Najstarsza strona o Cleveland Cavaliers w Europie. Codzienna dawka aktualności i publicystyki. Cavs, LeBron James, Kevin Love, Kyrie Irving, BIG3.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            






PLAYOFFS 2016

FINAŁY KONFERENCJI

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G5: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G6: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-2 CAVS (AWANS)



DRUGA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)



PIERWSZA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)


PLAYOFFS 2015

FINAŁY NBA

ZAPOWIEDŹ SERII

WNIOSKI PO SERII

WYNIK: 4-2 WARRIORS



FINAŁY KONFERENCJI

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)



DRUGA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G5: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G6: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-2 CAVS (AWANS)



PIERWSZA RUNDA

ZAPOWIEDŹ SERII

G1: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G2: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G3: ZAPOWIEDŹ | RELACJA
G4: ZAPOWIEDŹ | RELACJA

WYNIK: 4-0 CAVS (AWANS)


POLECANY TEKST


Kemp w Cavs | Więcej...


SEZON ZASADNICZY

OSTATNI MECZ
vs.
113:108


ZAPOWIEDZI | RELACJE
TERMINARZ | STATYSTYKI
LIDERZY | TABELE
TRANSAKCJE | SKŁAD



CZAT


TWITTER


CZYTAJ O...


KYRIE IRVING


LEBRON JAMES


KEVIN LOVE


ANDERSON VAREJAO


TRISTAN THOMPSON



Wpisy z tagiem: publicystyka

piątek, 03 czerwca 2016
Zapowiedź Finałów NBA 2016: Cavaliers - Warriors

Adam Wałaszyński

Utalentowa klasa debiutantów, kilkadziesiąt zmian klubowych barw w lecie, ponad 2000 meczów zasadniczego oraz niespełna dwa miesiące playoffs. Do tego wiele nowych rekordów, zmian trenerów i kolejne zapisane tomy analiz taktycznych. Radość w klubach, które zrobiły wyniki ponad stan oraz złość tych co zawiodły. Bez wątpienia sporo działo się przez te 365 dni w NBA, ale na koniec sezonu ponownie jesteśmy w punkcie wyjścia. 28 z 30 ligowych ekip jest już na wakacjach, a o mistrzostwo zagrają Cleveland Cavaliers i Golden State Warriors. Wschód i Zachód. LeBron i Curry.

"The Rematch", "Payback Or Repeat?", "Road To Redemption" - nie brakuje tytułów zapowiadających powtórkę z rozrywki na głównej scenie NBA. Warriors pokonali w czerwcu 2015 roku Cavaliers w stosunku 4-2 i sięgnęli po tytuł - jak lubią mawiać amerykanie - mistrzów świata. Pomimo podobieństw, już na wejściu należy spodziewać się jednak innej serii niż 12 miesięcy temu. Cavaliers wreszcie dotarli bowiem do ostatniej rundy ZDROWI. Nawet w 2007 roku musieli radzić sobie bez Hughesa - wówczas drugi najlepszy zawodnik i defensor - a co dopiero przed rokiem, gdy kontuzje zabrały Love'a i Irvinga. Jak to zwykle bywa, w próbie chwili objawili się nowi bohaterowie (w 2007 Gibson, w 2015 Dellavedova), ale to było za mało. Na walce i gryzieniu parkietu można dojechać tylko do pewnego miejsca. O ile 9 lat temu raczej nic nie mogło pomóc w zatrzymaniu San Antonio, tak od roku wszyscy zastanawiają się kto broniłby dziś tytułu, gdyby BIG-3 była w pełni sił...

Tak naprawdę nie dowiemy się tego nigdy i tylko w małym stopniu sprawdzimy w najbliższym czasie. Nawiasem mówiąc, cała ta aura wspominek opadnie bardzo szybko - wraz z pierwszą piłką w czwartek. Rozmaite analogie istnieją, są widoczne gołym okiem, ale teraz to mimo wszystko różne zespoły. Warriors złapali mistrzowski swagger, którym zdemolowali zasadniczy, a w poniedziałek wyszli z serii gdzie trzy razy byli pod ścianą. Cavaliers meldują się zdrowi, z koszykarzami nie tylko lepszymi, ale i znacznie bardziej zżytymi ze sobą jako grupa. James i spółka są zmotywowani zeszłym czerwcem, ale i Curry z kolegami ma dość słuchania o gwiazdce przy tytule.

W Cleveland jest ogromna presja na pierwszy skalp od ponad pół wieku, a LeBron chce uniknąć bilansu 2-5 w Finałach. Czy jednak w Bay Area mają głowy wolne od stresu? Niekoniecznie. "Wojownicy" wiedzą, że po takim zasadniczym jaki mieli, brak tytułu będzie obiektem drwin. Ponadto, czeka ich gorące okno transferowe, gdzie ciężko będzie im zatrzymać Barnesa, czy Ezeli. Dziś wydają się przepotężni, a zaraz mogą spaść oczko niżej. Dla przykładu, po Finałach 2012 mówiono, że Thunder będą do nich wracać co roku. Nie wrócili ani razu i teraz drżą, że stracą Duranta. Taka to specyficzna liga - nic nie jest zagwarantowane, a okna mistrzowskie przeważnie są krótkie.

Będzie to 14 finałowy back-to-back w historii i warto wspomnieć, że z reguły rewanże wygrywali pokonani przed rokiem. Bilans to tylko 7-6, ale jeśli wyjmiemy dominację Bostonu z lat 60 to zostaje już 7-2. Tytuł przy tym samym rywalu byli w stanie obronić tylko Lakers w 1953 roku oraz oczywiście Bulls Jordana po dwóch bataliach z Jazz (1997/98). Ostatnie odkupienie sięga 2014, gdy Spurs zrewanżowali się Heat.

Jak może wyglądać seria?

Na początek kilka słów oburzenia. Jest dla mnie niepojęte, że Draymond Green wyjdzie w czwartek na parkiet po to tym co wyprawiał w serii z Thunder. Dwa kopniaki w krocze, do tego kilka kolejnych wymachów nogami i na koniec próba wyrwania ramienia Adamsa. Jestem przy tej lidze na tyle długo by zdawać sobie sprawę, że jej szefostwo - mając w zasięgu rewanż i świetne słupki oglądalności - nie zawiesi go przy 1-2, czy 2-3. Nie sądziłem jednak, że ujdzie mu na sucho MMA z Game 7. Obstawiałem, że w ramach nauczki Finały zacznie w garniturze. W bardzo podobnej sytuacji sezon stracił przecież w tamtym roku Love. Tak czy siak, Green jest dwa techniczne albo jeden niesportowy od automatycznej kary. Naprawdę, wielu było już irytujących zawodników. Green wyniósł jednak ten termin na kompletnie nowy poziom i ciężko dziś znaleźć osobę u której wzbudza sympatię.

Zostawiając sprawę jego kretyńskich zachowań, jest duszą drużyny z Oakland i jej katalizatorem. Warriors są +117 w 639 minut z Greenem na boisku i -8 punktów w trakcie 182 minut, które spędził na ławce. Green kontestował też najwięcej rzutów w playoffs - 271. Draymond to symbol przejścia w NBA na small-ball i przy 201 cm ma na koncie dużo grania jako center. Dzięki niemu pojęcie tweener to już nie powód do wstydu, ale podkreślenie wszechstronności. Będzie na pewno próbował wciągnąć Love'a w tyle pick-and-rolli ile tylko się da. Kevin musi bronić jak nigdy dotąd i sporo trafiać po drugiej stronie, jeśli chce grać duże minuty. Ty Lue to nie David Blatt i nie zawaha się przed posadzeniem go na ławce, gdyby został jakoś szczególnie wyeksponowany. Nie ta półka, ale zwróćmy uwagę, że K-Love solidnie radził sobie na picku Lowry-Patterson. Można też próbować chować trochę Kevina na Bogucie.

Tak, Oklahoma City mocno zrobili pod siebie. Wiecie co. Nie wiem jak można mieć dwóch graczy w TOP-10, wypuścić prowadzenie w serii i kilka punktów przewagi w crunch-time u siebie. Thunder niechcący pokazali jednak coś ciekawego - zneutralizowali słynną 'linię śmierci' Warriors (Curry-Klay-Iggy-Barnes-Green). Siała niesamowite spustoszenie w zasadniczym (+166 w 172 minuty), ale wygląda na to, że można się do niej dobrać przez świetne zbieranie na atakowanej tablicy i switch'owanie wszystkiego co się da w obronie. Eksportowa piątka "Wojowników" była -41 punktów w 19 minut w Game 3 i 4 w WCF. Wcześniej, +40 w 53 minut w poprzednich rundach.

Różnie z tymi naszymi switch'ami bywało, ale James, Thompson, czy nawet Frye są w stanie to robić. Chowając Frye'a na Barnesie - Lue mógłby stworzyć zmodyfikowaną wersję tego co grali Thunder. Cavaliers po cichu zbudowali też swoją własną linię śmierci, gdzie do Dellavedovy, Shumperta, Jeffersona i Frye'a dochodzi James. W tym ustawieniu rozbijają przeciwników aż o śr. 47 punktów na 100 posiadań i nie ma lepszej piątki w lidze z tych, które mają nabite co najmniej 50 minut. Znów nie ma wtedy na obrazku miejsca dla Love'a, która musi naprawdę zagrać dużą koszykówkę by wnieść do serii coś istotnego.

Ktoś napisał prowokacyjnie, ale bardzo wymownie - w Finałach zagra najlepiej i najefektywniej rzucająca ekipa za trzy oraz Warriors. Rzeczywiście, Cleveland pod wodzą Lue wygląda jak zespół, który od początku ma jeden cel - poskromić Golden State ich własną bronią. Jest to najbardziej widoczna różnica w stylu gry po zwolnieniu Blatta. Pójście z Warriors na wojnę na dystansie wciąż nie brzmi najlepiej, ale można spróbować - wygranie ze dwóch batalii w ten sposób mogłoby nimi wstrząsnąć. Mamy 6 strzelców, którzy trafiają ponad 40%, w tym jednego (Frye) mierzącego 210 cm. Kluczem jest by plan się na tym nie zaczynał i nie kończył. Doskonały przykład był w Toronto, gdzie w Game 3 i 4 odpaliliśmy... 82 trójki. Brakowało prostej gry. Cavaliers są na tyle zbilansowani by nie wpadać w pułapkę 'żyjesz z trójek, umierasz od trójek'.

W ostatnie dni przebrnąłem przez Finals 2015. Zarysowała mi się podstawowa różnica w zestawieniu z obecnymi Cavs. Każda piłka z potencjałem na szybsze rozrzucenie lądowała u Jamesa, schodziliśmy do half-court offense, a LBJ upychał się na bloku i kończył rzutem albo precyzyjnie dogrywał na spot-up'y. Gdzieś w tym wszystkim było jeszcze czekanie na Mozgova, wtedy drugiego najlepszego gracza w serii. Musieliśmy tak robić ponieważ nie było ludzi. Dziś wiadomo - byłyby dwa podania, bomba zza łuku i to z pewniejszych rąk. Irving i Love potrafią się wykreować sami. Kyrie to klasa sama w sobie, Kevin też potrafi się nakręcić jak zagra kilka dobrych piłek na łokciu, czy zrobi pompkę i zetnie. Również Smith - krytykowany za 2015 - będzie miał łatwiej jako dalsza opcja, a nie drugi obok Jamesa zawodnik kreujący swój rzut. Shumpert nie będzie musiał na blokadzie pachwiny trafiać na 40% tylko skupi się na bronieniu. Nawet Mo Williams może teraz wejść z samego końca ławki i rzucić coś po dryblingu. Lepsza opcja niż ciało Mike'a Millera. Generalnie inne światy.

Aha, nic nie zrobimy z Curry'm. Najzwyczajniej nie ma sposobu na obronienie rzutu z 10 metrów, w dodatku przez ręce i po pięciu kozłach. Oczywiście Dellavedova będzie go ścigał do utraty tchu, a Irving zaskakująco dobrze radził sobie w Game 1 przed kontuzją. Mogą być jednak momenty, gdy nic nie pomoże i wtedy trzeba robić to co ekipy, które ogrywały Warriors - zachować spokój. Nic się nie dzieje. Trafił trójkę. Z połowy? Ok, ma za nią tyle samo punktów co za spot-up z rogu. Wykorzystaj podniecenie hali i rozluźnienie w "D" - poszukaj łatwej dwójki. Opanowanie.

Tak samo w drugą stronę, Warriors nic nie poradzą z LeBronem jeśli zagra swoje. Spróbują wygonić poza trumnę i zrobić z niego strzelca. Poprzednio było tak samo, a LBJ nie brał jeńców do tego stopnia, że rozważano MVP dla pokonanego. I też zaczynał serię ze złamanym rzutem, a jednak trafiał w niej śr. 2 trójki. Teraz jest świeższy niż kiedykolwiek - bez bagażu minut i heroicznych występów. Co bardziej złośliwi uważają nawet, że zaczyna playoffs. Wielu ekspertów twierdzi, że James to bardziej drugi Magic niż Jordan i pewnie będą mieli kolejny argument na poparcie tezy. Obstawiam, że lidera Cavs też zobaczymy z konieczności jako centra w którejś fazie serii. Iguodala chyba nie może już bronić lepiej jak przed rokiem (LBJ 38% z gry, gdy był na parkiecie), aczkolwiek nie przestaje zadziwiać odkąd nie musi się skupiać na ataku.


Prześwietlenie rywala: Golden State Warriors



 

SEZON ZASADNICZY 2015-2016

Bilans: 73-9 ( Dom: 39-2 | Wyjazd: 34-7 | Ostatnie 10: 8-2 )

Pozycja w Dywizji: 1 (Pacyfik) i w Konferencji: 1 (Zachodnia)

 Punkty średnio rzucane: 114.9 i punkty średnio tracone: 104.1

 Rating ofensywny:  112.5 (1), rating defensywny: 100.9 (4) i tempo: 101.6 (2)

 

PLAYOFFS 2016

Rating ofensywny: 109.8 (2) | Rating defensywny: 100.9 (5)

Rzuty w półkolu:   276 / 461  (59.9%  m. 7) - 31.2% wszystkich rzutów

Rzuty w reszcie trumny:   84 / 205  (41%  m. 7) - 13.9% wszystkich rzutów

Rzuty z półdystansu:   113 / 285  (39.6%  m. 9) - 19.3% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (róg):   57 / 134  (42.5%  m. 4) - 9.1% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (po łuku):   155 / 385  (40.3%  m. 3) - 26.1% wszystkich rzutów

 

Głębia składu Warriors w przybliżeniu przedstawia się tak:


PG: Stephen Curry / Shaun Livingston

SG: Klay Thomspon / Leandro Barbosa / Ian Clark

SF: Harrison Barnes / Andre Iguodala / Brandon Rush

PF: Draymond Green / Mo Speights / James McAdoo / Kevoon Looney

C: Andrew Bogut / Festus Ezeli / Anderson Varejao


 w rotacji / poza rotacją / czasem grywa / kontuzjowany


Pigułka: Warriors zapisali nie tylko najlepszy zasadniczy w historii klubu, ale w ogóle. Cały sezon zastanawiano się, czy są w stanie pobić legendarny rekord Chicago z 1996 roku (72-10) i ostatecznie udało im się to w ostatnim meczu. Ekipa broniąca tytułu niewiele różni się od zeszłorocznej - zmieniły się tylko dalekie rezerwy. Odeszli Lee i Holiday, a wydraftowano Looney'a i podpisano Clarka z Jazz. Zimą doszedł jeszcze Varejao i... trener Kerr, który musiał opuścić kilka miesięcy przez operację pleców. Jego zastępca, Luke Walton, startem 24-0 wypromował się na tyle, że jesienią obejmie Lakers. Po drodze do Finałów odprawili Houston, Portland i Oklahome, z którą przegrywali już 1-3. W skrócie, to co czyni Warriors tak groźnymi to przede wszystkim maksymalnie wysokie tempo gry, duży ruch piłki i fakt, że mają wielu zawodników, którzy potrafią zarówno kreować rzuty innych jak i siebie. Do tego "Splash Brothers", oddający często głupie próby... które wpadają. Słowo wszechstronność powinno być alternatywną nazwą tego zespołu, a Iguodala jego drugim logo.

