kiedy próbował grać pick-and-rolle ze swoimi wysokimi, a ciaśniej niż zwykle biegał przy nim Irving. DeRozan był nie tylko podwajany, ale kiedy szukał zasłon - Lue dodatkowo wypróbował na nim swoją hedge-defense. DeMar odprowadzany był przez schodzących wysokich, aż do momentu kiedy oddawał piłkę. Również izolacje nie wychodziły mu zbyt dobrze, bowiem najlepszy mecz w obronie miał J.R. Smith, a kilka razy przejął go też LeBron. W razie czego, Cavaliers rotowali na tyle szybko, że prawie zawsze był ktoś jeszcze w stanie zejść na pomoc.

Obrona Cleveland zatrzymała Toronto na ich najniższych punktach w sezonie - 78, przy 39 procentach skuteczności z gry i 18% z dystansu. Przyjezdni zebrali tylko 27 piłek, 18 stracili i 25 razy faulowali. "Chcemy po prostu grać fizycznie." - tłumaczył J.R. Smith, który kończył z 7 punktami, 6 zbiórkami i 4 przechwytami. "Mieliśmy dużo dobrych zatrzymań, które przekładaliśmy na tempo. Rzuciliśmy sporo łatwych koszy w kontrach, a K-Love się przełamał. Kiedy gra jak dziś, innym jest ciężko nas pokonać." - dodał.

Gospodarze jechali jednak na piątym biegu po obu stronach boiska. W ofensywie trafiali 57 procent swoich rzutów, co jest ich najlepszym wynikiem od czasu Game 3 z Boston Celtics w 2010 roku. Przekroczyli też po raz jedenasty w tych playoffs granicę 100 punktów, a po raz czwarty zapisali celność powyżej 50%. Cavaliers wrócili ponadto do schematu, który przyniósł im prowadzenie 2-0 i wypunktowali "Dinozaury" w trumnie 46-32. Dodatkowo, byli 18-11 w drugich szansach oraz 21-14 w kontratakach. 48-27 na tablicach mówi samo za siebie. Podopieczni Tyronna Lue odeszli od dystansu, gdzie oddali 21 rzutów, mizernie wyglądających przy 82 próbach odpalonych w Kanadzie.

Jedynym pozytywem dla Raptors był powrót do gry Jonasa Valanciunsa, który pauzował trzy tygodnie przez skręcenie kostki. Litwin zdobył z ławki 9 punktów w 18 minut i zmieścił w koszu wszystkie cztery rzuty. Wyglądał dobrze, poruszał się bez problemu, więc nie można wykluczyć, że powróci do piątki, gdy Toronto będzie grać w piątek o życie. Póki co, coach Dwane Casey ma jednak w głowie to co spotkało jego koszykarzy w Game 5. "Krótka piłka - skopali nam tyłki. Zrobili to we wszystkich trzech meczach u siebie." - przyznał Casey. "Tutaj są innym zespołem. Przyjechaliśmy z nastawieniem, że możemy dokonać czegoś niezwykłego, a nic z tego nie wyszło. Porozrzucali nas po kątach i wzięli to co chcieli." - dopowiedział z wyraźnym uznaniem.

Tymczasem, LeBron James ma jeszcze coś do powiedzenia o słynnym przejmowaniu meczów. "Trochę się pośmiałem kiedy na rozmowach z Wami słyszałem - przejmij mecz." - mówił dziennikarzom po spotkaniu. "Moja postawa na boisku jest większa niż mówią liczby. Kiedy masz obok młodą super-gwiazdę jak Kyrie oraz Kevina, który również nią jest, oni pomagają dojść do tego punktu w którym jesteśmy. Nie wyrzucasz wszystkiego do zlewu tylko dlatego, że przegraliśmy dwa razy i nie graliśmy tak dobrze jak możemy. Może przyjść czas kiedy będę musiał mieć jeden z tych wielkich meczów, ale zanim to nastąpi - wyluzujcie się." - zakończył LBJ. Słyszycie? Wyluzujmy się.

@_adasz_

środa, 25 maja 2016
Zapowiedź: Cleveland Cavaliers vs. Toronto Raptors - G5

Adam Wałaszyński

Wracając z Kanady, Cleveland Cavaliers nie mają nic do zadeklarowania przed Urzędem Celnym. Co więcej, ich zaliczka w Finałach Konferencji Wschodniej już została skonfiskowana przez Toronto Raptors i obecnie w serii widnieje remis 2-2.

Cavs zostali pozbawieni swojej dominacji w playoffs podczas przedłużonego weekendu w Toronto, gdzie miejscowi Raptors, napędzani przez fanatyczną publiczność, ku zaskoczeniu wszystkich, zdołali wygrać dwa razy. Powrócili na dobre do rywalizacji i teraz marzą o pierwszych w historii NBA Finals poza amerykańską granicą.

Po tym jak "Dinozaury" zostały wybite łącznie 50 punktami w dwóch starciach otwarcia - typowano, że Game 5 może w ogóle nie być. W najlepszym wypadku miało stanowić dobrą okazję dla Cleveland do świętowania w domu. Cavaliers nie byli jednak w stanie odeprzeć ataku walczących o przetrwanie Kyle'a Lowry'ego i DeMara DeRozana oraz zatrzymać na tablicach Bismacka Biyombo. Do tego doszły koszmarne pomyłki sędziowskie i faworyci znaleźli się w nieprzyjemnej sytuacji - pierwszy raz tej wiosny.

Nie ma teraz miejsca na błąd, zniknęło trochę naturalnego swaggera i odpadła łatka niezwyciężonych, która towarzyszyła ekipie z Ohio przez 10 meczów w playoffs. Cavs wciąż mają jednak dwa z trzech decydujących spotkań w domu, gdzie biją Raptors regularnie, a do tego to w ich koszulce biega po parkiecie niejaki LeBron James.

Gospodarze Game 5 są już po intensywnych przygotowaniach i kilkugodzinnej analizie wideo, która miała pokazać co poszło nie tak. Spekuluje się, że Tyronn Lue i jego sztab może wprowadzić kilku usprawnień. Jedna z omawianych wygląda bardzo poważnie - Channing Frye miałby zacząć zawody w piątce, a Thompson wejdzie z ławki.

Na razie to jednak wciąż tylko domysły. Wiemy natomiast, że podczas poniedziałkowego 99:105 w Toronto, "Kawalerzyści" nie wyglądali jak zespół, który chce powetować porażkę i objąć przewagę 3-1 w serii. Przynajmniej nie od początku. Wyszli bez powietrza i opierali się właściwie tylko na trójkach, które tym razem był zamrożone jak jezioro Erie w środku zimy. Rzuty z dystansu odblokowały się po przerwie i Cavaliers znaleźli małe sukcesy w grze niską linią z Jefferson'em zamiast Love'a. Wrócili, objęli prowadzenie, ale Lowry i DeRozan zdołali przeciągnąć linę.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: ZAPOWIEDŹ FINAŁÓW KONFERENCJI WSCHODNIEJ

Bez obrazy dla rapera Drake'a i publiczności w Air Canada Centre, ale Ty Lue i jego koszykarze mają już dość sloganu "We The North". Chcą wrócić do "The Land", mieć za sobą spokojny trening i przewagę własnych klepek w środę. Zwycięzca piwotalnego piątego meczu zwykle bierze wszystko, ale nawet w tych playoffs mieliśmy już odwrotny scenariusz w parze Miami z Charlotte. Tak czy siak, prowadzenie 3-2 da przynajmniej Cavs komfort potencjalnego Game 7 na parkiecie w Cleveland.