Seria w liczbach:

Cleveland Cavaliers byli przez 3 rundy najefektywniejszym atakiem NBA od 1987 roku, gdy Lakers zdobywali 117.8 punkta na 100 posiadań.

- Ich ofensywna efektywność spadała co prawda z kwarty na kwartę (od 123.3 pkt. na 100 p. w 1, do 106.5 w 4), ale wprost proporcjonalnie rosła za to defensywa (od tracenia 110.4 pkt. na 100 p. w 1, do ledwie 94.2 w 4).

- Trójki stanowiły aż 41% z ich rzutów, co jest najwyższym wskaźnikiem w playoffs i skokiem o 6% w porównaniu do zasadniczego. Najlepiej je trafiali - 43%, postęp przy 36% w regularnym.

- 25 trójek Cavaliers w meczu z Atlantą to nowy rekord NBA.

- Smith (46%), Irving (46%) i Love (45%) są odpowiednio na 1, 2 i 5 miejscu w skuteczności rzutów za trzy. Klasyfikowano 21 zawodników, którzy oddali co najmniej 50 prób. Gdyby Frye miał 5 prób więcej - byłby liderem (26/45 - 58%).

- By tyle rzucać, Cavs muszą coś odpuszczać, więc notują średnio tylko 23 wjazdy.

- Wyjściowa "5" ogrywa rywali o średnio 21.4 punkta na 100 posiadań piłki. Nie ma w NBA lepszej z tych, które zagrały co najmniej 100 minut.

- Cavaliers wypunktowują o 17.3 pkt. na 100 posiadań, gdy LeBron jest na boisku i są gorsi o 1.1 pkt. kiedy odpoczywa. Obrót o 18.4 pkt. jest 5-tym najwyższym u zawodników mających co najmniej 200 minut.

- Efektywny procent trafionych rzutów (za 2 i 3) wynosi u Frye'a 81.8% i jest najlepszym w gronie 86 koszykarzy, którzy oddali 50 i więcej prób.

- J.R. Smith 86% (106/123) z wszystkich swoich rzutów oddał zza łuku.

- Love (19/41) i Smith (17/28) są odpowiednio na 2 i 3 miejscu w trójkach trafionych z rogów. Przed nimi... Klay Thompson.

- Love trafił 11 z 34 rzutów (32%) w strefie zastrzeżonej i jest to najgorszy wynik u zawodników próbujących 25+ razy.

- Cavs w ECF zdobywali w 'pomalowanym' średnio 41 punktów, co było poprawą w stosunku do śr. 34 z Pistons i 28 z Hawks.

- Cleveland jest tej wiosny niepokonane, gdy rzuca co najmniej 100 oczek (12-0).

- Rywalom pozwala natomiast tylko na 94.3 na mecz i w 11 z 14 spotkań zatrzymywało ich poniżej setki.

- Cavs wygrywają średnio na tablicach 43-37. Różnica +6 piłek to drugi rezultat.

- James przewodzi pod względem rzutów w strefie zastrzeżonej (śr. 9.4) i całej trumnie (14.3). Trafiał w półkolu 82% w ECF.

- Cavaliers mają świetny bilans małych punktów po 3 rundach (1497-1320) i jest to drugi wynik w historii u progu NBA Finals.

- LBJ jest najlepiej podającym na dystans w lidze - 59 jego asyst siedmiu różnych partnerów zamieniało na trójki (31 z rogów).

- Tristan zebrał 18% dostępnych zbiórek w ataku kiedy był na parkiecie (1 m.).

- Cavs zdobywają 1.31 punkta na posiadanie kiedy stawia on Irvingowi zasłonę. To najlepszy wynik z 43 kombinacji z co najmniej 50 zasłonami. Na 3 miejscu (1.26 pkt.) para Irving i Love.

- Love chroni obręcz najgorzej (65%) z tych, którzy bronili przynajmniej 5 rzutów.

Golden State Warriors są najlepszym zespołem w czwartych kwartach, gdzie wypunktowują rywali o 16 oczek na 100 posiadań.

- Zanotowali największy procent asyst przy swoich koszach (62) i mają średnio 8 tzw. hokejowych asyst.

- Ruch piłki siadł im nieco z Thunder (śr. 310 podań przy 337 wcześniej), ale i tak był największy w Finałach Konferencji.

- Trafiają 51% za trzy, gdy wynik oscyluje w granicach 5 punktów różnicy przy 5 minutach do końca. Curry ma w takiej sytuacji 9/12, ale Thompson tylko 1/6.

- Aż trójkę koszykarzy wybrano do drużyn All-NBA (Curry, Thompson, Green).

- Curry mieści w koszu 51% prób z półdystansu. Najlepiej w NBA.

- Green jest 4 najlepszym strażnikiem obręczy, gdzie pozwala trafiać tylko 38%.

- Golden State to 10 ekipa w historii, która wyszła ze stanu 1-3 w serii.

- Klay Thompson prowadzi w trójkach z narożników boiska (23/46). Z prawego trafił 16 razy, a z lewego 7. Lideruje też w trójkach z catch-and-shoot.

- W Game 6 z OKC, Klay trafił 11 razy zza łuku, ustanawiając rekord playoffs.

W Finałach NBA 2015... Love nie grał, a Irving złamał rzepkę w pierwszym meczu.

- Cavs używali 7-osobowej rotacji, w której byli Jones i Mozgov - dziś rezerwa.

- Warriors zdobywali aż 109.3 punkta na posiadań w 4 wygranych przez siebie meczach i tylko 94.7 w 2 porażkach.

- Cavaliers rzucali mniej niż punkt na jedno posiadanie przez całą serię.

- Pierwszy raz w historii Finałów Game 1 i 2 kończyła dogrywka (1-1).

- Przez 6 spotkań Warriors byli +4 w 3 kwartach, +33 w 4 i +6 w dogrywkach.

- Curry (12/24), Thompson (5/11) i Iguodala (9/14) trafili 53% trójek oddanych w czwartych kwartach.

- Iguodala zdobył MVP. Golden State było +62 w 222 minuty z nim na parkiecie i -19 w 76 minut bez. LeBron trafiał 38%, gdy 'Iggy' był na placu.

- Osamotniony James notował 46 minut na mecz i oddał więcej rzutów (196) niż trójka innych "Kawalerzystów" razem (179).

- LBJ był też odpowiedzialny za 56% asyst całego zespołu.

- 'Linia śmierci' Warriors wystartowała w ostatnich 3 meczach serii i wypunktowała Cavs 154-126 w 70 minut.

Sezon zasadniczy i historia...

Jeśli też należysz do kościoła, który głosi, że zasadniczy jest rozrywką w stylu kina, czy wyjścia na piwo - witam. Jeśli nie? Spójrz. Warriors wygrali z Cavs 89:83 w domu (grudzień) i 123:98 na wyjeździe (styczeń). I teraz tak... Barnes opuścił pierwszy mecz przez kontuzję, a Irving grał drugi raz po operacji. Frye dołączył z kolei w lutym. Oba spotkania w Cavs zagrał za to Varejao, który dziś gra w Warriors. Mozgov był starterem, a Blatt trenerem. 'Linia śmierci' Warriors nie została użyta w żadnym meczu, a jej mała kopia z Cleveland jeszcze nie powstała. Ot, pół roku w NBA.

Nie ma usprawiedliwienia dla lania ze stycznia. Z perspektywy czasu było jednak potrzebne. Cavaliers posprzątali bałagan na własnym podwórku - oczyścili szatnię i zidentyfikowali się jako zespół. Być może tkwiliby nadal w toksycznej relacji z Blattem, gdyby tamtej nocy nie zostali zdmuchnięci z parkietu.

O krótkiej historii była już mowa. Pora zacząć pisać nową. Mój typ: 4-3 Cavaliers.

 

GAME 1: "Oracle Arena" w Oakland, 2/3 VI -  3:00 czasu polskiego

   VS 

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

    

ŁAWKA: DELLAVEDOVA, SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: BRAK


PRAWDOPODOBNY SKŁAD WARRIORS:

PG - CURRY, SG - THOMPSON, SF - BARNESPF - GREEN, C - BOGUT

    

ŁAWKA: IGUODALA, LIVINGSTON, SPEIGHTS, EZELI,

BARBOSA, CLARK, RUSH, VAREJAO, MCADOO

KONTUZJE: LOONEY (NIE ZAGRA)

 

@_adasz_

wtorek, 17 maja 2016
Zapowiedź serii: Cleveland Cavaliers - Toronto Raptors

 

Adam Wałaszyński

Spójrzmy prawdzie w oczy - tegoroczne Finały Konferencji Wschodniej to nic innego jak zderzenie dwóch światów. Cleveland Cavaliers dotarli do Finału Wschodu najmniejszym nakładem sił z możliwych (osiem meczów), a Toronto Raptors największym (czternaście). Dalej, dla "Kawalerzystów" to tylko przystanek w drodze po upragniony tytuł, a dla "Dinozaurów" dziewiczy teren - są w ECF pierwszy raz w swojej 21-letniej historii. Mało? Pierwsi stali się w ostatnim miesiącu ligowym pieszczochem, który rzuca trójki i zbija piątki, a drugich internet nazywa 'Craptors' i są właśnie besztani za zablokowanie historycznego pojedynku James vs. Wade. Z drugiej strony patrząc, Cleveland po kolejnym tygodniu laby i wciąż bez napotkanego oporu, a Toronto w rytmie meczowym i po dwóch zwycięskich wojnach. Można tak to ciągnąć...

Co się starym kibicom Cavs będzie kojarzyć przy Finale Konferencji po dwóch sweepach na Detroit i Atlancie? Oczywiście nieszczęsny 2009 rok i seria z Orlando Magic. Dwight Howard i spółka zablokowali wtedy inny oczekiwany matchup, czyli James vs. Bryant. A może zrobił to Danny Ferry, nie robiąc wcześniej transferu Shaqa? Nie będę kłamał, gdzieś te obrazki przez chwilę w naturalny sposób przewinęły mi się przed oczami, ale to tylko magia historii i jakieś wewnętrzne podkręcanie atmosfery. Przypominam, że tamto Orlando elitarnie broniło i miało najlepszego wysokiego w NBA, którego krył 33-letni Ilgauskas. Cavaliers byli też wtedy totalnym przeciwieństwem obecnego wcielenia i zostali zbudowani bardziej pod pompowanie bilansu w zasadniczym. O potencjale kadrowym nie ma co dyskutować. Nie znęcajmy się.

Najbardziej ewoluował oczywiście LeBron i dziś jest kompletnie innym koszykarzem niż 7 lat temu. Zamiast iść na kontakt z trójką chłopa na obręczy, to upycha kolejnych interesantów w grze tyłem do kosza. Znów można mnożyć różnice. Szkoda czasu. Odkąd liga zdjęła z parkietów naklejkę "Eastern Conference Finals", LBJ prawdopodobnie nie ogarnia nawet jaki to etap - któryś z tych przed Finałami NBA. Jego rywale z kolei miesiąc temu bali się kolejnej katastrofy w pierwszej rundzie.

Raptors jednak przetrwali. Miami i Wade'a też przetrwali. Rozkręcili się. Nie mają presji? Absolutnie nie mają. Jest potencjał na pułapkę? Jest. Szanujmy przeciwnika, którego nikt do ECF nie podwiózł - doszli tutaj sami, na ostatnich nogach. Nie odgrażajmy się, że dostaną cztery szybkie bomby i w ciągu tygodnia rozjadą się po wakacyjnych kurortach. Ok. Wystarczy. Teraz druga część. My.

Szanujmy też samych siebie i potencjał jaki mamy. Cavaliers są mocni, po prostu. Jest zdrowie, jest przewaga parkietu, a grupa w końcu dotarła się także poza boiskiem i przyjemnie ogląda się filmiki z ich różnych nasiadówek. Gdzieś w tle o brak euforii dba rokujący z każdym dniem trener i grupka weteranów w szatni. Oni wyjdą i zaznaczą teren. Muszą obrobić swoją działkę i jeśli to zrobią - wynik może być tylko jeden. Nie będą też z pompą - jak rok temu - świętować wygrania konferencji. Gołym okiem widać, że na przełomie marca i kwietnia "Kawalerzyści" wcisnęli przysłowiowe sprzęgło i są na misji. Szanuję najlepszy sezon Toronto w historii, ale nie pękniemy. Nie.

Jak może wyglądać seria?

Cavaliers zakochali się w rzucaniu trójek i ogłosili ten związek na Facebooku. Zebrali lajki i pozytywne komentarze. Miłość kwitnie, nic nie wskazuje na to, żeby miało dojść do rozstania. Po pierwsze, są to naprawdę doskonale wypracowane pozycje. Piłka chwilami po prostu fruwa po parkiecie i jej ciągły ruch w ataku znów będzie kluczowy. Po drugie, Raptors nie mają dobrej defensywy obwodowej, a Cavs właśnie przejechali się po solidnie broniącej ten element Atlancie. Toronto pozwalało w sezonie rzucać rywalom ze średnią 37% zza łuku i był to drugi najgorszy wynik w lidze, który teraz trochę poprawili. Cavaliers trafili do kosza Raptors 43 z 86 prób w zasadniczym, a obecnie celują na poziomie 46% i mają kilka rozpalonych strzelb.

Żaden z egzekutorów Cleveland nie będzie tak ważny jak Kevin Love, który jest kimś więcej niż tylko snajperem. Wyciąga rywali spod kosza i robi miejsce na wjazdy, odstrasza od zakładania pułapek na Irvinga, a w razie czego pójdzie ubijać się na bloku, czy sprzeda pompkę. Co ciekawe, Love ma czystą kartkę - w regularnym krył go Luis Scola, który totalnie wypadł z rotacji. Patrick Patterson to taka słabsza wersja Kevina - potrafi się rozpalić i pociągnąć zespół, ale Love gra wreszcie jak facet i będzie chciał dać tutaj Cavs dużą przewagę. Prawdopodobnie co najmniej dwa mecze opuści Valanciunas, więc Raptors będą dusić ciężkie minuty duetem Biyombo-Patterson, mając ewentualnie w odwodzie Jasona Thompsona. Jeśli Patterson będzie w stanie efektywnie biegać za Love'm, Ty Lue powinien podnieść poprzeczkę i dorzucić jeszcze Frye'a. Piątka z tymi podkoszowymi plus LeBron, Smith (Shump) i Kyrie (Delly) robi się taką małą linią śmierci Cavaliers i została solidnie przetestowana na Hawks.

Wielu ostrzy sobie zęby na starcie Irvinga z Lowry'm. O ile Kyrie nie przepada za tak fizycznymi przeciwnikami, którzy przypominają trochę rozwścieczonego pitbulla, to powinien przede wszystkim skupić się na własnej produkcji. Jeśli zamęczy go w ataku to siłą rzeczy nie będzie tak cierpiał po drugiej stronie. Pójście tej dwójki na remis pasuje Cavs, którzy mają swoje przewagi gdzie indziej. Swoją drogą, nie wiadomo na ile Lowry faktycznie znalazł już drogę do kosza i czy przypadkiem nie jechał na adrenalinie w końcowej fazie serii z Miami. W razie problemów jest przecież jeszcze Shumpert, Dellavedova, czy na siłę nawet LeBron. J.R. Smith wykonuje kapitalną pracę w defensywie i Ty Lue uważa, że tak broniącego go jeszcze nie widział. Za Korverem trzeba było głównie dużo biegać i pilnować na zasłonach, z czego wywiązał się kapitalnie. Teraz trochę inna para kaloszy - Smith będzie pilnował Demara DeRozana, czyli przede wszystkim tutaj dobra obrona na piłce, uwaga na szybki zwód i rzutu z półdystansu oraz czujność aby nie odpaść na pickach, których grają multum. Rzucający obrońca Raps ma też umiejętność dostawania się na linię, co ostatnio go ratuje, bowiem zmaga się z urazem kciuka. Na koniec dnia myślę, że Cavaliers wezmą w ciemno by eksportowy duet Toronto robił średnio ponad 20 punktów, ale przy dwóch warunkach - skuteczność w okolicy 40% i po kilku tonach zagranych izolacji.

Raptors będą próbowali przeżyć bez Jonasa Valanciunasa. Środkowy ma opuścić dwa pierwsze mecze, ale Ci którzy widzieli w niedzielę jego skręconą kostkę mówią, że nie będą zaskoczeni jeśli w ogóle nie pojawi się w serii. Jak to zwykle bywa, objawił się nieoczekiwany zastępca, czyli świetnie dysponowany przeciwko Heat Bismack Biyombo. Wyrwa pod koszem Toronto jednak będzie bo i być musi. Litwin notował przed kontuzją śr. 12 punktów, 15 zbiórek, prawie 1.5 bloku i w 28 minut trafiał ponad połowę swoich prób z gry. Biyombo fantastycznie wszedł w rolę startera i dokończył za niego serię odpowiednio na poziomie 11/12/2.5 w 36 minut (65%). Trzeba tylko pamiętać, że tego samego dnia co Valanciunas, w Heat odpadł z gry Hassan Whiteside. Nic nie ujmując Biyombo, szalał głównie na patologicznie niskich liniach Miami, gdzie młody Winslow wychodził jako środkowy. Ciężko przypuszczać, że Tristan pozwoli koledze z tego samego rocznika draftu na podobne harce. Ponadto, Jonas ma świetnie rozwiniętą grę ofensywną, a Bismack żyje jednak głównie z rolowania do obręczy (jest w tym kapitalny) i z tego co wyłuska sobie na tablicach. Na pewno potencjalny powrót Valanciunasa jest w stanie jakoś zmienić rys tej serii. Paradoksalnie, może też zakłócić rytm Raptors, który został wypracowany niejako w potrzebie chwili i działa na zasadzie "nic nie zmieniamy". "Nie będziemy ryzykować jego przyszłości i pogorszenia stanu kostki. Jeśli nie będzie gotowy na 100% - nie zrobimy mu dodatkowych szkód. Nie widzę na razie by mógł wystąpić w pierwszych meczach. Nie podjął nawet najlżejszych treningów. Może przyszły tydzień - nie wiem." - mówi Dwane Casey, trener Toronto.

Na koniec, to od czego powinno się teoretycznie zaczynać - matchup LeBrona. Wszak trzy rzeczy na świecie są pewne - śmierć, podatki i to, że musisz spowolnić Jamesa jeśli chcesz dobrać się do Cavaliers. W praktyce jednak, jakiś czas temu zapisałem się do kościoła wyznawców talentu Jimmy'ego Butlera z Bulls. Uważam, że tylko on jest w stanie - po tej stronie NBA - jakkolwiek zdezorganizować LeBrona swoją defensywą. W pozostałych przypadkach, największym zagrożeniem dla Jamesa może być co najwyżej on sam. DeMarre Carroll to solidny przeciwnik, posiadający niewątpliwie narzędzia do uprzykrzania życia gwiazdom ligi. Trzeba natomiast pamiętać, że w dużej mierze jest produktem konkretnego systemu (zeszłoroczna Atlanta) i często gra po prostu poprawnie - nic nie psuje, nic nie nadrabia. W dodatku, większość sezonu zabrała mu kontuzja i teraz też ma kilka urazów, m.in. ciągle bolące kolano oraz nadgarstek. Porozbijany był także rok temu, gdy w barwach Hawks skręcił kolano w meczu otwarcia serii z Cavs. Ponieważ dograł rywalizację na jednej nodze, nie był mimo wszystko tak brutalnie zweryfikowany jak jego koledzy. Do momentu urazu, James nie miał jednak z nim wielkich problemów w Game 1, pewnie przestawiał go tyłem do kosza i rozrzucał piłki na obwód. Wsparciem dla Carrolla może okazać się nieprzewidywalny, ale doświadczony James Johnson. Ewentualnie, spróbować mogą też DeRozan i T-Ross.

Ostatnia sprawa. O ile psychologia tłumu zrobiła swoje i podczas blowoutu na Heat kibice w Toronto dość niewinnie krzyczeli "Chcemy Cleveland, chcemy Cleveland!", tak Kyle Lowry chyba wiedział co mówi i po co. Rozgrywający Raptors przemycił w pomeczowym wywiadzie mały strzał w kierunku LeBrona, nazywając "Jednym z najlepszych zawodników w NBA, poza Curry'm". Coach Casey szybko wyczuł pismo nosem i w ciągu kilku godzin zareagował - "W naszym obozie jest ogromny szacunek dla dokonań LeBrona. Idziemy twardo rywalizować z najlepszą obecnie ekipą w lidze oraz - w mojej opinii - najlepszym zawodnikiem, jeśli patrzymy na grę całościowo". Wspomniany Carroll, czyli ten, który za słowa Lowry'ego może zapłacić rzeczywisty rachunek na boisku, również podobnie komplementował lidera Cavs. James został więc szybciutko udobruchany, ale nie mam złudzeń, że zdążył sobie zrobić notatki. 


Prześwietlenie rywala: Toronto Raptors


Bilans: 56-26 ( Dom: 32-9 | Wyjazd: 24-17 | Ostatnie 10: 7-3 )

Pozycja w Dywizji: 1 (Atlantyk) i w Konferencji: 2 (Wschodnia)

 Punkty średnio rzucane: 102.7 i punkty średnio tracone: 98.2

 Rating ofensywny:  107.0 (5), rating defensywny: 102.7 (11) i tempo: 95.2 (29)

 

PLAYOFFS 2016

Rating ofensywny: 99.4 (11) | Rating defensywny: 101.5 (6)

Rzuty w półkolu:   203 / 344  (59%  m. 7) - 29.6% wszystkich rzutów

Rzuty w reszcie trumny:   69 / 192  (35.9%  m. 12) - 16.5% wszystkich rzutów

Rzuty z półdystansu:   115 / 318  (36.2%  m. 13) - 27.4% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (róg):   32 / 87  (36.8%  m. 8) - 7.5% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (po łuku):   61 / 219  (27.9%  m. 14) - 18.9% wszystkich rzutów

 

Głębia składu Raptors w przybliżeniu przedstawia się tak:


PG: Kyle Lowry / Corey Joseph / Delon Wright

SG: DeMar DeRozan / Norman Powell / Bruno Caboclo

SF: DeMarre Carroll / Terrence Ross / James Johnson

PF: Patrick Patterson / Jason Thompson / Luis Scola

C: Bismack Biyombo / Lucas Nogueira / Jonas Valanciunas


 w rotacji / poza rotacją / czasem grywa / kontuzjowany 

 

Pigułka: Raptors mają za sobą najlepszy sezon w historii - pierwszy raz wygrali ponad 50 meczów i przeszli dwie rundy wiosną. Dokonali w off-season dwóch istotnych dla rotacji korekt - podpisani zostali Carroll i Joseph. Dodano także Scole, a Toronto opuścili Amir Johnson i Lou Williams. Z myślą o przyszłości wydraftowali Powella i Wrighta. Po zapaści Chicago, Toronto rozsiadło się na drugim miejscu w konferencji i do końca wywierało presję na Cleveland. Skończyli ostatecznie tuż za, a bilans 56-26 dał wygranie Dywizji Atlantyku. Nie ulegają nowej modzie NBA i grają starą koszykówkę - opartą o wiele picków, izolacji, czy wjazdów. Pomimo niezłego kolektywu, wszystko zaczyna się i kończy na duecie Lowry-DeRozan, którzy zdobywali bądź asystowali przy 75% punktów całej drużyny. Trener to solidny Dwane Casey, którego wizytówką jest praca jako asystent Ricka Carlisle'a przy mistrzowskim składzie Dallas z 2011 roku.

Seria w liczbach:

Cleveland Cavaliers dobrze radzą sobie w crunch-time. Sześć z ich ośmiu wygranych było w zasięgu różnicy 5 punktów na 5 minut przed końcem.

- Niepokonani w playoffs. Zarazem, zostali dziewiątą drużyną, która wystartowała 8-0, a pierwszą od 2012 roku (San Antonio).

- Niemalże 43 procent ze wszystkich rzutów oddali na dystansie co jest najwyższym wskaźnikiem w playoffs i ich poprawą przy zasadniczym (35%).

- Jednocześnie, trafiają zza łuku na poziomie 46 procent i to kolejny wyraźny progres w stosunku do sezonu regularnego (36%). Powyżej 40% rzucają obecnie Frye, Love, Smith, Shumpert, Jefferson i Irving.

- Dodatkowo, 25 trójek w drugim meczu z Atlanta Hawks to najlepszy wynik w historii NBA - podobnie jak 77 w całej serii. Cavaliers mieli co najmniej 12 trójek w 8 kolejnych meczach oraz min. 15 w 4 ostatnich i też są to rekordy NBA.

- Łącznie koszykarze z Cleveland zapisali 146 celnych prób zza łuku i prowadzą pod tym względem w playoffs choć rozegrali tylko 8 meczów.

- C.C. nie zapominają jednak o obronie. W sześciu z ośmiu pojedynków zatrzymywali rywali poniżej 100 punktów.

- W serii z Atlantą, 65 procent trafień z gry Cavs było poprzedzone asystami i był to najlepszy wynik u drużyn grających w drugiej rundzie.

- Notują średnio 11 prób, przy których zegar akcji pokazuje tylko 4 sekundy lub mniej na rzut. Warto dodać, że Cleveland znacznie bardziej "wyciskało" zegar przeciwko Detroit (śr. 14) niż Atlancie (śr. 9).

- W przeliczeniu na 100 posiadań piłki, pierwsza piątka Cavs jest średnio lepsza od przeciwników aż o 18.2 punkta. To najlepszy rezultat spośród tych, które wspólnie grały co najmniej 50 minut.

- Irving (54%), Smith (51%) oraz Love (44%) plasują się odpowiednio na 1, 2 i 4 miejscu w skuteczności za trzy w playoffs. Sklasyfikowanych jest 14 zawodników, którzy tej wiosny oddali co najmniej 50 rzutów.

- J.R. Smith ma zarazem efektywny procent z gry na poziomie 70 i jest liderem spośród graczy, którzy oddali 50 rzutów. 61 z 69 prób odpalił zza łuku.

- Kevin Love lubi narożnik boiska. Trafił póki co już 17 trójek z rogów (8/15 lewy i 9/17 prawy) i prowadzi w tej klasyfikacji. Do tego, ma największą średnią punktów drugiej szansy - 4.9.

- Love ma jednak problemy w strefie zastrzeżonej, gdzie skończył tylko 6 na 26 (23%). Cavaliers ogólnie jako zespół unikają też całej trumny (śr. 31 punktów).

- LBJ punktuje w polu 3 sekund na poziomie 13 oczek, ale trafiał gorzej z Hawks (56%) niż z Pistons (74%). Poprawił się natomiast rzutowo poza trumną (z 28 na 43%).

- James prowadzi w playoffs pod względem asyst przy celnych rzutach za trzy - ma 42. Ostatnie podania odbierało 7 różnych graczy, a 24 piłki lądowały w rogach.

- Kiedy Dellavedova znajduje w pick-and-roll rolującego do kosza to ten zawodnik trafia blisko 70%. "Delly" podaje na pickach najlepiej w NBA.

- Cavs mają topowych role-players. Channing Frye zdobywa 1.45 punkta na posiadanie (1 m.), Richard Jefferson 1.33 (3 m.), a J.R. Smith 1.29 (4 m.).

- Tristan Thompson podczas swojego przebywania na parkiecie zgarnął 19% z dostępnych wtedy ofensywnych zbiórek i jest liderem w tej kategorii.

- Tristan musi wspierać Love'a przy obręczy. Rywale trafiają 70% rzutów, gdy pilnuje jej Love, co jest najgorszym wynikiem u tych, którzy bronią co najmniej 5 prób na mecz.

Toronto Raptors lubią grać dużo izolacji tej wiosny. Asystowali sobie tylko przy 45% trafień i jest to najgorszy rezultat z ocalałych ekip.

- Mają pozytywny dla siebie rating różnicy punktów na 100 posiadań w 1, 2 i 4 kwarcie. W trzeciej jednak przeciwnicy ogrywają ich średnio aż o 13.4 punkta na 100 posiadań. Wygrali tylko 4 z 14 trzecich kwart.

- Wypunktowują rywali o 5 oczek na 100 posiadań, gdy Kyle Lowry jest na parkiecie, a są rozbijani aż o 32 kiedy odpoczywa. Obrót na poziomie 37 punktów jest trzecim największym z zawodników, którzy zagrali co najmniej 100 minut.

- Odkąd w Game 3 przeciwko Miami kontuzji nabawił się Jonas Valanciunas, Bismack Biyombo trafia na blisko 90% jako rolujący do kosza.

- Jeśli do Lowry'ego dorzucić Cory'ego Josepha i Biyombo, to z tą trójką na parkiecie są lepsi od przeciwników o śr. 20.4 punkta na 100 posiadań.

- Lowry i DeMar DeRozan są odpowiednio na pierwszej i trzeciej lokacie pod względem wjazdów na kosz, ale celnie kończą tylko 33% z nich.

- DeRozan ma na koncie rekordowe 146 posiadań w pick-and-roll jako ten, który jest z piłką i czeka na wysokiego. Jest też najczęściej rzucającym z półdystansu - śr. 11 prób na spotkanie. 

- Lowry prowadzi w playoffs pod względem przecięć piłki (nie są liczone jako przechwyt), których ma 45. Uratował też dla swojej drużyny 15 bezpańskich piłek.

- Bismack Biyombo prowadzi tej wiosny w klasyfikacji tzw. zasłon-asyst. 54 razy po jego zasłonie padały punkty dla Toronto.

- Cory Joseph to najczęściej kozłujący koszykarz playoffs. Kiedy jest przy piłce, odbija ją od parkietu średnio 7 razy zanim poda bądź rzuci.

- Jonas Valanciunas (34%) i Biyombo (33%) są na 1 i 2 miejscu jeśli chodzi o procent dostępnych zbiórek w obronie. Dokonują jednak tego tylko, gdy razem są na parkiecie.

Sezon zasadniczy i historia: Tym razem tylko trzykrotnie Cavaliers i Raptors mierzyli się w sezonie zasadniczym. Dwa razy z tych potyczek zwycięsko wychodzili koszykarze Toronto, którzy wygrali domowe mecze w końcówkach. Wyraźnie przegrali natomiast jedyny wyjazd do Cleveland. Jak to zwykle bywa - mecze z głębokiej zimy nie mają przełożenia na stan sił wiosną. Do śmietnika nadaje się zwłaszcza listopadowe spotkanie, gdy było 103:99 dla "Dinozaurów". Nie grali wtedy Dellavedova, Shumpert, Irving i Valanciunas. Na początku stycznia rozbiliśmy Raps 122:100, ale byli na back-to-backu. Na plus na pewno fakt, że udało się odskoczyć, gdy LeBron był na ławce. Jakimś papierkiem lakmusowym może być jedynie 26 luty, kiedy to Cleveland zanotowało wpadkę sezonu i wypuściło 9-punktową przewagę w końcówce. Szalał Lowry, który trafił game-winnera. Nie grał jednak Carroll, a do Cavs - grających 5 mecz w ciągu 8 dni - dopiero co dołączył Frye. Jak widać, przesadnych wniosków nie ma co wyciągać. Możemy się tylko trochę pobawić liczbami z zasadniczego, ale i na nie bierzmy dość solidną poprawkę...

- Cavaliers i Raptors tworzyli tylko 90 posiadań w przeliczeniu na 48 minut i były to najwolniejsze pojedynki na wschodzie.

- Posiadania miały jednak jakość. Obie drużyny wytworzyły wspólny efektywny procent rzutów na poziomie 57 i był to najlepszy wynik w konferencji.

- Cavs rzucali przeciwko Raptors z 50% skutecznością za trzy to ich najlepszy procent w zasadniczym i na Toronto najlepszy w lidze. Najczęściej karcił J.R. Smith - 14 na 25.

- W ostatnich dwóch meczach C.C. używali już piątki z Thompsonem. Byli w takim składzie plus 23 i ograli Raptors 72:49 podczas 29 minut.

- Kyle Lowry notował średnio 31 oczek, swoje najlepsze na rywalu z konferencji.

- Raptors mieli +30 w trakcie 89 minut jakie na parkiecie spędził Patterson oraz -46, gdy przez 55 minut był na ławce.

Cleveland i Toronto nigdy w historii nie grali ze sobą w playoffs. Mój typ: 4-1 CC.