"Teraz nasza kolej na powrót, zjedzenie jakiś domowych posiłków i szansa na zagranie przed własną publicznością." - żartował trener Lue.

James, który zanotował aż 46 minut w Game 4, nie rozmawiał z mediami we wtorek - wybrał odsunięcie się w cień. Prawdopodobnie przygotowuje się do równie mocnego wejścia w piąty mecz jak przed rokiem, gdy ustawił całą grę przeciwko Chicago Bulls w drugiej rundzie i raz po raz rzucał ponad bezsilnym Jimmy'm Butlerem.

Lue i jego sztab rozsądnie gospodarowali wysiłkiem czterokrotnego MVP ligi w końcówce sezonu zasadniczego i pierwszych dwóch rundach, tak by utrzymać go możliwie najświeższym przed decydującymi grami. Teraz mają komfort dodatkowego paliwa w baku LeBrona, ale nawet on - choć ciężko w to uwierzyć - nie jest przecież maszyną. "Rozmawialiśmy o tym wcześniej i wiemy w jakim stanie jest jego ciało. Grał więcej bo wiedzieliśmy, że to dla nas ważne spotkanie - nie wyszło." - Lue.

LeBron przełożył swój czas na 29 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst. Trafił świetne 11 na 16 prób, ale w końcówce był nieco pasywny - oddał tylko jeden rzut w ostatnich 5 minutach, choć zwykle to właśnie wtedy przyciska gaz do dechy. "LeBron wie kiedy przejmować mecz koszykówki, ale dobrze też wie, że trzeba ufać swoim kolegom z zespołu." - kontynuował Tyronn Lue

O ile Irving, Frye, czy nawet Jefferson podołali podaniom Jamesa, tak Kevin Love wystawił zaufanie na próbę i ma za sobą dwa bardzo kiepskie występy - trafił łącznie 5 na 19. Pudłował przy tym sporo dobrych pozycji za trzy, po świetnych akcjach drive and kick LBJ'a. Dodatkowo, nabawił się niegroźnego - zdaniem lekarzy - urazu kolana. Jego występ nie jest zagrożony, ale za to pod znakiem zapytania stoi pewność siebie podkoszowego Cavs... "Po prostu pudłuje rzuty. To jest część tej dyscypliny. Grał świetnie całe playoffs i przyszedł ten czas, w którym spudłował po prostu trochę rzutów." - podnosił morale swoje gwiazdy Lue. "To nie jest nasz główny problem. Musimy być lepsi defensywnie i trafiać inne rzuty niż trójki." - dodał.

Raptors przegrali dwa pierwsze mecze w dużej mierze przez oddanie w sumie 106 punktów w strefie zastrzeżonej. Na domowe starcia nanieśli korekty taktyczne i zablokowali trumnę, wynosząc Cavaliers na obwód, gdzie ci potrzebowali kilkunastu prób w Game 4 by dopiero złapać dobry rytm.

To ryzykowany ruch ze strony coacha Dwane'a Casey'a, bowiem Cavs w każdej chwili mogą odzyskać swój kosmiczny procent zza łuku, ale póki co usprawnienia zdają egzamin i pomogły wyrównać serię. Casey widział jak jego młody zespół przetrzymał nacisk Jamesa i Cleveland tylko dlatego, że był w stanie oddawać ciosy. "To jest pewien rodzaj uczucia. Rytmu. Pewności siebie. Nie mam jednak wątpliwości, że Cavs to inne zwierze, gdy grają w Cleveland." - ostrzega.

Skazywane na pożarcie "Dinozaury" nagle mają szansę i niewątpliwie mniejszą presję. Z drugiej strony, muszą zadawać kolejne ciosy, w tym nokautujący by pozbawić LeBrona szóstych NBA Finals z rzędu. Ten jednak, przez nokaut nie zwykł przegrywać.

******

Ciekawostki:

- Cavs trafili tylko 3 z 23 trójek w pierwszej połowie Game 4. Po przerwie odblokowali się, mieszcząc w koszu imponujące 10 na 18 prób.

- LeBron James zapłacił karę jaką liga nałożyła na Dahntay Jonesa za kopnięcie Biyombo. Wyniosła ona jednak tylko 80$ - wszak Jones gra za minimum.

- Jonas Valanciunas był w poniedziałek na liście aktywnych, ale nie zagrał ani minuty.

- Toronto ma bilans 10-1 w playoffs, gdy stopuje przeciwnika poniżej 100 punktów.

- Cavaliers jednak w każdym domowym meczu (6-0) setkę przekraczali, a samemu pięciokrotnie zatrzymywali poniżej niej rywala - w tym Raptors.

- DeRozan i Lowry to pierwszy duet od 1993 roku, który na poziomie Finału Konferencji zapisał co najmniej 30 punktów na 60-procentowej lub lepszej skuteczności. Poprzednio byli to Charles Barkley i Dan Majerle z Phoenix.

- DeRozan trafił w poniedziałek 4 na 10 rzutów, gdy krył go LeBron, a 10 na 13, gdy pod opieką miał go ktoś inny z Cavs. James nie wpuszcza go również blisko kosza - rzuca przy nim ze średniej odległości 5 i pół metra.


INFO: "Quicken Loans Arena" w Cleveland, 25/26 V -  2:30 czasu polskiego

 VS 

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CLEVELAND CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

    

ŁAWKA: DELLAVEDOVA, SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: BRAK

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD TORONTO RAPTORS:

PG - LOWRY, SG - DEROZAN, SF - CARROLLPF - SCOLA, C - BIYOMBO

    

ŁAWKA: ROSS, JOSEPH, PATTERSON, JOHNSON, POWELL,

NOGUEIRA, THOMPSON, WRIGHT, CABOCLO

KONTUZJE: VALANCIUNAS (MA ZAGRAĆ)


@_adasz_

Game 4: Druga porażka i niespodziewany remis 2-2...

Adam Wałaszyński

Cleveland Cavaliers, po zaciętym meczu, przegrali na wyjeździe z Toronto Raptors 95:101. "Kawalerzyści" zanotowali wielki powrót z -18 punktów w drugiej połowie, ale z różnych przyczyn nie byli w stanie domknąć szarzy. Fatalnie dysponowani byli sędziowie, którzy w czwartej kwarcie wielokrotnie mylili się na korzyść gospodarzy. Po nieudanym weekendzie w Kanadzie, seria nieoczekiwanie skróciła się do best-of-three i zbliża się kluczowe Game 5.

  VS. 

STATYSTYKI | SKRÓT MECZU POBIERALNIA | ZDJĘCIA

Kyle Lowry zdobył 35 punktów, w tym także wjazd pod kosz w ostatniej minucie, a DeMar DeRozan dodał 32 i Toronto Raptors udało się przetrzymać napór Cavs w czwartej kwarcie. Tym sposobem, seria która miała powoli dobiegać końca - została nagle wyrównana. DeMarre Carroll dodał 11 oczek, a Bismack Biyombo miał 14 zbiórek i ten kolektyw pozwolił Toronto wrócić z dalekiej podróży pod tytułem "0-2".

"Byliśmy spisani na straty, więc polubiliśmy to wyzwanie." - uważa DeMar DeRozan.