GAME 1: "Q Arena" w Cleveland, 17/18 V -  2:30 czasu polskiego

 VS 

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CLEVELAND CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

    

ŁAWKA: DELLAVEDOVA, SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: BRAK

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD TORONTO RAPTORS:

PG - LOWRY, SG - DEROZAN, SF - CARROLLPF - PATTERSON, C - BIYOMBO

    

ŁAWKA: ROSS, JOSEPH, SCOLA, JOHNSON, POWELL,

NOGUEIRA, THOMPSON, WRIGHT, CABOCLO

KONTUZJE: VALANCIUNAS (NIE ZAGRA)


@_adasz_

poniedziałek, 02 maja 2016
Zapowiedź serii: Cleveland Cavaliers - Atlanta Hawks

Adam Wałaszyński

NBA to liga, którą nie można się interesować "tak trochę" i z doskoku. Jej specyfika, nieprzewidywalność i wszystkie zawiłości sprawiają, że jeśli ktoś nie chłonie jej na co dzień - często wpada w pułapki. Jedną z takich pułapek jest teraz zespół Atlanta Hawks, rywal Cleveland Cavaliers w startującej właśnie drugiej rundzie playoffs. "Jastrzębie" (48-34) nie nawiązały do zeszłorocznego sezonu z liczbą 60 zwycięstw i przez całe rozgrywki przelatywały nieco poza ligowym radarem, ale od Meczu Gwiazd grają po cichu naprawdę świetną koszykówkę. Mają gorszy bilans niż 12 miesięcy temu, a ich kibice mniejsze oczekiwania, ale bardzo możliwe, że Hawks z niższej pozycji dadzą Cavs lepszą walkę niż w zeszłym roku. Dysponowali wtedy najwyższym rozstawieniem, przewagą parkietu a i tak zostali przez "Kawalerzystów" rozbici do zera.

Tak naprawdę możemy zobaczyć totalnie inne ekipy niż w maju 2015, pomimo, że ich główne filary nie zmieniły przecież pracodawców. Zdrowie. Jak zwykle kluczowy czynnik w playoffs. Kevin Love i Thabo Sefolosha opuścili wtedy całą serię, a Kyrie Irving i Kyle Korver jej połowę. Iman Shumpert grał z kontuzją pachwiny, a Paul Millsap z urazem barku. Każdy miał więc swoje problemy.

Hawks po klęsce w Finałach Konferencji, przeorientowali swój model - wytłumili nieco szaleństwo w ofensywie i postawili na defensywę. "80 procent czasu podczas odprawy taktycznej i w trakcie sesji filmowej poświęcamy teraz na obronę." - przekonuje Al Horford. Coach Budenholzer nie ma w składzie rim-protectora typu Rudy Gobert, więc zainstalował system bazujący na zwinności, agresywności i ustawianiu się, tak by maksymalnie wykorzystać mobilnych Horforda i Millsapa. Od Świąt Bożego Narodzenia, Hawks bronili najlepiej w NBA, a właśnie wygrali serię z Boston Celtics, których trzy razy zatrzymywali na mniej niż 95 punktach. Z drugiej strony są Cavaliers, którzy mimo dekoncentrującego zamieszania wokół klubu, dowieźli pierwsze miejsce w konferencji, a na starcie pierwszej rundy pojawili się w wysokiej formie strzeleckiej. Dodatkowo, ich BIG-3 gra swoją najlepszą koszykówkę od powstania, a jeśli ofensywa jedzie na piątym biegu to podobną siłą rażenia dysponują tylko Golden State Warriors.

Atlanta jest powtarzalna - od 2008 roku nieprzerwanie melduje się w wiosennych kampaniach, co stanowi drugi wynik w lidze po San Antonio Spurs, a najlepszy na wschodzie. Ciężko jednak powiedzieć by - poza zeszłym rokiem - koszykarze Hawks mogli myśleć o jakimś poważnym wyniku przez te wszystkie lata. "Jastrzębie" doświadczają w NBA czegoś na kształt elitarnej przeciętności - są za mocni by mieć dobry pick i wielki talent z draftu, jednocześnie nie są na tyle atrakcyjnym miejscem by kusić wolnych agentów. Dobijanie się do wielkiej koszykówki w oparciu o silne, ale pozbawione prawdziwych gwiazd zespoły to od lat schemat Hawks. Chcą przy nim trwać, co pokazują ostatnie trzy sezony pod wodzą Budenholzera i oczywiście mają pełne prawo do tego by szukać swoich własnych Pistons 2004.

Musieliby jednak bronić jak tamta legendarna już ekipa, by na medialno-kibicowskim rynku dawano im jakiekolwiek szanse w zderzeniu z naładowanymi talentem Cavaliers. LeBron James i spółka są dla wielu murowanym faworytem do wygrania konferencji, a Charles Barkley stwierdził ostatnio, że nie przegrają po tej stronie NBA nawet jednego meczu. Zarazem, wszyscy spoza Atlanty i Toronto, nieśmiało spoglądają już ku potencjalnej ECF Cavs z Heat, aby otrzymać wyczekiwany od dekady pojedynek Jamesa z Wade'm. Może to oczywiście pomóc Hawks, którzy przepędzili ostatnio swoje demony w Bostonie i przyjeżdżają do Cleveland by powalczyć z kolejnymi złymi historiami... Dostali wszakże sweepa w sezonie zasadniczym, pierwszego od 2005 roku i to o prawie dziesięć punktów średniej różnicy. Miotła spotkała ich z rąk Cavs także zeszłej wiosny oraz w playoffs 2009. Miejscowi wiedzą z kolei o co grają, nie mogą patrzeć na historię, poprzednie pojedynki, czy dywagować nad mitycznym wypadnięciem z rytmu po tygodniu bez gry. "Nie ma znaczenia żadna seria zwycięstw. Możesz wygrać z kimś 100 razy, ale jak przegrasz cztery to jesteś poza playoffs." - tak na sobotnim treningu LeBron James skomentował siedem wygranych z rzędu nad Atlantą.

Jak może wyglądać seria?

Jeśli grasz przeciwko Cavaliers to musisz odpowiedzieć sobie na jedno pytanie. Co jestem w stanie zrobić by spróbować spowolnić LeBrona? Hawks zrobili duży postęp defensywny, stosują naprawdę ciekawe schematy, zakładają dużo pułapek na rozgrywających rywali, a Paul Millsap bawi się ostatnio w shot-blockera. Wciąż jednak mają problem, który dzieli z nimi wiele innych zespołów - brak jednego, elitarnego obrońcy na Jamesa. Przy liderze Cavs, Kent Bazemore wygląda jak młodszy brat, Thabo Sefolosha nie nawiązuje do dawnych lat z Oklahomy, a Millsap jest za wolny i już rok temu LeBron tylko się uśmiechał na ten matchup. Każdy z nich dostanie swoje szanse, ale o tym, że ilość niekoniecznie przekłada się na jakość przekonali się niedawno Pistons. "Jastrzębie" mają swoje własne doświadczenia w tym temacie, bowiem rok temu James notował na nich średnio prawie triple-double - 30 punktów, 11 zbiórek, 9 asyst. Odkąd kolano bolało Carrolla, LBJ'a pilnował wtedy Bazemore.

LeBron dopiero co opędził się od rozgadanego Stanleya Johnsona, a już czeka na niego właśnie rzeczony Bazemore, który jest trzy razy bardziej pyskaty. Ma na koncie obraźliwe tweety, które pisał do Jamesa jeszcze, gdy nie był w NBA, a zeszłej wiosny wyraźnie szukał spięć. Ostatnio próbował wywołać szum po tym jak LJ podpisał dożywotni kontrakt z Nike. O ile Hawks jako drużyna mogą trzymać się tej terminologii o upodabnianiu się do Spurs, o tyle Bazemore nie ma żadnych argumentów by aspirować do bycia Kahwi Leonardem wschodu. Jest zbyt niski i zbyt lekki do utrzymania Jamesa w obronie, więc będzie szukał swoich szans wszędzie indziej. Jak pokazała pierwsza runda, LeBron nie reaguje jednak na razie na cytaty, czy łokcie...

Hawks dostali w serii z Celtics niezłą próbkę tego co może zrobić rozgrywający ze znakomitym wjazdem pod kosz i zdolnością do kończenia szalonych rzutów w tłoku. Isaiah Thomas był jednak tylko zapowiedzią tego, że na Jeffa Teague i Dennisa Schrodera czeka już głodny Kyrie Irving, najlepszy zawodnik serii z Detroit. Irving deptał Pistons średnią 27.5 punkta oraz 47-procentową skutecznością za trzy, utrzymując w swoim cieniu nawet LeBrona. Do tego zadziorny Dellavedova, którego bójka z Schroderem wisi w powietrzu jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Jeśli Atlanta nie wygra pojedynku "jedynek", może mieć problem by w ogóle cokolwiek urwać.

Cavaliers poradzili sobie z taką bestią na deskach jak Andre Drummond, więc tym bardziej muszą dopilnować czyszczenia tablic przeciwko słabiej zbierającym Hawks. Jest okazja by - tak jak przed rokiem - wypracować sobie w tym elemencie ogromną przewagę. Thompson, Love i James powinni generować dużo punktów drugiej szansy, łamiąc tym samym defensywny rytm "Jastrzębi" i ustawienie schematów przy ponawianych akcjach. Atlanta w pierwszej rundzie dobrze broniła rzuty za trzy Bostonu - zatrzymując je poniżej 30%. Teraz jednak ich obwodowa defensywa przejdzie prawdziwy test i rolą Cavs jest aby odczuła różnicę między Jerebko, Smartem i Crowderem, a Smithem, Irvingiem i Dellavedovą. Hawks w zasadniczym zatrzymali 42 rywali poniżej 100 punktów i przełożyli to na bilans 33-9, ale Cavaliers za każdym razem rzucali im 109 i więcej.

Iman Shumpert może być X-Factorem serii i nie musi wcale trafiać rzutów. Jego umiejętność ganiania strzelców po zasłonach powinna dostarczyć mu sporo minut, gdy będą jakieś problemy z Korverem. Shumpert wykonał na nim kapitalną pracę zeszłej wiosny, zanim oczywiście K.K. złapał kontuzje. Może także przejmować Teague'a jeśli Irving będzie miał kłopoty, a Dellavedova będzie na ławce. Tradycyjnie to J.R. Smith jest jednak tym zawodnikiem, którego dobra dyspozycja może błyskawicznie zamknąć serię na korzyść Cavs. Smith będzie szukał przebicia się przez obronę Hawks, która trzymała go poniżej 10 punktów na 28-procentowej skuteczności w zasadniczym.

 

Prześwietlenie rywala: Atlanta Hawks

Bilans: 48-34 ( Dom: 27-14 | Wyjazd: 21-20 | Ostatnie 10: 6-4 )

Pozycja w Dywizji: 2 (Płd-Wschodnia) i w Konferencji: 4 (Wschodnia)

Punkty średnio rzucane: 102.8 i punkty średnio tracone: 99.2

Rating ofensywny:  103 (18), rating defensywny: 98.8 (2) i tempo: 99.4 (8)

 

PLAYOFFS 2016

Rating ofensywny: 97.7 (13) | Rating defensywny: 91.3 (3)

Rzuty w półkolu:   105 / 186  (56.5%  m. 9) - 35.6% wszystkich rzutów

Rzuty w reszcie trumny:   29 / 58  (50%  m. 1) - 11.1% wszystkich rzutów

Rzuty z półdystansu:   29 / 87  (33.3%  m. 15) - 16.6% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (róg):   16 / 45  (35.6%  m. 8) - 8.6% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (po łuku):   43 / 147  (29.3%  m. 13) - 28.1% wszystkich rzutów

 

Sezon: Pomimo lania od Cavs w zeszłorocznych Finałach Konferencji, zarząd w Atlancie nie spanikował i nie rozmontował drużyny, która wygrała 60 spotkań w sezonie 2014/2015. Do Toronto odszedł DeMarre Carroll, ale na jego następcę już wcześniej przymierzany był Bazemore, który w naturalny sposób przejął rolę pierwszego silnego skrzydłowego. Hawks udało się z kolei przechwycić z San Antonio Tiago Splittera, ale jego sezon storpedowała poważna kontuzja biodra. "Jastrzębie" ponownie wystartowały mocno i z bilansem 7-1 dzieliły nawet z Cavs pierwszą pozycję w konferencji, ale później nie wytrzymały tempa. Kiedy w lutym Atlanta była tylko kilka wygranych nad kreską, jeszcze raz próbę zdała "góra" - nie korzystając z licznych ofert składanych za Teague'a, czy Korvera. Hawks udało się pozbierać na tyle, że w ciasnej rywalizacji z Miami, Bostonem i Charlotte, ustąpili tylko tym pierwszym i na koniec zdobyli czwarte rozstawienie.

Playoffs: Przewaga parkietu była dla Atlanty zbawienna zwłaszcza w rywalizacji z Boston Celtics, czyli inną mocną domową ekipą. Celtics, poza otwarciem serii, nie potrafili w "Philips Center" nawiązać walki z gospodarzami. Nie bez znaczenia były kontuzje Bradley'a, czy Olynyka, ale Hawks byli po prostu lepszym zespołem i tylko od nich zależało uniknięcie Game 7. Przy stanie 2-2, rozbili Boston u siebie, zyskując na tyle pewności siebie by w końcu wygrać w "The Garden" i zyskać szansę rewanżu na Cavaliers. Wynik serii jest bardzo złudny - Atlanta w każdym z czterech zwycięstw rozbijała Celtics, trzy razy nie dopuszczając do comebacku.

Lider: 45-punktowy wystrzał Paula Millsapa w Bostonie nie może przysłonić tego, że to Jeff Teague jest najważniejszą postacią Atlanta Hawks. Jako zbilansowana drużyna, "Jastrzębie" stronią od słowa lider, ale Teague już wiele razy pokazywał cechy przywódcze oraz chęci do zamykania im meczów. Dodatkowo, jako rozgrywający w oczywisty sposób ma największy wpływa na grę, pomimo tego, że to Millsap, czy Horford częściej trafiają do Meczów Gwiazd, robiąc tym samym za twarz klubu. Póki co, Jeff notuje w playoffs 16.5 punkta oraz 6 asyst, ale nie może wstrzelić się z dystansu skąd trafia niecałe 24 procent rzutów.

Zespół: Żelazna piątka Atlanty, która w zeszłym sezonie imponowała na tyle, że dostała nawet na spółkę nagrodę "Gracza Miesiąca", przeszła jedną wspomnianą korektę - Bazemore za Carrolla. Były zawodnik Warriors oraz Lakers, wykorzystał szansę, zaliczył życiowy rok (śr. 11.6 pkt., 5.1 zb.) i spróbuje latem skanalizować to na rynku wolnych agentów. Pod koszem tradycyjnie są natomiast Millsap i Horford, który już pewnie nigdy nie przestanie być przybranym centrem Hawks. Obaj próbują nadążyć za dzisiejszą grą i być podkoszowymi rozciągającymi obronę rzutem za trzy, ale wciąż nie można o żadnym powiedzieć, żeby była to jego broń - aczkolwiek Horford trafił 5 razy za trzy w serii z Celtics. Teague wciąż czeka cierpliwe na obwodzie aż zza zasłony wybiegnie niezmordowany Kyle Korver, pozostający czołowym snajperem w lidze pomimo 35 lat na karku. Klasycznym szóstym zawodnikiem Hawks jest rozgrywający Dennis Schroder, zawodnik bardzo nieregularny - potrafiący natchnąć zespół jak i zabić mu mecz. W rotacji zadomowił się również Mike Scott, który zabiera minuty pozyskanemu zimą Humphris'owi, a Thabo Sefolosha tradycyjnie skupia się na bronieniu. Okazjonalnie na boisku pojawia się również Mike Muscala, czy Tim Hardaway Jr. - daleko na ławce jest jeszcze doświadczony Kirk Hinrich.

Trener: Mike Budenholzer zbudował w Atlancie takie małe San Antonio Spurs wschodu NBA i jego pozycja w klubie jest naprawdę potężna. Bardzo możliwe, że nie zachwieje jej nawet kolejny sweep z rąk LeBrona Jamesa i jego Cavaliers. Wyniósł solidny zespół na wyższy poziom, wprowadził kulturę wygrywania, więc Hawks nie myślą już tylko o samym awansie do playoffs, ale i o czymś więcej. Budenholzer ma czasami tendencje do przesypiania meczów i reagowania dopiero między spotkaniami, ale to i tak absolutna ligowa czołówka. Wciąż jednak szuka potwierdzenia swojej marki wiosną.

Głębia składu Hawks w przybliżeniu przedstawia się tak:

PG: Jeff Teague / Dennis Schroder / Kirk Hinrich

SG: Kyle Korver / Tim Hardaway Junior

SF: Kent Bazemore / Thabo Sefolosha / Lamar Patterson

PF: Paul Millsap / Mike Scott / Kris Humphries

C: Al Horford / Mike Muscala / Walter Tavares

 w rotacji / poza rotacją / grywa 

Seria w liczbach:

Cleveland Cavaliers oddali 41.3% ze wszystkich swoich rzutów za linią trzech punktów. To najwyższy wskaźnik spośród ekip w playoffs.

- Zapisywali na mecz średnio 14 rzutów oddanych w ostatnich 4 sekundach czasu akcji. To prawie o 5 więcej niż jakakolwiek inna ekipa.

- Cavs dziesiąty raz w swojej historii awansowali właśnie do drugiej rundy playoffs (1976, 1992, 1993, 2006-2010, 2015).

- Ze średnią 27.5 punkta na mecz, Kyrie Irving jest najlepszym strzelcem playoffs.

- Kevin Love w serii z Detroit zebrał 35% z wszystkich dostępnych piłek (gdy był na boisku) na bronionej tablicy. To najlepszy procent defensywnych zbiórek w lidze, a Love jest ponadto pierwszy w punktach drugiej szansy - śr. 5.8 na mecz.

- J.R. Smith trafił 17 z 33 trójek w tych playoffs i jest póki co jedynym zawodnikiem, który ma ponad 50% skuteczności zza łuku przy oddanych co najmniej 25 próbach. Smith (śr. 4.3) i Kyrie Irving (śr. 4) plasują się odpowiednio na pierwszym i drugim miejscu w ilości celnych trójek na mecz.

- LeBron James prowadzi pod względem rzutów w strefie zastrzeżonej (śr. 8.8 na mecz) oraz punktów w polu trzech sekund (śr. 14). James poza 'pomalowanym' trafia jednak tylko 27 procent swoich rzutów.

- Tristan Thompson zalicza statystycznie 5 tzw. asyst po zasłonach (nieliczone jako typowa asysta) na mecz i jest to drugi wynik w playoffs.

- Po przejściu na small-ball i odstawieniu Timo Mozgova, Cavs grają bez nominalnego shot-blockera. Rywale trafiają 68% swoich rzutów, gdy centrem jest Thompson oraz 67.6% kiedy na środku gra Love.

- Cavs wygrali 7 kolejnych starć z Hawks, a w sezonie zasadniczym każdy z trójki Thompson (13.3), James (11) i Love (10.3) zaliczał dwucyfrową liczbę zbiórek.

- Cleveland było plus 53 przeciwko Atlancie w trakcie 67 minut jakie na parkiecie spędzał Matthew Dellavedova oraz minus 24, gdy przez 80 minut był na ławce.

Atlanta Hawks oddali łącznie 72.3% ze wszystkich swoich rzutów w strefie zastrzeżonej bądź zza łuku. To najwyższy wskaźnik z ekip, które pozostały w grze.

- Rzucali również najwięcej punktów w ''pomalowanym'', średnio 44.7 pkt. na mecz.

- Wyjściowa piątka pozwalała do tej pory tylko na 86.1 punkta na 100 posiadań i była najlepszą defensywną linią spośród tych, które grały razem co najmniej 50 minut.

- Al Horford ma skuteczność 27.3% z rzutów oddanych na półdystansie i jest to najgorszy wynik spośród zawodników, którzy podjęli tam co najmniej 20 prób.

- Horford odpracowuje to w defensywie, gdzie kontestuje najwięcej rzutów w playoffs - średnio 16.2 na spotkanie. Niewiele ustępuje Paul Millsap, który z śr. 15.7 jest klasyfikowany na trzecim miejscu.

- Hawks byli lepsi od Celtics o 71 puntów w trakcie 203 minut, które na boisku spędził Kyle Korver. Jednocześnie, byli 31 oczek na minusie, gdy ich super-strzelec łapał oddech na ławce.

- Była to ich pierwsza wygrania seria z Celtics od... 1958 roku, gdy drużyna nie grała jeszcze w Atlancie i jako St. Louis Hawks zdobyła wtedy mistrzostwo.

- Przegrali wszystkie dotychczasowe mecze z Cavs w playoffs (0-8), a dodatkowo byli w nich wypunktowani o średnio 15.6 punkta.

- Rezerwowi Atlanty trafili tylko 14  z 58 trójek (24%) i są w tym względzie najgorszymi zmiennikami w playoffs.

- 45 punktów Paula Millsapa w Game 4 z Boston Celtics to jak na razie najlepszy indywidualny występ tej wiosny.

- Millsap jest też najlepszym strzelcem (16.3 pkt.) i zbierającym (8.8 zb.) swojej drużyny w playoffs.

- Hawks w sezonie zasadniczym wygrali z każdą ekipą na wschodzie poza... Cavaliers. Efektywny procent rzutów z gry w tych meczach (45.9%) jest też ich najgorszym w pojedynkach wewnątrz konferencji.

- Jeff Teague, Kyle Korver i Kent Bazemore trafili wtedy 19 z 38 trójek (50%), ale reszta drużyny tylko 9 na 50, czyli 18 procent.

Sezon zasadniczy i historia:

Cavaliers po sweepie na Hawks w Finałach Konferencji, kontynuowali swoją dominację nad nimi także w sezonie zasadniczym 2015/2016. Cleveland wygrało wszystko trzy mecze z Atlantą, a pierwszy odbył się na parkiecie Cavs jeszcze w listopadzie. Gospodarze, bez kontuzjowanego Irvinga, gładko wygrali 109:97, a starcie zostało zapamiętane przede wszystkim dlatego, że Mike Budenholzer szturchnął sędziego i został wyrzucony. Na kolejne spotkania trzeba było poczekać aż do kwietnia, ale dzięki temu są dużo bardziej miarodajne. "Kawalerzyści" stracili duże prowadzenie 1 kwietnia w Atlancie, lecz mimo to zdołali wygrać 110:108 po dogrywce. Dziesięć dni później, w Cleveland, miejscowi znów byli lepsi, a potężne 109:94 dało im pierwsze miejsce na wschodzie, spychając jednocześnie Hawks z trzeciego na czwarte.

Będzie to dopiero trzecia seria pomiędzy Atlantą, a Cleveland. Oba kluby miały bardzo solidne zespoły na początku lat 90-tych, które próbowały strącić z piedestału Chicago Michaela Jordana, ale wtedy nigdy nie wpadły na siebie. Do obejrzenia pierwszej rywalizacji "Kawalerzystów" z "Jastrzębiami" trzeba było poczekać aż do 2009 roku, gdy Cavs zrobili Hawks szybkiego sweepa, a wszystkie mecze wygrali dwucyfrową różnicą punktów. Co ciekawe, 7 lat temu Cavaliers również byli po pierwszej rundzie z Detroit Pistons i mieli tydzień przerwy. Drugi przypadek "historyczny" to naturalnie zeszłoroczne Finały Konferencji, które dały Cleveland przepustkę do gry o tytuł. Kolejne 4-0 było brutalnym zejściem na ziemie dla Atlanty, mającej wtedy za sobą najlepszy sezon w historii klubu i pierwszy awans do ECF od 40 lat. Mój typ: 4-1 dla Cavaliers.

 

GAME 1: "Quicken Loans Arena" w Cleveland, 2/3 V - godz. 1:00 czasu polskiego

JAK OGLĄDAĆ? - PORADNIK

VS

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD CLEVELAND CAVALIERS:

PG - IRVING, SG - SMITH, SF - JAMES, PF - LOVE, C - THOMPSON

 

ŁAWKA: DELLAVEDOVA, SHUMPERT, JEFFERSON, MOZGOV,

J.JONES, FRYE, WILLIAMS, D.JONES, MCRAE, KAUN

KONTUZJE: BRAK

 

PRAWDOPODOBNY SKŁAD ATLANTA HAWKS:

PG - TEAGUE, SG - KORVER, SF - BAZEMORE, PF - MILLSAP, C - HORFORD

ŁAWKA: SCHRODER, SEFOLOSHA, MUSCALA, HUMPHRIES,SCOTT,

HARDAWAY JUNIOR, HINRICH, PATTERSON, TAVARES

KONTUZJE: SPLITTER (NIE ZAGRA)

 

@_adasz_

niedziela, 17 kwietnia 2016
Zapowiedź serii: Cleveland Cavaliers - Detroit Pistons

Adam Wałaszyński

Twitter | Facebook

Podobnie jak przed rokiem, Cleveland Cavaliers zagrają w pierwszej rundzie playoffs z zespołem, który przywołuje ich kibicom sporo wspomnień z potyczek z czasów pierwszego urzędowania LeBrona Jamesa w północnym Ohio. Detroit Pistons, bowiem o nich tym razem mowa, stawali na drodze młodego Jamesa aż trzykrotnie pomiędzy 2006, a 2009 rokiem. Podobnie jak siedem lat temu, LBJ dysponuje w tej konfrontacji pierwszym rozstawieniem w konferencji, a Pistons będą próbowali poszukać niespodzianki z ostatniej, pozycji. Ósemka jednak ósemce nierówna i o ile wówczas była to dogorywająca stara gwardia rutyniarzy, tak tym razem jest wprost przeciwnie - młoda ekipa, na dorobku, zbierająca swoje pierwsze wiosenne szlify. Gładkie 4:0 z rąk Cavaliers zakończyło w 2009 roku pewną piękną erę Pistons, którzy wcześniej przez długie lata byli wtedy w ligowej czołówce, co zaowocowało mistrzostwem w sezonie 2003/2004. Teraz goście chcieliby kolejnej.

Chaotyczna przebudowa drużyny z przedmieść Detroit trwała długo, ale to co przerasło swego czasu przepłaconych Bena Gordona, czy Charlie'go Villanueve, a potem grupkę nieokiełznanych dzieciaków, udało się wreszcie poskładać trenerowi Stan'owi Van Gundy'emu. Charyzmatyczny wąsacz przejął stery w klubie dwa lata temu i twardą ręką, w krótkim czasie zbudował przyszłościowy skład w oparciu o posiadane talenty, draft, podpisy na miarę możliwości i mądre wymiany.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: PODSUMOWANIE SEZONU 2015-2016

W kontekście tej konfrontacji bardzo mało mówi się jednak o tym, że LeBron ma z Van Gundy'm do wyrównania pewien drażliwy temat. Chodzi oczywiście o Finały Konferencji sprzed siedmiu lat, gdy marsz Cavs do NBA Finals sensacyjnie zatrzymało prowadzone wtedy przez SVG Orlando Magic. O ile James rewanżował się już za lata słusznie minione np. Boston Celtics, tak nie miał jeszcze okazji by wystawić rachunek Stan'owi. Swoją drogą, Van Gundy zawsze był postrzegany jako ten, który potrafi LBJ'a swoimi schematami trochę ujarzmić.

Wszystko zdaje się przemawiać za "Kawalerzystami", którzy na wschodzie uchodzą za bezapelacyjny team to beat. Ma to być dla nich tylko wstęp do dużej gry, uwieńczonej drugim z rzędu bezpośrednim podejściem do mistrzostwa z ramienia tej konferencji. Z resztą, James to absolutny dominator rundy otwarcia. Nie dość, że nigdy nie odpadł na tym etapie rozgrywek, to legitymuje się brutalnym bilansem 47-7, wliczając 13 wygranych z rzędu od 2012 roku. Bardzo ciężko też o optymizm wśród mediów z Detroit, czy u samych sympatyków "Tłoków". W większości za cel stawiają sobie oni głównie otrzaskanie z playoffs młodych-zdolnych, ewentualnie urwanie meczu bądź dwóch. Pułapka przed Cavs?

Jak może wyglądać seria?

I tak i nie. Jeśli Cavaliers chcą się liczyć tej wiosny, a chcą, to nie mogą przestraszyć się dorastającego dopiero sąsiada z Dywizji Centralnej. Problemem może być nastawienie, które parę razy szwankowało w sezonie zasadniczym właśnie w takiej sytuacji, czyli gdy nie wyobrażano sobie przegranej. Trudno jednak uwierzyć w robienie bokami w tej serii, a już po wczorajszych wypowiedziach widać, że "Kawalerzyści" nie lekceważą rywala. "To dobrze prowadzona i zbilansowana ekipa. Wyszarpali sobie awans do playoffs walką i musimy ich szanować." - LBJ.

Sprawy w przeciwnym wypadku mogłyby przyjąć naprawdę zły obrót. Chociaż skład Pistons nie powala nazwiskami samymi w sobie, to obstawiam, że w tej chwili dysponują oni najprawdopodobniej najlepszym na wschodzie personelem do bronienia LeBrona Jamesa. Liczba mnoga nie jest tutaj wcale przypadkowa, należy się bowiem spodziewać wielu różnych opiekunów dla LBJ'a. W pierwszej piątce wychodzą silni i atletyczni Marcus Morris i Tobias Harris oraz niewiele im ustępujący Kentavious Caldwell-Pope. Spodziewałbym się dużej rotacji w kryciu i de facto każdego z nich na LeBronie przez jakiś czas. Do tego tercetu może z ławki dołączyć obiecujący pierwszoroczniak Stanley Johnson, czy - to już mniej prawdopodobne - Reggie Bullock. Jak widać, jest ich więc trochę. Pod koszem na Jamesa będzie dodatkowo czekać prawdziwe zwierzę pola trzech sekund, czyli Andre Drummond. LBJ na szczęście w odpowiednim momencie roku odzyskał swój rzut, dlatego może szukać życia także poza trumną, ale oczywiście nie ma się co łudzić - i tak wykona w tej serii pokaźną liczbę wjazdów w pomalowane. Dużo zależy od strategii wejścia w mecze w wykonaniu lidera Cleveland. Jak wiemy, James lubi dystrybuować piłkę na początku, tak by rozgrzać nieco swoje strzelby zza łuku. Powinien jednak dobrać odpowiednie proporcje i od startu pamiętać też by parę razy przeciągnąć krycie, wymusić jeden, czy drugi faul, sprawdzając przy okazji na jaki stopień kontaktu pozwalają danego dnia sędziowie.

Polecam szczególnie zwrócić uwagę na Harrisa, który przyszedł do Pistons z Magic przed trade deadline i wydaje się znakomicie pasować do układanki Van Gundy'ego jako fałszywa czwórka. Notuje od tego czasu średnio 16.6 punkta, trafia 38% za trzy i z nawiązką zastąpił oddanego w drugą stronę Ilyasove. Dzięki jego obecności, Detroit otoczyło teraz swojego ukochanego i niezwykle groźnego pick-and-rolla Jackson & Drummond trójką naprawdę fajnych atletów. Tobias Harris należy też do wąskiego grona zawodników, którzy swoim zachowaniem podpadli LeBronowi od czasu jego powrotu do Cleveland. W grudniu 2014 roku Cavs grali w Orlando i Harris miał wtedy regularnie obrażać Jamesa, na co ten zwrócił uwagę już po meczu, w którym z resztą złapał ogień w czwartej kwarcie i w pojedynkę go wygrał. Od tego czasu LBJ kilka razy dość mocno przejechał się po chłopaku, głównie w pojedynkach tyłem do kosza, warto pamiętać ich małą historię. Co ciekawe, Harris to kuzyn Channinga Frye'a, więc i kilkuminutowy rodzinny matchup jest jak najbardziej w zasięgu.