Kolejne wyzwanie? Mecz numer pięć, który odbędzie się w Cleveland, gdzie Raptors przegrali w tym sezonie trzy razy na trzy próby i w sumie aż o 71 punktów. "Musimy kontynuować nasze podejście i być przygotowanym. Kiedy oni oddadzą cios - my też oddamy. Jeśli wyprowadzą trzy ciosy, my wyprowadzimy cztery." - przekonuje Lowry, który odżył przez weekend po kiepskim starcie serii. Wraz z kolegami jest jednak tylko 2-6 na wyjeździe w tych playoffs. Po jednej partii wyszarpali w Indianie i Miami.

Pomimo startu 10-0, Cleveland Cavaliers muszą teraz w dużej mierze opierać się na obronie własnej hali jeśli chcą drugi rok z rzędu zameldować się w NBA Finals. Zwolennicy czarnej magii, zastanawiają się, czy jest coś przeklętego w wiosennym 10-0. Tak samo zaczęli San Antonio Spurs w 2012 roku, zanim przegrali cztery razy z rzędu z Oklahoma City Thunder.

"W domu musimy grać o wiele lepiej i myślę, że zrobimy to." - uznał krótko LeBron James, którego Cleveland przegrało pierwszy raz mecz po meczu od czasu drugiej rundy z 2010 roku, gdy rywalami byli Boston Celtics.

"Mieliśmy kilka sytuacji w obronie, gdy nasza defensywa siadła, a nie możesz sobie na to pozwolić w ważnych chwilach. Zwłaszcza w playoffs." - analizuje Tyronn Lue, przed którym pierwszy poważny test jako HC Cavs. "Egzekwowali za każdym razem, gdy popełniliśmy błąd." - dodaje Lue.

James miał 29 punktów i gołym okiem było widać, że piłka przechodziła przez niego częściej niż w piątek - co zapowiedział Lue. Kyrie Irving podniósł się po swoim najgorszym meczu tej wiosny i dodał 26 oczek, a Channing Frye wniósł 9 z 12 punktów w czwartej kwarcie. Całą dwunastkę grał też Richard Jefferson.

Cleveland wróciło poniedziałkowej nocy z minus 18 punktów i było blisko wielkiej wiktorii, która jednak wymknęła im się przez mieszankę czynników. Błędy sędziowskie na korzyść gospodarzy, Lowry i DeRozan przepychający Raptors, czy kiepska pierwsza połowa. "Ten zryw nie był wystarczający ponieważ mieliśmy okropną pierwszą połowę. Kolejną w tym budynku. Znów była gonitwa." - zauważył LBJ.

Toronto znów zaczęło mocno - od 13:5, a Cavs pudłowali w tym czasie 8 z 10 pierwszych rzutów. Później trafili 5 z następnych 6, ale to Raptors wygrali kwartę otwarcia 27:24 i dalej już tylko pompowali przewagę. W drugiej części szalał Lowry, który miał w niej 15 punktów i 3 trójki. Do szatni gospodarze schodzili z pokaźną zaliczką 57:41, aczkolwiek medialne zabiegi trenera Casey'a nie przyniosły skutki i nie mieli do przerwy osobistego. Szaleństwo z gwizdkami miało się dopiero zacząć.

Cavaliers ustawili się w pozycji do kolejnego szturmu, gdy po trzech kwartach przycięli straty do 69:78. I rzeczywiście - szybkie dwie trójki Frye'a pozwoliły na start 8:0, czyli dojście na punkt. Goście trafili 11 swoich pierwszych prób w finałowej partii i zanosiło się na przechwyt parkietu...

Miejscowi, tak szykanowani przez sędziów, nagle nie schodzili z linii, gdzie DeRozan miał dwa wolne po czystym wybiciu LeBrona, a Carroll rozdzielił parę po uprzednim zderzeniu się z powietrzem. Długa trójka Irvinga zmniejszyła deficyt do 99:101, aczkolwiek ładnie od prostokąta odpowiedział DeRozan. Raptors odzyskali posiadanie piłki po tym jak Biyombo zablokował Smitha, ale i tu powtórki pokazały sporą kontrowersję i wiele kontaktu. Kilka chwili później - po czasie dla Toronto - Biyombo jeszcze raz udało się uciec do faulu. Obiema rękami przytrzymał Thompsona przed zejściem na pomoc do wjeżdżającego Lowry'ego. Nieatakowany rozgrywający spokojnie trafił, zamykając temat na 105:99 przy zaledwie 22 sekundach do końca.

Warto dodać, PANIE CASEY, że Cavaliers mieli raptem dwa wolne przez całą drugą połowę, a więc de facto wtedy kiedy byli w gazie. Raps rzucali z linii DWANAŚCIE razy w samej tylko ostatniej "12", czyli o trzy więcej niż przyjezdni w ogóle. Wcześniej, fani w Air Canada Centre ironicznie klaskali, gdy Dellavedovie odgwizdano faul po 3 minutach drugiej kwarty, który był pierwszym przewinieniem Cleveland. Nie wiedzieli jeszcze, że właśnie Ci wyszydzani sędziowie, będą jedną z głównych przyczyn dzięki którym nie jadą do Ohio z 1-3.

No i oczywiście Lowry oraz DeRozan, którym nie można odbierać wielkiej partii tylko dlatego, że mieli pozwolone na więcej. Pierwszy miał 9 punktów w czwartej kwarcie, a drugi 12 i trafił 5 z 6 rzutów. "To dla mnie spacer, kiedy Kyle gra swoje. Wtedy wszystko się dla mnie otwiera." - mówi DeMar, który - jak głosi plotka z szatni - miał przed meczem oddać około 1000 rzutów.

Sędziowie dorzucili Cavs jeszcze jeden problem. Kevin Love co prawda wciąż pudłuje dużo otwartych pozycji i kończył z 10 punktami (4 na 14 z gry) i 7 zbiórkami, ale ostatnia rzecz o jakiej marzy to wpadanie kolanem na wałęsającego się za blisko linii bocznej gwizdkowego. Love - pewnie za sprawą obu powodów - przesiedział całą czwartą kwartę na ławce, ale jego występ w środę absolutnie nie jest zagrożony.

@_adasz_

poniedziałek, 23 maja 2016
Zapowiedź: Cleveland Cavaliers at. Toronto Raptors - G4

Adam Wałaszyński

DeMar DeRozan pamięta jakie złe emocje wywoływał w nim Bismack Biyombo, kiedy jeszcze nie był kolegą z szatni Toronto Raptors, a koszykarzem Charlotte. "Nienawidziłem go. Ciągle faulował i blokował. I tak zawsze nabierałem go na pompki, ale nienawidziłem go. Teraz jest jednym z moich najlepszych kolegów".

Cleveland Cavaliers również czują niemało złości w kierunku Biyombo, po tym jak jego przełomowy występ zastopował w sobotę bezbłędny marsz Cavs w playoffs. Toronto wygrało 99:84, złapało kontakt w serii i w poniedziałek stanie przed szansą wyrównania rywalizacji. Cleveland wciąż trzyma się natomiast planu mówiącego o wyrwaniu jednej gry w Air Canada Centre. Otworzy im to szansę zamknięcia zmagań przed własną publicznością w środowym Game 5 i na powrót do NBA Finals.

Biyombo miał najlepsze w historii Raptors 26 zbiórek, dodał 4 bloki i zdobył 6 z 7 punktów podczas krótkiego serialu w czwartej kwarcie, który pomógł miejscowym domknąć mecz. Ponadto, w pierwszej połowie brał udział w zamieszaniu, po którym LeBron James wylądował na łokciu Tristana Thompsona, a w drugiej już osobiście uderzył Jamesa - inkasując wyczekiwany faul niesportowy pierwszego stopnia.

W ostatnich sekundach spotkania, Dahntay Jones stanął w obronie swojego lidera i wymierzył Kongijczykowi cios w krocze, który spowodował, że środkowy jeszcze dłuższą chwilę nie mógł się podnieść. Jones, głęboki rezerwowy, został zawieszony na Game 4, ale cel zrealizował - wysłał sygnał, że jego wyskoki będą kontrowane.

Dwane Casey, opiekun Raptors, ma świadomość, że Biyombo może wydawać się nieprzyjemny do grania przeciwko, zwłaszcza, że po blokach macha palcem, a po wsadach pręży muskuły. Dla samego zainteresowanego, bycie nieprzyjemnym nie jest problemem. Tak po prostu ma być... "Dopóki tak naprawdę nie poznasz prawdziwego mnie to nie wiesz kim jestem. Na boisku nie mam przyjaciół."

Casey kolejny raz wyraził też swoje niezadowolenie z pracy sędziów, którzy jego zdaniem mają gwizdać przeciwko Toronto za dużo fauli. Przekładać się ma to bezpośrednio na przewagę 86-51 dla Cleveland w rzutach wolnych i fakt, że "Dinozaury" nie rzucały jeszcze osobistego w czwartej kwarcie. Nie chciał przyznać, czy w ten sposób próbuje wywołać nacisk na arbitrów, którzy będą przydzieleni na poniedziałek. "Powiedziałem wczoraj co miałem do powiedzenia i to koniec tematu. To był komentarz do ostatniego meczu i tyle. Nie próbuję wysyłać żadnej wiadomości." - odżegnywał się. Wiadomość jednak się pojawiła - od NBA, która zgodnie ze swoim protokołem, ukarała go kwotą 25 tys. $ za krytykowanie pracy sędziów w mediach.

Po ciężkim i fizycznym meczu - również Cavaliers zastanawiali się, czy otrzymali sprawiedliwą porcję gwizdków. Trener Tyronn Lue został przez dziennikarzy zapytany, czy James i jego koledzy mają problem z dobrym ''sprzedaniem'' faulu. Lue uważa, że jest to trudne ponieważ większość obrońców i tak odbija się od atakującego LeBrona. "Jeśli nie sfaulujesz go mocno to zrobi akcję za trzy punkty. Próbujesz być fizycznym wobec niego by nie łapał kontaktu i nie kończył na obręczy. Kiedy jednak atakujesz okolice szyi, jak Biyombo, to już inna sprawa." - dodaje szkoleniowiec Cleveland.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: ZAPOWIEDŹ FINAŁÓW KONFERENCJI WSCHODNIEJ

Cavaliers odbyli w niedzielę sesję filmową w swoim hotelu w Toronto i szczegółowo analizowali pierwszą porażkę tej wiosny. Chwilę przed wejściem na odprawę, James zatrzymał się przy mediach, ale nie chciał poruszać tematu, czy dostaje wszystkie gwizdki, które mu się należą. "Tak naprawdę nie chcę się w to angażować za mocno. Ja po prostu gram i to sędziowie decydują co odgwizdać i w którą stronę. Nie przenoszę mojego skupienia gdzie indziej bo to może zanieść moją energię nie tam gdzie jej miejsce." - tłumaczył LBJ.

Piękna seria 10-0 dobiegła dla Cleveland końca i weteran Richard Jefferson przyznaje, że nastrój był lekko pod psem, gdy drużyna spotkała się na pomeczowym posiłku. "Pierwszy raz w ciągu miesiąca nasza kolacja nie była pełna frajdy, podekscytowania i dobrej zabawy. Więcej rozmawialiśmy po prostu o tym co musimy zrobić. Próbowaliśmy zresetować nasze umysły, ale było widać, że każdy był lekko nieobecny". Cavaliers nie panikują po jednym słabszym dniu, ale jednocześnie nie lekceważą pierwszego ostrzeżenia. "To jest ciężkie ponieważ chcesz utrzymać pewien balans. Nie powiedziałbym, że byliśmy przybici, ale na pewno rozczarowani. Jest sporo do nauki z tej nocy." - dodał Jefferson.

Skoro wcześnie była mowa o nieobecnościach - Kyrie Irving oraz Kevin Love byli więcej niż nieobecni w sobotę, gdy trafili do spółki tylko 4 z 28 rzutów i pierwszy raz w wiosennej kampanii zostawili LeBrona bez pomocy. "Są wielką częścią naszych sukcesów, więc nie będziemy im niczego odbierać po jednym dniu. Czasem tak po prostu bywa, że piłka za nic nie chce wpaść do kosza i już. Nie możemy jednak sobie pozwolić na utratę ich pewności siebie." - pocieszał kolegów LBJ. Dodatkowo, Irving wyraźnie cierpiał w okolicy mostka po bolesnym zderzeniu z Cory Joseph'em. Wieści z obozu Cavaliers mówią jednak, że Kyrie czuje się już dobrze, a w znacznie lepszym stanie jest też podkręcona kostka Matthew Dellavedovy.

LeBron miał co prawda dobry występ na poziomie 24 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst, ale nie był tym razem w stanie przełączyć dźwigni by zdominować spotkanie. Odpowiedzialność wziął na siebie Ty Lue, który uważa, że mógł lepiej wykorzystać potencjał ofensywny Jamesa. "Powinienem dać więcej piłek w ręce LeBrona, pozwolić mu więcej kreować i ściągać podwojenia. Biorę to na siebie." - odciążał Lue.

Wielu obserwatorów uważa, że przegrana zrobi dobrze Cavs, którzy mogą teraz sprawdzić się w roli odpowiadającego w serii oraz wnieść pewne usprawnienia. Ich dominacja nad konferencją wciąż nie jest podważana, ale sami "Kawalerzyści" przekonują, że nie brali nigdy niczego za pewnik. "Mamy wiele szacunku dla Toronto. W żadnym momencie nie był to na zasadzie - ok, zamieciemy ich. Tak, chcemy wygrywać jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, ale oni chcą tego samego." - R.J.

Raptors tymczasem po cichu zmienili status Jonasa Valanciunasa z 'nie zagra' na 'wątpliwy' i spekuluje się, że lekarze z Toronto spróbują go jakoś postawić na nogi. Litwin robi postępy po ciężkim skręceniu kostki w Miami - bierze udział w delikatnych treningach i był widziany jak trochę rzuca. Trener Casey przekazał, że Valanciunas zostanie jeszcze raz przebadany w poniedziałek, a potem przed rozgrzewką.

******

Ciekawostki:

- W Toronto dobiegła końca seria 17 kolejnych wygranych Cavs w playoffs nad rywalami z Konferencji Wschodniej. Miała ona swój początek podczas zeszłorocznego Game 4 z Chicago Bulls.

- Pomimo przegranej, Cavaliers mieli tylko 9 strat i ich średnia 11.1 jest najlepszą wśród czterech pozostałych w playoffs ekip.

- Cleveland to też w dalszym ciągu najlepiej rzucają za trzy drużyną tej wiosny. Trafia niemalże 15 trójek na mecz, ze skutecznością 44%.

- LeBron James zdobył co najmniej 20 punktów w 21 kolejnym meczu w playoffs. Zarazem, 124 raz w karierze James zapisał w nich linijkę na poziomie 20-5-5.

- Kyle Lowry i DeMar DeRozan wypunktowali BIG-3 Cavs 52-40 w Game 3.

- 26 zbiórek Bismacka Biyombo to najlepszy wynik na poziomie Finałów Konferencji odkąd w 1973 roku słynny Wilt Chamberlain zebrał 30 piłek.