Kolejna sprawa dużej wagi (dosłownie) w tej serii - deski. Rzadko zdarza się by Tristan Thompson spotykał godnego rywala na tablicach. Jeszcze rzadziej mamy zaś do czynienia z sytuacją, gdy to T.T. jest tym, który będzie musiał sprostać za lepszym po fachu. Andre Drummond to bez dwóch zdań najlepszy zbierający NBA, który potrafi siać prawdziwy terror w tym elemencie. Zakładając, że LeBron upora się z otaczającą go gromadką i będzie grał swoje, utrzymanie A.D. w jako takich ryzach jest moim kluczem do bardzo szybkiego zamknięcia rywalizacji. Thompson będzie miał do pomocy Love'a i oby ten go naprawdę wsparł bo "Double T" już kilka razy był nutę zagubiony w tym matchupie z 'Dre. W innej konfiguracji można jeszcze pójść już naprawdę wysoko i dorzucić mu do pary Mozgova. Rzecz jasna w tym wypadku ostro siądzie spacing i potracimy te niskie linie, którymi Lue lubi dusić ciężkie minuty - coś za coś. Drummond z reguły działa sam, bo i w całym składzie Pistons ciężko szukać innego rasowego zbierającego (przy dobrych wiatrach dodajmy Baynes'a).

Pięta Achillesowa super-centra Detroit to oczywiście jego legendarne już rzuty wolne, które trafia z zatrważająco niską skutecznością 35 procent. Można się naturalnie spodziewać, że Ty Lue zaaranżuje próby Hack-a-Drummond. Trzeba przyznać, że w miarę radził sobie z problemem, gdy Cavs podejmowali się tej strategii w zasadniczym, ale naprawdę nie sądzę by miało to powstrzymać kolejne zaproszenia na linię (35 procent!). Van Gundy oczywiście próbuje go ratować jak tylko może od tych niekomfortowych fragmentów meczu i wpuszcza poprawnego Arona Baynes'a. Lue chętnie weźmie w ciemno jego duże minuty, jeśli tylko uda mu się odsunąć 'Dre.

Pistons, jak wszyscy, na pewno zwrócą baczną uwagę na kochających dystans Cavaliers, a trzeba wiedzieć, że dysponują dobrą defensywą obwodową. Szczególnie solidnie zamykają rzuty z rogów, plasując się w tym elemencie na samym szczycie NBA. Sami posiadają kilka własnych strzelb, na czele z Caldwell-Pop'em, czy nieco zapomnianym Steve'm Blake'm. Bardzo mocno pod radarem przeleciał też Jodie Meeks, który właściwie cały sezon stracił przez kontuzje stopy i zagrał łącznie... trzy razy.


Prześwietlenie rywala: Detroit Pistons


Bilans: 44-38 ( Dom: 26-15 | Wyjazd: 18-23 | Ostatnie 10: 6-4 )

Pozycja w Dywizji: 3 (Centralna) i w Konferencji: 8 (Wschodnia)

Punkty średnio rzucane: 102 i punkty średnio tracone: 101.4

Rating ofensywny:  103.3 (14), rating defensywny: 103.4 (13) i tempo: 97.4 (20)

 

Rzuty w półkolu:   1.313 / 2.232  (58.5%  m. 21) - 31.5% wszystkich rzutów

Rzuty w reszcie trumny:   470 / 1.229  (38.2%  m. 25) - 17.3% wszystkich rzutów

Rzuty z półdystansu:   588 / 1.478  (39.8%  m. 16) - 20.9% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (róg):   210 / 575  (36.5%  m. 18) - 8.1% wszystkich rzutów

Rzuty za trzy (po łuku):   529 / 1.543  (34.3%  m. 18) - 21.8% wszystkich rzutów

 

Sezon: Pistons mają za sobą udane rozgrywki, ciężko myśleć inaczej jeśli drużyna poprawia się o 12 zwycięstw w stosunku do ubiegłego roku i pierwszy raz od 2009 roku melduje się nad kreską konferencji. Mało kto typował ich do ósemki, bo i mało kto wierzył, że Bulls, Wizards, czy Bucks nie wejdą do playoffs, ale już po starcie 5-1 było wiadomo, że ekipa z Mo-Town powraca. Detroit miało swoje wzloty i upadki, jak na młodą drużynę przystało, spadli nawet w okolicach All-Star Weekend na minus, ale przetrzymali kryzys. Dobre ruchy kadrowe SVG, umiejętnie wykorzystany 9-meczowy domowy postój w marcu i zapaść Chicago wysłały ich po siedmiu latach przerwy na kolejną randkę z LeBronem.

Lider: Andre Drummond mnie nie polubi, ale dzisiejsza NBA jest w dużej mierze ligą rozgrywających. Nie chodzi nawet o statystyki, a o zwykły test oka. 26-letni Reggie Jackson to naturalny lider Pistons, boiskowy generał, przez którego ręce musi przejść większość decyzji. To co mi się w nim podoba to ten mentalny drive, który kazał mu się wyrwać z Oklahoma City Thunder i zostać pierwszoplanową postacią w innym zespole, z corocznym miejscem na indywidualny postęp. W przyszłym sezonie duży kandydat do Meczu Gwiazd. Po jego wypowiedziach widać, że rywalizacja go nakręca i lubi atakować z pozycji underdoga. Kyrie Irving może mieć duży problem ustać przed nim, więc zapewne sporo pracy czeka Dellevedove i Shumperta. Ostatnio Jackson miał problem z mięśniami brzucha, ale jego występ nie jest zagrożony.

Zespół: Pistons stanowią ciekawy młody kolektyw, gdzie w zasadzie tylko 36-letni Steve Blake szykuje się powoli w podróż na drugą stronę rzeki. W pierwszej piątce najstarsi są... Morris i Jackson, obaj z rocznika 1990. Po 23 lata mają z kolei Harris i Caldwell-Pope, a tyle samo, ale dopiero w sierpniu skończy Drummond. Nic więc dziwnego, że wyjściowy skład Detroit zalicza naprawdę potężne minuty pod Van Gundy'm, który z ławki korzysta bez przekonania. Grę w second-unit stara się mu układać wspomniany Blake, ale jeśli Jodie Meeks szybko nie wróci do formy sprzed kontuzji, to o punkty dbać będzie musiał... Anthony Tolliver. Ciężko powiedzieć co SVG, słynący ze skracania rotacji, chce zrobić ze Stanley'em Johnson'em i Reggie Bullock'iem. Pierwszy dopiero co dotyka ligi, drugi chyba ma jednak mniejszy potencjał niż jeszcze parę lat temu zakładali Clippers. "Tłoki" posiadają narzędzia do tego by w przyszłym sezonie bić się o miejsca 3-5 w konferencji. Na razie to jednak jeszcze nadal młodziutki zespół, który potrafi totalnie stanąć w ważnym momencie i przyglądać się jak zawodnik z nazwiskiem przejmuje mecz, tak jak kilka dni temu Joe Johnson.

Trener: Stan Van Gundy ma w sobie coś takiego, że nie sposób go nie lubić będąc z zewnątrz. Może to ta słynna przyciasna koszulka i zapocony od rugania zawodników wąs dodały mu kiedyś swoistego uroku w świecie trenerów w elegancko skrojonych garniturach. Do tego błyskotliwa riposta i zawsze jakaś anegdota dla mediów na podorędziu. Przy bliższym poznaniu podobno traci - Stan ma/miał opinię osoby lubiącej zderzenia osobowości, co dawniej doprowadziło w Miami do jego konfliktu z Shaqiem. O'Neal do dziś nazywa SVG "mistrzem paniki" i zarzuca mu, że spala się pod presją ważnych meczów. Van Gundy to jednak bez wątpienia szkoleniowiec z pierwszej ligowej półki, z wyrobioną marką. Ma na koniec 87 gier w playoffs jako coach i bilans 49-38, ale jego dwa ostatnie podejścia kończyły się odpadnięciem w 1 rundzie.

 

Głębia składu Pistons w przybliżeniu przedstawia się tak:

PG: Reggie Jackson / Steve Blake / Spencer Dinwiddie / Lorenzo Brown

SG: Kentavious Caldwell-Pope / Reggie Bullock / Jodie Meeks

SF: Tobias Harris* / Stanley Johnson / Darrun Hilliard

PF: Marcus Morris* / Anthony Tolliver

C: Andre Drummond / Aron Baynes / Joel Anthony

 

w rotacji / poza rotacją / grywa / *wymiennie

 

Seria w liczbach:

- Wyjściowa piątka Cavs, z Thompsonem na środku, zdobywała 115.3 punkta w przeliczeniu na 100 posiadań podczas 465 minut spędzonych razem na parkiecie. Jest to najlepszy rating ofensywny w NBA wśród piątek, które zagrały ze sobą razem przynajmniej przez 200 minut.

- Cavs zanotowali duży skok ratingu ofensywnego po zmianie trenera (114.4 punkta / 100 za Lue, przy 103.8 / 100 za Blatta), ale jednocześnie obniżył im się rating defensywny (106.9 traconych punktów / 100 za Lue, przy 98.2 / 100 za Blatta).

- LeBron James notował średnio 14 punktów na mecz w pomalowanym, co stanowi rekord w jego karierze. Jednocześnie, James przewodził w lidze pod względem rzutów oddanych pod presją czasu (154 próby przy 4 sek. i mniej na zegarze).

- LBJ wyniósł się na zupełnie nowy poziom podczas finałowych 10 gier sezonu zasadniczego, gdy zapisywał 28.4 punkta oraz 8.5 asysty i 8 zbiórek na mecz, rzucając jednocześnie 62% z pola.

- Kevin Love miał najwięcej otwartych rzutów za trzy w NBA (249).

- Love nie zawodzi przeciwko Pistons. Średnio rzucał im 24 punkty (51% za dwa, 50% za trzy), dodając 7.3 zbiórki i 3 asysty.

- Matthew Dellavedova to jeden z ledwie 6 zawodników w NBA, którzy trafiali powyżej 45% za trzy przy oddaniu co najmniej 150 rzutów typu catch-and-shoot.

- Pistons mieli 2 miejsce tak w procencie zbiórek ofensywnych, jak i defensywnych. Byli jedynym zespołem w NBA, który w obu kategoriach był w Top-5.

- Dla odmiany, Detroit prawie zamykało stawkę (29 m.) w liczbie asyst i podań.

- Pierwsza piątka "Tłoków" z początku sezonu została rozbita w trakcie trade-deadline, ale i tak zagrała więcej minut niż jakakolwiek inna linia Pistons. Obecna starting-five ma na koncie 462 minuty, tylko trzy mnie niż najczęściej używane zestawienie Cavaliers na przestrzeni całego sezonu.

- Tylko 11.9% posiadań przeciwników Pistons odbywało się w kontrze, co stanowi najniższy przelicznik w lidze. Detroit pozwala tylko na 10.4 punkta w kontrataku, co jest najlepszym wynikiem w NBA.

- "Tłoki" znakomicie zamykają linie podań do narożnika boiska, ich rywale oddali łącznie tylko 341 trójek z rogu (1 miejsce w NBA).

- Andre Drummond przewodzi w lidze pod względem tzw. punktów drugiej szansy, notując ich średnio 5.3 na mecz.

- Reggie Jackson to lider NBA w rzutach po przynajmniej siedmiu kozłach (626). Koledzy asystowali mu tylko przy 14% z wszystkich jego celnych rzutów z gry. Nikt z zawodników, którzy zagrali co najmniej 25 meczów nie ma niższego przelicznika.

- Pistons byli jedynym zespołem poza Chicago Bulls, który dał radę trzykrotnie ograć w sezonie zasadniczym Cavs. Jednocześnie, tylko jeden z 4 meczów odbył się w aktualnych składach obu drużyn.

- Cavs udało się zostać jedną z trzech ekip przeciwko, której Andre Drummond zebrał mniej niż 10% z dostępnych zbiórek w ataku. Drummond notował średnio 4.9 ofensywnej zbiórki na mecz, ale miał ich łącznie tylko 9 podczas 110 minut jakie zagrał w całym sezonie przeciwko Cleveland.

- 20.7 punkta jakie średnio LeBron rzucał Detroit w sezonie zasadniczym to jego najniższy wynik przeciwko drużynie z Konferencji Wschodniej.

- Cleveland było +16 w trakcie 52 minut jakie James i Irving spędzili razem na parkiecie. Detroit +7 w ciągu 97 minut, gdy boisko dzielili Drummond i Jackson.

- Cavaliers trzeci raz w historii (wcześniej 2009 i 2010) zapewnili sobie rozstawienie z numerem jeden na wschodzie NBA.

- To 20 start "Kawalerzystów" w playoffs, gdzie mają bilans łączny 84-84, wliczając 54-30 w domu. Od 2006 roku, Cavs są 33-12 w hali "Q Arena".

- Cavs rzucili 10 i więcej trójek w 51 meczach sezonu zasadniczego, a w 11 spotkaniach mieli ich co najmniej 15. Zarazem, 880 trafionych trójek to rekord klubu z Cleveland, 2 wynik w tym sezonie (za Golden State) i 5 w historii NBA.

- Pistons również pobili swój rekord w tej kategorii, trafiając 740 razy z dystansu, czym wymazali zeszłoroczne 703 trójki. Przed objęciem zespołu przez Van Gundy'ego, rekord Detroit wynosił tylko 582 celne próby z rozgrywek 1996-97.

- Detroit miało bilans 19-6, gdy trafiało co najmniej 11 trójek w meczu i 33-10, jeśli ich skuteczność zza łuku wynosiła 33 procent i więcej. Pistons są też 34-11, gdy udaje im się rzucić w trakcie spotkania co najmniej 100 punktów.

- Cavaliers byli natomiast 45-9, gdy sami dobijali do setki, a średnio rzucali 104.3 punkta na mecz (8 m.), tracąc przy tym tylko 98.3 punkta (4 m.)

Sezon zasadniczy i historia:

Sąsiedzi z Dywizji Centralnej tradycyjnie spotkali się ze sobą czterokrotnie, z czego trzy spotkania padły łupem Pistons. Powiedzenie, że zasadniczy, a playoffs to zupełnie inna bajka nabiera dodatkowego znaczenia w tym przypadku. Wszak tylko jeden pojedynek miał miejsce po trade-deadline i w zbliżonych składach do obecnych. 22 lutego Pistons wygrali w Cleveland 96:88, przetrzymując natarcie Cavs w czwartej kwarcie, a James trafił tylko 5 z 18 rzutów i zaliczył aż 6 strat piłki. Będąc precyzyjnym, nawet i ten mecz był tak naprawdę mało miarodajny, bo dla Cavaliers stanowił drugą noc back-2-backu, po długiej podróży powrotnej z Oklahomy. Stan Van Gundy też jest w lidze zbyt długo by dać się łatwo nabrać i doskonale wie, że papier ma tu małe przełożenie na rzeczywistość: "Nasi chłopcy wiedzą o tym, przestrzegłem ich, że LeBron James, którego widzą w trakcie roku, to nie jest ten sam LeBron James, którego zobaczą w playoffs. To będzie ktoś inny."

Ciężko uwierzyć, ale Cavaliers i Pistons tylko trzy razy wpadli na siebie wiosną i wszystkie przypadki dotyczą ostatniej dekady. W 2006 roku nieobyci Cavs w 2 rundzie nie wykorzystali ogromnej szansy jaka otworzyła się przed nimi po wygraniu meczu numer 5 w The Palace. Ulegli ostatecznie doświadczonym "Tłokom" 3-4 i nie doszło do walki Cleveland z Miami, czyli serii pomiędzy wschodzącymi wtedy gwiazdami ligi w osobach LeBrona i Wade'a. 12 miesięcy później i jedną rundę dalej, Pistons szykowali się na swój finałowy rewanż z San Antonio Spurs, gdy Cavaliers wrócili z 0-2 na remis, a James eksplodował w Game 5 w Detroit. Jego 48 punktów po dwóch dogrywkach w "Pałacu" (29 z 30 ostatnich oczek drużyny) do dziś uchodzi z jeden z najlepszych indywidualnych występów w całej historii playoffs. Dwa dni później Cavs nie popełnili już błędu sprzed roku i pierwszy raz awansowali do Finałów NBA. Rywalizacja z 2009 roku była z kolei bardzo jednostronna, "Kawalerzyści" roznieśli "Tłoki" 4-0, wygrywając wszystkie mecze dwucyfrową różnicą punktową. Cleveland ma 11-6 wiosenny bilans z Detroit, a 7-1 to wynik rezultatów w hali Quicken Loans Arena.

Mój typ: 4-1 Cavaliers

Podsumowanie sezonu zasadniczego 2015/2016

Adam Wałaszyński

Twitter | Facebook

Za nami kolejny sezon najlepszej koszykarskiej ligi świata. Sezon zasadniczy, dodajmy, bowiem różnica między rozgrywkami regularnymi, a startująca fazą play-off jest kolosalna. Mając za sobą już wiele lat z NBA, nie umiem ekscytować się zasadniczym w takim stopniu by, jak kiedyś, dzień po dniu go opisywać (co doskonale tutaj widać). Oczywiście mecze oglądam nałogowo, często dwa razy (w konfiguracji live i torrent), żyję co ciekawszymi fragmentami terminarza, ale wyzwolenie tej specyficznej euforii, która przychodzi w połowie kwietnia, jest zimą niemożliwe. Wie o tym również niejaki LeBron James, 13-letni już weteran, posiadający od kilku lat specjalną dźwignię, którą uruchamia na wiosnę i przeobraża się wtedy w jeszcze lepszego gracza niż ten, którym jest od października do marca. Siła oddziaływania Jamesa na Cleveland Cavaliers jest tak ogromna, że jego podejście przekłada się w sposób oczywisty na ich sezon. 

Warto dodać, że po przeciągającym się, ale ostatecznie udanym off-seasonie, Cavs zaczęli nową kampanię właściwie tym samym składem, plus solidni weterani w osobach Mo Williamsa i Richarda Jeffersona. Oglądając "Kawalerzystów" przez minione miesiące, ciężko było jednak nie odnieść wrażenia, że jadą oni wszyscy co najwyżej na czwartym biegu i usilnie starają się nie zauważać sprzęgła oraz piątki. Kiedy potrzebowali sobie coś udowodnić, czyli np. przetrwać z dobrym bilansem pierwsze miesiące bez kontuzjowanych Irvinga i Shumperta, to potrafili wysłać sygnał świetnym startem i w zasadzie nie zaliczali wpadek. Pierwsze miejsce w konferencji przejęli około 10 listopada i pozostali na nim do końca rozgrywek, choć nie bez zamieszania. Można wręcz powiedzieć, że był to największy drama-leader wschodu w historii NBA. Gdy już całe towarzystwo zebrało się do kupy, pojawiły się problemy, zarówno boiskowe, jak i te poza parkietem, których kulminacją było zwolnienie Davida Blatta.

O tym, że Blatt nie dogaduje się z zawodnikami i de facto pierwszym szkoleniowcem jest Ty Lue, krążyły wręcz legendy. Ex Cav, Brendan Haywood, zdradził nawet, że zakręcony Blatt potrafił rozrysować zagrywkę pod gracza, który nie był na parkiecie, czy podczas sesji filmowych, notorycznie przymykał oko na błędy największych gwiazd. Mnie osobiście zszokowała historia o rotacji Blatta na świąteczny mecz w Oakland. Jefferson, pochodzący z Kalifornii, do tej pory ulubieniec trenera, nie zagrał nawet minuty w tym oczekiwanym dniu i nie usłyszał słowa wyjaśnienia. Dodajmy, że Richard dzień wcześniej udzielił wywiadu jak to cieszy się, że po wielu latach przerwy zagra podczas X-mas Day oraz, że rodzina już kupiła bilety. To są właśnie te małe sprawki, których często nie widać, a przez które traci się szatnię. Szczególnie cenne jest zaufanie takich weteranów jak R.J., którzy nie przyszli przecież tutaj kręcić nieziemskie liczby. Wręcz przeciwnie, schowali swoje dawne sukcesy, zarobki i ego do szuflady, by solidnie obrabiać co noc swoją działkę i załapać się na dobry wiosenny marsz.

Lue o takie sprawy dba i cieszy się generalnie estymą w lidze, był wiele lat temu boiskowym przedłużeniem myśli trenerskiej, gdy grał w Lakers u Phila Jacksona, czy w Rockets za Jeffa Van Gundy'ego. Po zakończeniu kariery zbierał z kolei szkoleniowe szlify u boku Doca Riversa. Ma świetny kontakt z zawodnikami w całej lidze i szybko nawiązuje osobiste relacje. Wiecie - ten typ gościa, który jest mile widziany na każdej imprezie i wręcz wyczekuje się jego towarzystwa.

Miałem wrażenie, że sezon Cavaliers dzielił się na dwie części - pierwsza, jak wspomniałem, polegała na tym, żeby dotrwać do powrotu kontuzjowanych obwodowych. Druga natomiast upłynęła pod znakiem tego, by zameldować się w playoffs maksymalnie wypoczętym. Jest dla mnie swego rodzaju niesamowitą sprawą, że pomimo wyluzowanego LeBrona, tylu opuszczonych gier Irvinga (wciąż szuka rytmu), zmiany trenera w styczniu, szukania odpoczynku gdzie się da i tych  wszystkich historii, które co chwila trzęsły szatnią, Cleveland otarło się o 60 zwycięstw.

Wbrew powszechnie panującej narracji, nie mam przekonania, że Lue jakoś przesadnie zmienił grę Cavs. Była ona oczywiście odrobinę szybsza, co widać po rosnących wskaźnikach ofensywnych i hamujących defensywnych (ostatecznie Top-10 obu kategorii na koniec), Kevin Love dostawał trochę więcej ulubionych posiadań na łokciu, a i rotacja wydawała się być bardziej poukładana niż za Blatta. Wciąż aktualna jest jednak podstawowa teza, sprowadzająca się do tego, że James i spółka są piekielnie trudni do ogrania, gdy dzielą się piłką. Robią sobie natomiast mocno pod górkę, gdy z uporem maniaka klepią jeden na jeden popularne "my turn, your turn".

Kilka słów w kwestii zmian kadrowych i nowych twarzy. Channing Frye to dokładnie taki transfer o jakim myślałem przed zamknięciem okienka - żadnych szaleństw typu oddanie Love'a, a jedynie solidna korekta, poszerzająca rotacje i dorzucająca kolejną broń zza łuku. Frye ma świetnie ułożoną rękę i niedoceniane możliwości defensywne przy wzroście na poziomie 210 cm. Odszedł Anderson Varejao, którego kontraktu po prostu trzeba się było pozbyć. Jego kolejny wybór, ze względu na staż jaki odbył w Ohio, przemilczę. Wciąż nie mogę natomiast pohamować gniewu względem Joe Johnsona, jednego z moich ulubionych zawodników minionej dekady w NBA. Johnson, z sobie tylko znanych powodów, po rozwiązaniu umowy z Nets, wybrał dołączenie do Heat. "Iso-Joe" rozwiązałby kilka problemów Cavs, pomógł w utworzeniu paru mocnych linii w small-ball, a LeBron oferował mu nawet pozycję startera na swojej pozycji i przejście na silnego skrzydłowego. Ogromna szkoda, bo nie mogę się oprzeć odczuciu, że w tym wszystkim najbardziej liczyło się samo miasto i zdecydował fakt, że Joe lubi po treningu przespacerować się po plaży. Jordan McRae wystrzelił w ostatnim meczu sezonu (36 punktów), ale kto wie, czy nie prędzej to 35-letni Dahntay Jones może próbować szukać minut w jakichś konkretnych matchupach. Jones z niejednego pieca jadł chleb i przez całą karierę uważany jest za koszykarza świetnie broniącego na wielu pozycjach, często na zasadzie "ja nie gram, ty nie grasz", który już kilka razy pokazał, że nie cofnie się przed niczym. Znalezienie zawodnika obytego, otrzaskanego, często niewidocznego w box-score, ale za to popychającego starterów do maksimum na treningach i będącego dobrym duchem szatni, to jeden z tych elementów, który odróżnia GM'a od kibica. Sasha Kaun może dla odmiany przydać się tylko do faulowania lub na wyjazdach - do poczytania Mozgovowi przed snem Puszkina.

Wchodzimy na główną scenę w zasadzie zdrowi i w możliwie największym stopniu wypoczęci - LeBron nawet twierdzi, że nie był tak świeży od lat. Coś tam co chwilę strzela co prawda w kruchym ciele Shumperta, ale trzeba się do tego przyzwyczaić oraz pamiętać, że przy dużej stawce potrafił w poprzednim roku grać pomimo bólu i być przydatnym. Dość brutalnie z klifu spada z kolei Mo Williams, lecz kolejny progres Dellavedovy i fakt, że Mo jest już bardziej polisą ubezpieczeniową niż regularnym członkiem rotacji, też nie spędza snu z powiek. Wyjść i grać, tylko tyle i aż tyle. Do tego wypadałoby oczywiście odstawić na bok te wszystkie geszefty typu reklamy dezodorantów w postach na Instagramie, czy wjeżdżanie do szatni na Segway'u. Jedność, skupienie, walka. Gdy wszystko będzie na miejscu, możemy ograć każdego.

******

"Pan Koszykarz" sezonu: LeBron Raymone James. Trzeba przyznać, że jest to całkiem solidna opcja po obu stronach parkietu na jakieś 35-40 minut.

Nieużytek rolny sezonu: Sasha "Freakin" Kaun. Nie znasz? Terry też nie zna.

Trener sezonu: Haha, takie rzeczy tylko w Cleveland. Na plus Ty Lue i jego podwyższone siedzenie (szkoła Phila!). Na minus asystent Jim Boylan, który te z założenia króciutkie wywiadziki między połowami, potrafił zamienić w odprawę taktyczną dla reporterki i połowę trzeciej kwarty oglądaliśmy w okienku.

Dablju sezonu: Cavaliers - Spurs (dom)  i Cavaliers - Thunder (wyjazd)

Eleczka sezonu: Cavaliers - Warriors (dom) i Cavaliers - Blazers (wyjazd)

Kosz sezonu: Zwycięski lob z Nets

Wpadka sezonu: Ognista kula w Filadelfii

Cieszynka sezonu: Po domowej wygranej z Knicks

Podziw sezonu: J.R. Smith. Za brak odpałów, za niepodrywanie Rihanny, gdy była na meczach i za ponad 200 trójek pomimo fatalnego początku spowodowanego urazem palca.

Rózga sezonu: Kyrie Irving. Za każde bezsensowne zakozłowanie się i głupią minę w następstwie. Zły dobór dziewczyny odpuszczę, wszyscy to przechodziliśmy.

Doroczna nagroda imienia Diona Waitersa: Dion Waiters feat. Celine Dion vs. Cavaliers

Cytat sezonu: Złotousty J.R. Smith o włosach LeBrona - "Ciągle mu powtarzam, że nie można mieć wszystkiego. Czasem musisz poświęcić jedną rzecz i tak się stało, że w jego przypadku są to właśnie włosy. Gdyby ktoś powiedział, że da mi 600 milionów dolarów, ale musi zabrać mi włosy? Człowieku, bierz moje włosy!"

czwartek, 25 czerwca 2015
Startuje szalone lato w Cavaliers - analiza sytuacji

Adam Wałaszyński

Dziś Draft do NBA, który nie jest jednak dla Cleveland Cavaliers tak ważny jak w latach ubiegłych. Z dużo większym zaciekawieniem kibice "Winno-Złotych" spoglądają na rynek wolnych agentów, który wystartuje 1 lipca. Cavaliers mają dużo pracy do wykonania by utrzymać zespół, który otarł się o tytuł w tym sezonie i aby jeszcze wzmocnić go na tyle by wygrał dla Cleveland wyczekiwany tytuł.

Cavs podjęli póki co opcję zespołu jaka widniała w kontrakcie Timofeya Mozgova na sezon 2015/2016 i tym samym zatrzymali Rosyjskiego środkowego na świetnej pensji 4.9 mln $. To sympatyczny, ale oczywisty początek szalonego lata czekającego "Kawalerzystów", którzy mogą mieć nawet 10 własnych wolnych agentów.

Lada dzień klub oficjalnie przedstawi też oferty kwalifikowane dla Matthew Dellavedovy, Tristana Thompsona i Imana Shumperta, co uczyni ich zastrzeżonymi wolnymi agentami. Cavs będą mogli sami usiąść z nimi do stołu by wynegocjować nowe umowy, ale jednocześnie nabędą prawo by w ciągu trzech dni (nie tydzień, zmiana w nowym CBA)  wyrównać ewentualną ofertę, którą RFA podpiszą z innym zespołem.

Z opcji zawodnika zrezygnować mogą LeBron James, Kevin Love oraz J.R. Smith i prawdopodobnie przed 1 lipca wszyscy trzej się na to zdecydują, zostając niezastrzeżonymi wolnymi agentami. Podobną możliwość ma także Mike Miller, ale on raczej nie pogardzi gwarantowaną sumą 2 mln $ na kolejne rozgrywki, zwłaszcza, że w obecnej formie miałby problem w ogóle znaleźć klub za gwarantowane pieniądze.

W sposób naturalny kończą się z kolei umowy Shawna Mariona, Kendricka Perkinsa i Jamesa Jonesa. Marion podtrzymuje wcześniejsze stanowisko o zakończeniu kariery, a Perkins wydaje się być totalnie zbędny w obliczu powrotu Andersona Varejao. Bardziej złożona jest sprawa „Champa”, który nieoczekiwanie był najbardziej produktywnym weteranem w ostatnim sezonie i można sobie wyobrazić jego powrót. Nie sprzyja mu jednak matematyka, bowiem zakładając, że drużyna zostanie wzmocniona, a dodatkowo może dojść pierwszoroczniak i ktoś z wymiany - będzie miejsce tylko dla jednego z dwójki Miller/Jones, czyli sprawa jest dla Jonesa niekomfortowa.

Dużą kartą do rozegrania pozostaje mityczny kontrakt Brendana Haywooda. Przypomnę, że jest to 10.5 mln $ opcji drużyny, z czego gwarantowane są tylko 2 jeśli zostanie zwolniony przed 1 sierpnia 2015. Jest to więc de facto miejsce w salary-cap dla drużyny, która tego miejsca nie ma. Przeczytaj: Kto w Drafcie? Piątka na celowniku Cavs

W tym momencie do gry wkracza dzisiejszy Draft do NBA. Pojawiły się pierwsze plotki, że Cavs próbują już handlować umową Haywooda opakowaną w 24 pick, którym dysponują. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że na mocy Stepien Rules - nie mogą wymienić picku przed Draftem, bowiem przyszłoroczny wytransferowali do Boston Celtics, a liga zabrania pozbycia się dwóch własnych z rzędu. Jest to przepis, który powstał w dużej mierze w oparciu o wyczyny byłego właściciela Cavs Teda Stepienia, rozdającego picki na lewo i prawo na lata do przodu. Można go jednak łatwo obejść dokonując wymiany tuż przed selekcją bądź po prostu umówić się z kimś na wymianę i wybrać tego kogo sobie życzy, a detale dopracować później. O tym kontrakcie jeszcze trochę niżej. Teraz  przyjrzymy się szczegółowo temu co się zbliża…

Posprzątać własne podwórko

Zatrzymanie trzonu obecnej drużyny jest kluczowe. Cały projekt z powrotem LeBrona byłby pozbawiony sensu, gdyby teraz budować mu nowe otoczenie i wyrzucić trudny, ale owocny sezon 2014/15 na śmieci. Sam LBJ najpewniej wyoptuje, ale zrobi to z przyczyn czysto technicznych, tak aby już za rok podpisać lukratywną umowę w nowym salary-cap i zostać najlepiej zarabiającym zawodnikiem w lidze.  Sportowo nigdzie się nie wybiera, więc przyjrzymy się po kolei tym, którzy rzeczywiście wchodzą na rynek.

Kevin Love. Największa zagadka od samego początku. Odejdzie czy zostanie? Woli trzecią opcję i wygrywanie, czy nabijanie statystyk i ładną pogodę? Wychodzi z chłopakami po treningach czy trzyma się z boku? Dlaczego nie ma go na zdjęciach z instagrama? I tak dalej, i tak dalej - stos plotek, które właściwie w 95% nie są miarodajne. Wiadomo, że sprawa Love'a, który ma za sobą trudny sezon, może być punktem zwrotnym tego offseason w Cleveland. Kevin kilka razy deklarował między wierszami, że chce zostać, ale żeby to było sakramentalne tak dla Cavs to też nie można powiedzieć. Na pewno dużo dzieje się w głowie tego chłopaka - widzi, że będzie tym trzecim i może mieć problemy w łapaniu się do All-Star, ale jednocześnie zauważa jak daleko drużyna zaszła bez niego i ile ma tutaj do wygrania. Stanowisko Cavaliers jest jasne - chcą Love'a zatrzymać. Jest to zrozumiałe, zwłaszcza, że oddano za niego dwie jedynki Draftu plus pick, a wewnątrz klubu panuje przekonanie, że CC są lepsi z nim.