- Love i Irving trafili do spółki tylko 14% swoich rzutów, najmniej odkąd grają razem.

- Po Game 3, program komputerowy ESPN, który liczy prawdopodobieństwo wygrania serii, daje 82% szans Cavs i 18% dla Raptors.

- LeBron wyprzedził Jasona Kidda i jest teraz 3-ci w liczbie asyst w historii playoffs.

 

INFO: "Air Canada Centre" w Toronto, 23/24 V -  2:30 czasu polskiego

 VS 

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CLEVELAND CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

    

ŁAWKA: DELLAVEDOVA, SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: BRAK

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD TORONTO RAPTORS:

PG - LOWRY, SG - DEROZAN, SF - CARROLLPF - SCOLA, C - BIYOMBO

    

ŁAWKA: ROSS, JOSEPH, PATTERSON, JOHNSON, POWELL,

NOGUEIRA, THOMPSON, WRIGHT, CABOCLO

KONTUZJE: VALANCIUNAS (WYSTĘP WĄTPLIWY)

 

@_adasz_

niedziela, 22 maja 2016
Game 3: Raptors stopują Cavs w Toronto i łapią kontakt...

Adam Wałaszyński

Cleveland Cavaliers, po bardzo słabym występie, wyraźnie przegrali na wyjeździe z Toronto Raptors 84:99. Kanadyjski samotnik NBA podniósł się po ciężkich ciosach w Cleveland i zafundował Cavs pierwszą porażkę w playoffs. To na Toronto w dalszym ciągu jest presja wygrania Game 4, ale niewątpliwie złapali kontakt z "Kawalerzystami". Fatalną noc strzelecką mają za sobą Kyrie Irving i Kevin Love, którzy pierwszy raz zawiedli kolegów tej wiosny. Poniedziałkowe starcie numer cztery zapowiada się więc znakomicie.

  VS. 

STATYSTYKI | SKRÓT MECZU POBIERALNIA | ZDJĘCIA

Ci, którzy twierdzili, że Cleveland Cavaliers przyda się jakiś opór, który doprowadzi do wcześniejszego testu niż NBA Finals - mają spełnione życzenie. Po ponad miesiącu, Cavs w końcu spotkali się z rzeczywistością, która raz jeszcze udowodniła, że nie da się wygrać całych playoffs do zera. Potrzebne było do tego opuszczenie Stanów i podróż do Toronto w Kanadzie, gdzie miejscowi Raptors w dobrym stylu odwinęli się za dwa upokarzające dla nich wieczory w stanie Ohio.

Toronto nie jest najcieplejszym miejscem na ziemi i to właśnie hala Air Canada Centre okazała się tą w której "Kawalerzyści" mocno się schłodzili. 35 procent skuteczności z gry, w tym 34 za trzy, mówi wiele. LeBron James odzwyczaił się już od tego, że wszystko jest na jego głowie, dlatego musiał być w dużym szoku, widząc jak Kyrie Irving i Kevin Love pudłują wspólnie aż 24 z 28 rzutów. Po serii 10 znakomitych występów BIG-3, dziś na duże granie zgłosili się tylko LeBron i J.R. Smith, a to za mało.

"Dinozaury" wreszcie nawiązały do swojej nazwy i były niezwykle agresywne oraz groźne, gdy w sobotę - po 21 latach - Finały Konferencji NBA dotarły na kanadyjską ziemię. Prowadzili właściwie od startu do mety - maksymalnie 18 punktami - pozwalając przyjezdnym jedynie na jedno oczko zaliczki po 5 minutach gry.

Szturmem dowodził DeMar DeRozan, który miał prawdziwy dzień konia. Zdobył dla Raptors 32 punkty, z czego 21 jeszcze przed przerwą. O tym jak świetnie był dysponowany niech świadczy fakt, że Cavs kontestowali 20 z 24 jego rzutów, a i tak połowę z nich trafił. All-Star miał 9 oczek w trakcie serii 22-7, która zamieniła ciasne 38:35, na wyraźne 60:42 dla Raptors w przerwie. DeRozan jest najlepszym koszykarzem Toronto w tej serii, choć tym razem mógł liczyć na wparcie Lowry'ego. Podstawowy rozgrywający Raps sporo co prawda faulował, ale przełamał się wreszcie w ataku i zapisał 20 punktów, trafiając 7 z 13 rzutów (4 trójki).

Kiedy Jonas Valanciunas w bólu padał na parkiet w Miami z kontuzją kostki, jeszcze nikt nie przypuszczał, że Bismack Biyombo - niemrawy przez pierwsze lata kariery w Charlotte - będzie w stanie go jakkolwiek zastąpić. Fani tęskniący za koszykówką z dawnych lat i silnymi centrami, którzy zbierają, blokują, a po drugiej stronie potrafią zrobić tylko wsad - znaleźli swojego człowieka. Biyombo, zatrzymany w Cleveland w sumie na 9 zbiórkach, zebrał aż 26 piłek w sobotę, czym ustanowił rekord klubu z Toronto. "Przypomina mi Dennisa Rodmana w zbieraniu. Wie gdzie może spaść piłka, umie się tam ustawić i jest po prostu w tym dobry. Twierdzę też, że bardzo często, gdy zbiera albo dobija piłkę - jest popychany." - twierdzi trener Dwane Casey.

Cóż wygląda na to, że Biyombo miał raczej nad łóżkiem plakaty Dikembe Mutombo, aniżeli "Robaka" z Chicago Bulls. Bismack po każdym z czterech bloków wykonywał charakterystyczny dla swojego starszego rodaka gest - zaprzeczająco kiwał palcem. Rozgrzewał tym publiczność, ale przede wszystkim wyraźnie prowokował Cavaliers. Kongijski środkowy bardzo zaostrzył serię i po tym jak cudem uniknął faulu niesportowego w tygodniu - wreszcie dorobił się go w weekend. Kolejny raz twardo uderzył wjeżdżającego pod kosz LeBrona Jamesa.

Lider Cavs momentami wyglądał jakby bardzo, ale to bardzo chciał oddać koszykarzowi Raptors. Wie jednak, że nie może tego zrobić, więc szuka innych dróg odpowiedzi. Z pomocą przychodzą teksty jego przyjaciela, rapera Jay-Z. Dzięki jednemu z nich, James zasugerował Biyombo, że ma sufit tam, gdzie zaczyna się jego podłoga i jednym spojrzeniem może uczynić go bardziej znanym niż jest. "Zawsze wracam do tej linijki Jaya. - Kiedy ja wystrzelę do Ciebie, jestem bezmózgiem. Kiedy ty wystrzelisz we mnie to stajesz się sławny. Co robić? - To zawsze gra w mojej głowie, gdy chcę zareagować i pomaga mi utrzymać zimną głowę." - cytował James. "Nie mogę reagować tak jakbym chciał bo może mnie to wyrzucić z meczu, ale dam radę się ochronić." - dodał.

"Zawsze możesz kręcić palcem kiedy wygrywasz, ale ciężko to robić kiedy przegrywasz. Dzisiaj wygrywali. Skopali nam tyłek, dlatego ma prawo do machania palcem dopóki czegoś z tym nie zrobimy." - studził nieco emocje po pierwszej porażce Ty Lue.

Jeden z tych, którego trzeba pilnować by nie zrobił czegoś głupiego to J.R. Smith, ale na szczęście na razie skupia się na boiskowych sprawach. "Swish" zapisał 22 punkty, trafił 6 z 15 trójek i najbardziej wspierał Jamesa. "Kiedy tylko jesteśmy na parkiecie, nie jest ważne jakie mamy straty - możemy powrócić z każdej. Mamy potrzebne elementy i broń do tego. To kwestia pozostania w skupieniu i zaprogramowana się".

Smith odnosił się do sytuacji, w której Cavaliers - mimo kiepskiej gry - doszli w trzeciej kwarcie Raptors na pięć punktów po jego dwóch bombach z dystansu. Raptors odpowiedzieli koszem Pattersona, którego wolnymi poparł Lowry - do tego Biyombo i przewaga ponownie była dwucyfrowa. Drugi nacisk goście wywarli w ostatniej dwunastce, gdy przycięli 15 punktów do 8 na nieco ponad 5 minut przed końcem i mieli w górze trójkę, która nie wpadła. Toronto raz jeszcze było w stanie oddać i szybkie 6-0 zakończyło sprawę. "Dinozaury" ukradły pomysł "Kawalerzystów" z poprzednich spotkań i wygrały na deskach 54-40, punktując też 36-20 w 'pomalowanym'.

Irving, najlepszy strzelec Cavs w playoffs, ograniczył się do 13 oczek przy ledwie 3 trafieniach na 19 prób. Love miał jeszcze większe problemy - jedyne punkty zdobywając przy pomocy trójki na początku drugiej połowy. LeBron nie ma jednak pretensji do swoich mniej doświadczonych kolegów... "Myślę, że to wyjdzie im na dobre. Pierwszy taki mały opór dla nas i dla nich indywidualnie. Sądzę, że oczywiście będą znacznie lepsi w poniedziałek, ale to i tak wyjdzie ima na dobre."

***

- Porażka przyjść musiała i w końcu przyszła. Im dłużej by to trwało tym gorzej - bardziej by bolała. Moment jest myślę dobry, jeśli w ogóle można o czymś takim mówić. Lepiej byłoby tylko przy 3-0, ale na prawdę, nie narzekajmy. Spójrzcie na te wszystkie drużyny, które od półtora miesiąca (a niektóre de facto od zimy) są na wakacjach, czy te odpadające rundę, dwie temu. Jest 2-1, jakiś wreszcie mały teścik przed nami (nie nazwałbym tego jednak must-win) i dobrze. Love i Irving już gorzej zagrać nie mogą, a DeRozan nie trafi 50% na kontestowanych próbach. Aha, znacie te memy "North Korea Is Best Korea"? Cóż, "Angry LeBron Is Best LeBron".

- Biyombo jest niesamowicie irytujący. Nie chodzi nawet o te 26 zbiórek, które przyczyniły się do wygranej. Działał na mnie źle w końcówce serii z Miami, a już na pewno w minionym tygodniu, gdy ciągle szukał ostrych fauli i spięć. Zaznaczam, że jestem zwolennikiem ligi ze starych czasów - może nie ery Bad Boys, która momentami ocierała się o patologię, ale twardych lat 90-tych na pewno. Problemem jest jednak mityczny czas i miejsce akcji. Jeśli NBA obrała iks lat temu kierunek grzecznościowy i można dostać techniczny za wszystko, to niepojętym jest jak Biyombo uchował się do Game 3 bez faulu niesportowego. No i jakim cudem Mutombowe machanie palcem nie podchodzi w tych czasach pod karany dachami taunting? Bardzo możliwe, że Cavs zajmą się nim jeszcze przed końcem serii - Dahntay Jones już wykorzystał swoje 2 minuty na boisku by zrobić mu Gołotę z Bowe. Nie jest to potrzebne, nie adoruje tego, ale też nigdy w życiu nie bawiłem się w nadstawianie drugiego policzka.

- Mam takie wewnętrzne czucie, że Raptors co prawda mówią w wywiadach jedno, ale spróbują zrobić drugie i Valanciunas zagra w Game 4 na jakiejś mocnej blokadzie. Coś tam próbował się ruszać już wczoraj na rozgrzewce i zapytany przez fana, czy zagra, odparł - nie wiem. Kto wie, czy nie będzie to natomiast dobre dla Cavs. Ci wszyscy nieoczekiwani bohaterowi, jak teraz Biyombo mają często jeden problem - wystarczy przestawić jeden klocek w układance, która nieoczekiwanie odpaliła. Pamiętam jak Stan Van Gundy zarżnął swoją obwodową rotację w Orlando Magic przez przywrócenie na siłę Nelsona w Finałach 2009. Rozregulował rewelacyjnego w playoffs Alstona, a zardzewiały Nelson zawalił Game 4, która dała Los Angeles Lakers 3-1.

@_adasz_

sobota, 21 maja 2016
Zapowiedź: Cleveland Cavaliers at. Toronto Raptors - G3

Adam Wałaszyński

Prowadząc dwa do zera w serii - koszykarze Cavaliers zapewnili sobie powrót do Cleveland. Czy Toronto Raptors będą w stanie wrócić razem z nimi, co oznaczałoby Game 5? Jeśli Kyle Lowry nie wzniesie swojej gry na wyższy poziom to Raptors mają jednak dużo większe szanse na coś innego. Mogą wtedy zostać trzecią drużyną, która tej wiosny wpadnie pod miotłę Cavs.

Głównodowodzący "Dinozaurów" grzebie swój zespół w Finale Wschodu i zapisał na razie tylko 18 punktów. Dodatkowo, trafił jedynie 8 z 28 rzutów - w tym 1/15 za trzy - mając też 9 strat i 6 fauli. Po drugiej stronie parkietu szaleje natomiast Kyrie Irving, a Lowry, na domiar złego, nie ma wsparcia od swojego zmiennika. Corey Joseph na papierze wykręcił całkiem solidnie liczby (11 pkt., 5 zb. i 3 ast.), ale z nim na parkiecie Raptors byli minus 17 - gorzej niż z Lowry'm. Jego również objeżdża Irving.

Po zapukaniu w dno od spodu, Lowry liczy, że powrót do Toronto pomoże w nawiązaniu walki z będącymi na misji Cavaliers. Znajomość każdej klepki w Air Canada Centre oraz szalona publiczność, będą niewątpliwie głównymi kartami przetargowymi Raptors w trzecim meczu. Wiedzą, że po prostu muszą go wygrać by nie wpaść do dziury 0-3, z której wyjście istnieje już tylko w teorii.

"Myślę, że będziemy lepsi w domu. Przynajmniej wszystko wskazuje na to, że powinniśmy być lepsi. Jesteśmy 0-2 z tyłu, ale jeszcze nie graliśmy na naszym parkiecie." - przekonuje Lowry, nieoczekiwanie centralny punkt serii.

Toronto na pewno nie należy do najprzyjemniejszych miejsc do grania. Pomijając już nawet maksymalnie szowinistyczną publiczność - Raptors są w ACC 6-2 w playoffs. W sezonie zasadniczym bronili parkietu jeszcze lepiej i ich bilans 32-9 był drugim najlepszym domowym na wschodzie, po Cleveland.

"Musimy wyjść w sobotę wieczór i wykorzystać nasze atuty - w tym kibiców." - wtórował DeMar Derozan, zdecydowanie najlepszy "Dinozaur" w tej serii.

Na wyjeździe, czy w domu - pokonanie LeBrona Jamesa i jego Cavaliers nie jest obecnie najprostszą sprawą. Bardzo delikatnie mówiąc. Zdaniem ekspertów, słaby Lowry wyklucza jakiekolwiek szanse Raptors na niespodziankę, co przyznaje - choć oczywiście nie wprost - Dwane Casey. "Zawsze jest ważne, żebyś miał produkcję od swojego czołowego zawodnika. Byliśmy już jednak w takim położeniu wcześniej - były noce, gdy nie grał dobrze." - wyjaśniał trener Raps.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: ZAPOWIEDŹ FINAŁÓW KONFERENCJI WSCHODNIEJ

Były. Lowry jest na emocjonalnej i boiskowej kolejce górskiej. Od stanu 2-2, zdobył 96 punktów w ostatnich trzech meczach serii z Miami Heat i głównie to on zdecydował, że Dwyane Wade i spółka są już na wakacjach. Miał jednak tej wiosny aż siedem spotkań, gdy rzucał na skuteczności w granicach 30% przy oddaniu co najmniej dziesięciu prób. Ostatni raz tak nieefektywnym koszykarzem był w playoffs 2009 Hedo Turkoglu, który jak na ironię dotarł wtedy z Orlando Magic do Finałów - eliminując w ECF Cavs.

"Robią dobrą pracę w osaczaniu mnie i zmuszaniu do oddawania piłki." - przyznał Lowry. "Wykonuję dobre, celne podania - po prostu nie byliśmy w stanie trafiać rzutów. Myślę, że jutro będziemy je trafiać. Wyglądamy dużo inaczej kiedy nam wpadają - asysty idą w górę, a straty w dół." - dodał.

Skąd taka pewność siebie po dwóch wysokich porażkach?

"Nie mamy powodu by nie być pewnymi siebie. Potrzebujemy tacy być. Jesteśmy tutaj z jakiegoś powodu - nie było to szczęście. Musieliśmy pokonać dwie drużyny, a wcześniej zagrać sezon zasadniczy." - kontynuuje Lowry.

We wtorek i czwartek, Raptors po raz pierwszy od 23-25 marca przegrali mecz po meczu. Trzech porażek pod rząd nie zaliczyli natomiast od 15-18 listopada.

Lowry wzbudził dodatkowe zainteresowanie, gdy jeszcze przed przerwą w Game 2, udał się samemu do szatni. W tym samym czasie Cavaliers budowali 14-punktową przewagę, która okazała się decydująca. Trener Dwane Casey stanowczo zaprzecza jakoby rozgrywający samowolnie opuścił ławkę. "Kyle nie postawiłby krzyżyka na swoim zespole. On i Corey Joseph to dwóch najczęściej używających łazienki ludzi jakich znam." - tłumaczył.

O ile Casey darował Lowry'emu potrzebę, tak nie mógł odpuścić sobie, że nie reagował lepiej, gdy Cleveland bezpowrotnie uciekało. "To w czym muszę wykonać lepszą pracę to znalezienie dobrej grupy do grania, gdy są z Frye'm na "5" i LeBronem na "4". Nie dobrałem tutaj dobrego krycia." - kajał się były asystent Ricka Carlisle w Dallas.

Nic do zarzucenia nie ma sobie za to Kyrie Irving. 24-latek gra jak weteran i póki co robi sobie z defensywy Toronto spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Irving jest niezbędnym punktem w układance Tyronna Lue, która opiera się na szybkiej grze - również na wyjazdach. "Chcemy Raptors grających naszym stylem, na naszych warunkach. Na połowie, na zasłonach, w ataku, w obronie - gdziekolwiek. Kiedy ruszamy na szybkości, to wszystko tak naprawdę zaczyna się od naszej defensywy, a potem ja albo Bron nakręcamy kontrę."

W sobotę zmieni się dla Raptors hala, ale nie ulegnie zmianie lista kontuzjowanych. Wciąż widnieje na niej pierwszy środkowy "Dinozaurów", czyli Jonas Valanciunas. Litwin pauzuje od drugiej połowy Game 3 z Heat i jest tylko cień szansy, że zdąży wrócić. "To życzeniowe myślenie. Nie umiem sobie wyobrazić go na placu jutro wieczorem." - gasi nadzieje Casey. "Co będzie dalej to możemy tylko czekać i obserwować. Powoli wraca, wychodzi już do ćwiczeń, ale nic na siłę." - kończy.

******

Ciekawostki:

- Kyrie Irving trafia tej wiosny niesamowite 56% po pick-and-rollach. Warto dodać, że ligowa średnia to 40%, a najlepszy w zasadniczym był Steph Curry (48%).

- Channing Frye ma kapitalny efektywny procent rzutów catch-and-shoot - 85%.Nie jest to jednak nawet najlepszy wynik w Cavs - J.R. Smith ma... 87%. 

- Cavaliers wygrali 17 kolejnych meczów w playoffs w swojej konferencji. Od 2000 roku (Lakers) nie było w NBA dłuższej tego typu serii.

- LeBron James ma już 15 triple-double w playoffs co daje mu drugą lokatę w historii. Rzecz jednak w tym, że liderujący Magic Johnson uzbierał ich... 30.

- James przewodzi natomiast w kategorii meczów z rzędu z liczbą co najmniej 20 punktów. Game 2 z Raptors było... a jakże - 20 takim spotkaniem.

- Ty Lue wygrał swoje pierwsze 10 spotkań w playoffs jako trener i przebił tym samym osiągnięcie Pata Riley'a z 1982 roku (9).

- Drużyny LeBrona Jamesa mają w historii bilans 17-0, gdy prowadzą w serii 2-0.

- Cavs są pierwszym zespołem w historii, który zaczął playoffs 10-0 i w każdym meczu rzucał co najmniej 100 punktów. Nigdy też - na 10 podejść - nie przegrali serii, gdy prowadzą w niej 2-0.

- Ty Lue i Kyle Lowry z Raptors znają się jeszcze z boiska. Dobrze zakolegowali się lata temu w Houston, gdy obecny trener Cavs wziął pod swoje skrzydło ówczesnego debiutanta. Lowry zaproponował nawet wspólnie obejrzenie w środę Game 2 pomiędzy Thunder i Warriors, ale odpowiedzi nie było. "Doskonale wie, że nie wyglądałoby to zbyt dobrze." - śmiał się Lue.


INFO: "Air Canada Centre" w Toronto, 21/22 V -  2:30 czasu polskiego

 VS 

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CLEVELAND CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

    

ŁAWKA: SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: DELLAVEDOVA (KWESTIONOWANY)

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD TORONTO RAPTORS:

PG - LOWRY, SG - DEROZAN, SF - CARROLLPF - SCOLA, C - BIYOMBO

    

ŁAWKA: ROSS, JOSEPH, PATTERSON, JOHNSON, POWELL,

NOGUEIRA, THOMPSON, WRIGHT, CABOCLO

KONTUZJE: VALANCIUNAS (NIE ZAGRA)

 

@_adasz_

piątek, 20 maja 2016
Game 2: Bilans 10-0! Cleveland kolejny raz rozbiło Toronto!

Adam Wałaszyński

Cleveland Cavaliers ponownie bardzo pewnie pokonali Toronto Raptors, tym razem 108:89. "Kawalerzyści" bez problemów obronili zatem przewagę własnego parkietu i z pokaźną zaliczką 2-0 udają się teraz do Toronto, gdzie w sobotę mamy trzecie starcie w serii. Swoją pracę wykonała tradycyjnie BIG-3, a dwucyfrowe punkty dorzucili od siebie jeszcze Smith oraz Frye. Swoim piętnastym triple-double w fazie play-off popisał się LeBron James, który przy okazji został też jej czwartym najlepszym strzelcem w historii.

  VS. 

STATYSTYKI | SKRÓT MECZU POBIERALNIA | ZDJĘCIA

Natura sportu i zwykły rachunek prawdopodobieństwa, nakazują przypuszczać, że Cleveland Cavaliers przegrają w końcu jakiś mecz podczas tegorocznych playoffs. Sęk w tym, że kiedy widzimy jak radzi sobie ich BIG-3 oraz zmotywowani zadaniowcy - ciężko wyobrazić sobie moment, w którym miałoby do tego dojść.

Podczas, gdy Golden State Warriors zabrali się za pisanie historii w sezonie zasadniczym - Cavs przejęli pałeczkę w fazie pucharowej. LeBron James zaliczył triple-double (23 punkty oraz po 11 zbiórek i asyst) i sprawił, że Cleveland stało się jedną z czterech ekip w historii, która wygrała wiosną pierwsze 10 gier. Wcześniej udało się to dwukrotnie Los Angeles Lakers (1989, 2001), a cztery lata temu San Antonio Spurs.

"Nie wiem, czy traktujemy to jak jakiś streak. Czujemy, że wygraliśmy jeden mecz, a potem drugi. Stawiamy po jednym kroku w określonym czasie. Nie porywamy się na więcej i myślę, że także dzięki temu jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Próbujemy po prostu zadbać o nasze sprawy." - tłumaczył James, który ostatni raz przegrał.. 9 kwietnia.

"Kawalerzyści" jeszcze raz stłamsili zagubionych Toronto Raptors i dzięki przekonywującemu 108:89 są już tylko o dwa zwycięskie mecze od powrotu do NBA Finals (startują 2 czerwca). Tam z kolei spróbują zakończyć męczarnie miasta Cleveland, które od 52 lat czeka na tytuł w jednej z profesjonalnych amerykańskich lig. Ewentualna miotła na kanadyjskim jedynaku w NBA, dałaby kolejny potężny odpoczynek, a także najlepszy start w historii playoffs i pierwszy sweep wschodu.

Dobra pozycja wyjściowa już jest i to w dużej mierze zasługa powtórzenia schematów z meczu otwarcia. Znów obserwowaliśmy zmasowany atak na Toronto w 'pomalowanym' (50-28) oraz na tablicach (46-38). Przełożyło się to między innymi na 37 osobistych, w porównaniu do ledwie 18 dla gości. Cavs trafili połowę swoich rzutów z pola, a podopiecznych Casey'a znów zatrzymali w granicach 40% i poniżej 90 punktów. Dalej udowadniają również, że wbrew zarzutom, wcale nie są przyspawani do dystansu - oddali zza łuku dwadzieścia prób i trafili siedem z nich. 

Raptors, zgodnie z przypuszczeniami, wyszli bardzo zmobilizowani, chcąc zmazać plamę z wtorku. Początkowo spotkanie było bardzo zacięte. Cztery remisy, jedenaście zmian prowadzenia i liczne spięcia - w tym Irvinga z Biyombo - sugerowały, że tym razem może być ciekawie aż do crunch-time. Nic takiego jednak nie miało miejsca, ponieważ Cavaliers znów pokazali, że dysponują wyższym biegiem, którego po tej stronie NBA nikt inny po prostu nie ma... 

Patrick Patterson trafił trójkę dającą remis 46:46 na 4 minuty z groszami przed końcem pierwszej połowy i był to ostatni przyjemny akcent dla gości. Cleveland odpowiedziało brutalną serią 16-2, podczas której miejscowi koszykarze do bólu wykorzystywali każdą, nawet najmniejszą przewagę. Przytrzymali Toronto bez trafienia z gry, łapali na faule i nagle w oka mgnieniu zrobiło się 14 punktów solidnej zaliczki. Z Raptors kompletnie uszło życie - przede wszystkim mentalne - i do końca spotkania nie byli już w stanie dać nawet jednego dobrego zrywu by zejść poniżej dwucyfrowej straty.

LeBron był gwiazdą dnia ze względu na potrójną zdobycz i piękny wsad w kontrze, ale duet Irving & Love nie odstępuje swojego lidera choćby na krok. Kyrie trafił 12 z 22 rzutów - dało mu to 26 punktów, które uzupełnił jeszcze o 3 asysty oraz 4 zbiórki i przechwyt. Kevin dodał efektywne 19 oczek przy zaledwie ośmiu próbach i niezbyt przejął się zmianą krycia, po tym jak do piątki Toronto przesunięty został Luis Scola.

Wielkie trio skompletowało w sumie 68 punktów, 20 zbiórek i 17 z 24 asyst Cavs - wszyscy byli też w double-figures jeszcze przed przerwą. J.R. Smith (12 oczek) zmieścił w koszu trzy z pięciu trójek i miał jednocześnie najlepszym rating +/- na poziomie +22. Channing Frye w kwadrans wniósł z ławki 10 punktów oraz 4 zbiórki i wyrasta na szóstego gracza Cavs. "Delly" zaś lekko podkręcił kostkę, ale jest cały.

Kevin Love jest w karierze 14-0 w playoffs, ale podobnie jak James - nieszczególnie przejmuję się bitymi rekordami... "To wszystko jest na pewno dobrze udokumentowane, ale tak jak powiedział LeBron - nie jesteśmy tutaj by wygrać 9, czy 10 meczów. Chcemy dostać się na sam szczyt, więc wszystkie sprawy poboczne niezbyt nas interesują i nie myślimy o nich." - przekonywał. Panowie, jeszcze tylko ostatni...

James przeskoczył Shaquille'a O'Neala w liczbie punktów (5.255) na liście wszech czasów. Następny cel to Kobe Bryant i jego 5.640 oczek, a później już tylko Kareem Abdul-Jabbar (5.762) oraz naturalnie Jordan (5.987). Jabbar był z resztą obecny na meczu, a po spotkaniu wymienił gratulacje z LeBronem.

Raptors cierpią jako kolektyw, ale nie ma w ich szatni bardziej przybitej postaci niż Kyle Lowry. Podstawowy rozgrywający "Dinozaurów" zawodzi totalnie - uzbierał na razie w serii 18 punktów przy celności 8 na 28, w tym 1 na 15 za trzy. Koszykówka spod znaku NBA nie pamięta w ostatnich latach by gracz formatu All-Star był aż tak bardzo pod formą, ale sam zainteresowany nie traci rezonu. "Jestem pewny siebie - super pewny. Spudłowałem niezliczoną ilość trojek, ale one wpadały w poprzedniej serii dlatego się nie załamuję. Wiem, że w sobotę będę po prostu dużo bardziej efektywny".

Domowe obręcze muszą zatem pomóc Lowry'emu i spółce by ich dziewicza podróż do Finałów Konferencji Wschodniej nie zakończyła się ciężkim laniem. "My się nie poddajemy, nie składamy broni. Możecie nas wszyscy spisać na straty, ale nie poddamy się. Nie przyjmuję takiego myślenia do wiadomości." - zapewnia trener Dwane Casey.

LeBron tymczasem został przez dziennikarzy zapytany, czy... Cavs nie przydałaby się porażka - tak aby poczuli trochę oporu przed Finałami NBA. "Nie chcemy porażek." - spojrzał wymownie LBJ. Tyronn Lue z kolei musiał odpowiadać na pytanie o słabość konferencji, tak bardzo zdominowanej przez jego koszykarzy. "Nic mnie to nie obchodzi. Po prostu trzeba wygrywać mecze. Musimy grać z tymi, którzy stają na naszej drodze każdej nocy. Podczas, gdy Wy mówicie, że wschód jest słaby - my musimy wychodzić i na nim wygrywać." - uciął. Valanciunas nie zagra w Game 3.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 68