Będzie to kosztowało. Cavs mają prawa Birda do Love’a, więc mogą mu zaproponować 5-letni kontrakt zamiast 4-letniego jak inne ekipy. Maksymalny kontrakt, czyli ponad 100 mln $ na 5 lat wydaje się być właśnie tą ceną, którą przyjdzie zapłacić za zatrzymanie Kevina i w Cleveland mają tego świadomość. Love nie jest w tej chwili wart takich pieniędzy, ale wie, że wciąż może licytować się magią nazwiska i tym, że prawdopodobnie i tak znalazłby się klub dający mu maksa (tylko 4-letniego). Cavaliers wiedzą z kolei, że dużo oddali i powoli kończą im się możliwości operowania składem ze względu na rosnącą listę płac. Długoterminowe związanie się z Love'm to zawsze szansa na jakąś wymianę i utrzymanie formatu BIG-3 z kimś innym w "roli Bosha".

Love może oczywiście wziąć swoją opcję i zobaczyć jak jego sytuacja boiskowa rozwinie się w następnym sezonie i wejść na tłusty rynek z powiększonym salary w 2016 roku. Jest to jednak o tyle ryzykowne, że mógłby stracić wspomnianą magię nazwiska, a nikt nie będzie się o niego zabijał jeśli do wyjęcia będzie na przykład Kevin Durant. Długoterminowe zabezpieczenie wydaje się być z jego punktu najkorzystniejsze, a Cavaliers nie mają wielkiego wyboru - chcą przecież wygrać tytuł.

Wariantem nie do całkowitego wykluczenia jest jeszcze sign-and-trade Love'a, ale żeby nie stracić na tym koszykarsko, to chyba jedyną opłacalną opcją byliby Blazers i LaMarcus Aldridge. Pokazywały się wiosną informacje, że Aldridge byłby gotów wskoczyć w buty Love'a, gdyby ten odszedł. Kevin mógłby być zainteresowany grą w Portland, bowiem dorastał w tamtejszych okolicach, a perspektywa dowodzenia, razem z Lillardem, solidną ekipą to lepszy pomysł niż Lakers, czy Celtics.

Aktualizacja: Zgodnie z przewidywaniami – Kevin Love zrezygnował z ostatniego roku kontraktu.

Tristan Thompson. Moim zdaniem sprawa jest dużo mniej skomplikowana niż się ją rysuje. Thompson dostanie potężne pieniądze i kropka. Maksymalne, albo niewiele mniej. Cavs są więźniem świetnych występów "Double T" w playoffs, a całą sytuację pogarsza fakt, że Tristan ma tego samego menadżera co LeBron James. Pytanie tylko, czy dogada się z Cleveland od razu, czy Thompson najpierw podpisze offer-sheet gdzieś indziej, która błyskawicznie zostanie wyrównana. Prędzej wyobrażam sobie scenariusz, w którym Cavs puszczają za darmo Love'a, niż Thompsona. Warto pamiętać, że Thompson będzie mógł podpisać tylko 4-letni kontrakt, bowiem jedyne dostępne przedłużenie 5-letnie, tzw. designated player extension, zostało wykorzystane rok temu na Kyrie'go Irvinga. Tristan będzie oczywiście koniec końców przepłacony, ale liga widywała gorsze kontrakty. Ten z pewnością da się ukryć w nowym salary, a "Double T" stanowi polisę ubezpieczeniową i w najgorszym wypadku jest jednym z najlepszych wysokich w lidze, którzy grają z ławki.

Iman Shumpert. Kolejny z klasy 2011, która po czterech debiutanckich sezonach wychodzi teraz po swoje wypłaty. "Shump" to fajny gość, który jest wręcz idealnie skrojonym zadaniowcem do drużyny LeBrona. Ultra-szybkie ręce, świetna obrona na piłce i solidna trójka to coś co jeszcze 20 lat temu było normą, ale dziś jest w cenie. W rookie year wydawało się, że Shumpert to nawet przyszły All-Star, ale wrócił na ziemię po poważnej kontuzji kolana i rola startera niepotrzebującego piłki to właśnie jest jego przeznaczenie. 32 mln $ na 4 lata wydaje się być uczciwą propozycją. Jest naturalnie zawsze rynek na tego typu usługi, ale faworyci szukający 3-and-D najczęściej wybierają tanich weteranów. Ponadto ciężko w tej chwili znaleźć drużynę, dla której miałoby sens wyłożyć 10, czy 12 mln $ rocznie dla Shumperta. Daje to Cavs i możliwość przeczekania początkowych wyższych żądań zawodnika.

J.R. Smith. "Swish" zaczął offseason po swojemu, czyli nieźle już namieszał. Kilka godzin po zakończeniu Finałów zapowiedział, że planuje odstąpić od ostatniego roku swojej umowy, opiewającego na ponad 6 mln $ i wejść na rynek. Niedawno ukazała się z kolei informacja, że może jednak podjąć opcję gracza. Ciężko przypuszczać, że Smith mógłby dostać gdzieś więcej niż 6 milionów, więc może mu po prostu zależeć na długości kontraktu i byłby skłonny wejść w coś w stylu 15 na 3. Zawodnik jasno deklaruje, że chciałby zostać w Cleveland, gdzie jego kariera odżyła tej zimy. Cavaliers nie znajdą z kolei na rynku lepszego strzelca ze swoim mini mid-level, więc szanse na dogadanie się obu stron są bardzo wysokie.

Aktualizacja: J.R. odstąpił od ostatniego roku, ale obie strony zainteresowane są nową umową.

Matthew Dellavedova. "Delly" napisał swoją własną historię podczas playoffs, gdy musiał zastąpić Kyrie Irvinga. Jest to jednak jedna z tych historii-pułapek, w którą nie mogą dać się złapać Cavaliers. Dellavedova to jeden z graczy, których kibice kochają. Jest bezkonfliktowy, zagra wszystko co nakaże trener, twardo broni,  a do tego na parkiecie zostawi całe serce i wnerwi kilku rywali. Nie możemy jednak zapominać, że to nadal chłopak z dużymi ograniczeniami fizycznymi, stosunkowo nieregularnym rzutem, a jego dużą siłą było prześmiewcze postrzeganie ze strony rywala, które po tej wiośnie niewątpliwie się zmieni. Matthew może jak najbardziej w drużynie zostać (nie więcej niż 3-4 miliony rocznie), ale Cavs potrzebują jeszcze jednego rozgrywającego.

Wzmocnienia

Zakładając, że Cavaliers zatrzymają swoich wolnych agentów, którzy stanowili trzon w zakończonym sezonie, a skład uzupełnimy o tych, którzy są aktualnie pod kontraktami i nie wliczamy potencjalnej wymiany za kontrakt Haywooda – pozostają cztery wolne miejsca w składzie na 2015/2016.

Kyrie Irving / ???/ Matthew Dellavedova

Iman Shumpert / J.R. Smith / Joe Harris

LeBron James / ??? / Mike Miller

Kevin Love / Tristan Thompson / ???

Timofey Mozgov / Andy Varejao / ???

Gołym okiem widać kilka potrzeb, z czego najważniejsze wydaje się znalezienie zmienników z prawdziwego zdarzenia dla Irvinga i Jamesa. Nie zaszkodzi dodanie jeszcze jednego podkoszowego, którym najpewniej będzie weteran lub rookie, bowiem nominalna podkoszowa czwórka praktycznie nie zostawi żadnych minut. Jedno miejsce warto też zachować na atrakcyjna marcową deadline zwolnień.

Kyrie potrzebuje backupu, który zdejmie z niego wiele niepotrzebnych minut jakie przyjmował w sezonie zasadniczym, a jednocześnie potrafi wykreować swoją własną ofensywę, czyli coś czego nie umie niestety poczciwy "Delly". Idealnym rozwiązaniem wydaje się być Mo Williams, który jest czołowym zmiennikiem na pozycji numer jeden w lidze. Jeśli wierzyć doniesieniom, Mo jest więcej niż zainteresowany ewentualnym powrotem do Cleveland i dokończeniem u boku LeBrona tego, czego nie byli w stanie zrobić w latach 2008-2010. Williams nie był gotów udźwignąć roli głównego pomocnika Jamesa w tamtych czasach, ale jako drugi rozgrywający pasowałby wybornie. W Charlotte Hornets pokazał, że wciąż ma wiele paliwa w baku i potrafi nawet wejść do piątki w przypadku kontuzji. Finansowo prawdopodobnie udałoby się wypracować kompromis gdzieś na poziomie 3 mln $, najpewniej w konstrukcji 1+1, czyli pierwszy rok gwarantowany oraz opcja gracza na drugi. Wydaje się to być więcej niż małżeństwo z rozsądku i szanse na powrót Mo do Cleveland są wysokie. Inne ciekawe opcje to Jameer Nelson, Beno Udrih, czy CJ Watson.

LeBron James pokazał, że tak naprawdę nie potrzebuje zmiennika, ale Cavs powinni być na tyle rozsądni by nadal monitorować jego minuty i zapewnić jak najwięcej odpoczynku w sezonie zasadniczym. Shawn Marion kończy karierę, Mike Miller ledwo chodzi, więc nie zaszkodziłoby dodać backup na niskim skrzydle. James w playoffs i tak prawie nie będzie schodził z parkietu, dlatego można te minuty tymczasowo rozdzielić między Smitha i Shumperta, włączyć bardziej Joe Harrisa, czy znaleźć pierwszoroczniaka w drafcie, ale zmiennik z definicji to wartość sama w sobie. Pojawiają się pierwsze plotki o zainteresowaniu usługami Mike'a Dunleavy'ego, który startował w Chicago Bulls, ale "Byki" chcą postawić w swoim nowym otwarciu na Tony Snella. W zasięgu Cavaliers powinny być również tak wielkie kiedyś nazwiska jak Tay Prince, czy Richard Jefferson. Ponadto, ze świetnej strony w Wizards pokazywał się momentami Rasual Butler, a Landry Fields chciałby odkurzyć karierę poza Toronto.

Jeśli chodzi jeszcze o kontrakt Haywooda - Cavs zapowiedzieli, że wykorzystają go do wzmocnienia zespołu i nie liczą się z kosztami. Proponuję jednak na lipiec zostawić plotki o tym, że Dwyane Wade wybiera się do Cleveland ponieważ jego ojciec nosił koszulkę Cavs w tamtym tygodniu i zrobiono mu zdjęcie.

Jedna z bardziej wiarygodnych informacji mówi o tym, że San Antonio Spurs oferują Tiago Splittera i Patty Millsa za Haywooda. Pozwoliłoby to Spurs zwolnić dużo miejsca w salary, by powalczyć później o LaMarcusa Aldridge’a. Właśnie taka koncepcja SAS ma ponoć hamować zapędy Cavaliers do wymiany. CC nie chcą pomagać rywalom do tytułu i sami w dalekiej perspektywie myślą o podkoszowym Blazers. Inne z głośniejszych nazwisk na wylocie w tym zasięgu lub po minimalnych korektach to m. in. David Lee, Nene, czy Danilo Galinari.

Będzie się działo! LeBron powinien odłożyć wakacje chociaż do połowy lipca i zacząć dzwonić. Dokładnie w ten sposób ak kiedyś zadzwonił do Shane'a Battiera z krótkim komunikatem: "Cześć. Tutaj Król James. Wbijaj do nas".

@_adasz_

środa, 24 czerwca 2015
Po Finałach, a przed Draftem, czyli słów kilka o Cavs...

Adam Wałaszyński

Minął tydzień od zakończenia NBA Finals 2015, gdzie Golden State Warriors pokonali Cleveland Cavaliers 4-2 i sięgnęli po pierwszy tytuł mistrzowski od 40 lat, podczas gdy Cavs jeszcze przynajmniej rok muszą poczekać na pierwszy w ogóle. Siedem dni to już całkiem sporo czasu, by iść się dobrze napić, spędzić weekend z piękną blondynką, czy zrobić sobie detoks od twittera. Jednym zdaniem – wytwarza się sporo przestrzeni, żeby spojrzeć na wydarzenia z pewnej perspektywy.

Cavaliers przegrali. Koniec. Kropka. To musi boleć. I boli.

Jeśli jednak spojrzymy na temat przez pryzmat wszystkich okoliczności i z uwzględnieniem całego sezonu – Cavs zaliczyli najlepsze rozgrywki w swojej historii. I docenimy to. Jeszcze nie dziś, nie za tydzień, ale czas pokaże, że docenimy.

James i spółka byli dwa mecze od tytułu. Wszystko bez Kyrie Irvinga i Kevina Love’a. Wcześniej wypadł Anderson Varejao, a pięć miesięcy przed finałową serią byliśmy na minusie. Dodatkowo, drużyna praktycznie była bez ławki, którą stanowili głównie weterani będący już po drugiej stronie rzeki. W tym całym zamieszaniu jest jeszcze Blatt i jego kwestionowane przywództwo, choć organizacja nadal stoi za nim murem.

Ekipa ma niesamowity potencjał kadrowy, właściciela, którego nie przeraża, że za chwilę może pobić rekord w płaceniu podatku od luksusu, a najlepszy koszykarz świata będzie na misji cały następny sezon. Trzon zespołu zgrał się już na tyle, że powinien od początku rozgrywek 2015/16 przypilnować zasadniczego i powalczyć o najlepszy bilans w całej lidze, który dałby komfort pełnego home court advantage w playoffs.

O rynku wolnych agentów trochę więcej jutro, a tymczasem jeszcze kilka wniosków

1. Nie dało się tego wygrać, po prostu się nie dało. Warriors byli skazani na tytuł w tym roku. Od początku do końca w uderzeniu, żadnych kontuzji, łatwa jak na Zachód drabinka. Do tego niesamowita głębia składu, która pozwalała na dowolne mieszanie rotacją i najróżniejsze adjustments w wykonaniu Steve'a Kerra.

2. Cavs mogli w jakimś stopniu przegrać Finały w czwartej kwarcie trzeciego meczu, gdy pozwolili Warriors wrócić z -20 punktów. „Kawalerzyści” ostatecznie wygrali, ale „Wojownicy” odzyskali wtedy rytm i przełamali wolne tempo forsowane przez Cavs. Dobrą zmianę dał też David Lee, który na stałe wskoczył wtedy do rotacji.

3. J.R. Smith nie jest winowajcą porażki. „Swish” jest grillowany za Finały, ale moim zdaniem niesłusznie. Niesprawiedliwe jest wymaganie od niego by był drugą opcją w ataku, bo wtedy cofamy się w czasie do jego gry w New York Knicks. Wszyscy wiedzą jaki jest J.R. i że braliśmy go z całym dobrodziejstwem inwentarza. To prawdopodobnie najbardziej rasowy streaky shooter w lidze i nic w tej kwestii się nie zmieni. Znów będzie znakomity jako czwarta opcja w drużynie.

4. Weterani niewiele by zmienili. W trakcie Finałów pojawiła się informacja jakoby w organizacji było przekonanie, że Blatt powinien więcej używać Millera, Mariona, czy Perkinsa. Sam byłem w szoku, że najbardziej używalny z dziadków był James Jones, a nie powyższa trójka, która jeszcze rok temu była starterami na poziomie playoffs, ale takie są fakty. „Champ” prezentował równą dyspozycję całą wiosnę i mógł być fałszywą czwórką, więc grał. Miller jest totalnie wypalony i prawdopodobnie zabił go zeszły sezon, gdy do granic możliwości wyeksploatowali go Memphis Grizzlies. Mariona do końca bolała pachwina co Cavs rzekomo ukrywali, a Perkins byłby fatalnym matchupem, zwłaszcza odkąd Warriors zaczęli grać ekstremalnie nisko.

5. Nie możemy przesadnie zakochać się w tej drużynie. Podbiła nasze serca wolą walki i tym ile osiągnęła przy kontuzjach czołowych zawodników, ale wymaga wzmocnień. Nie można się kierować sentymentami, nawet wobec Matthew Dellavedovy jeśli „zaśpiewa” za dużo. Nie trzeba tego pokoju remontować, a jedynie odkurzyć.

Draft - przystawka, a nie danie główne

Przez cztery kolejne lata, Draft do NBA był najważniejszą datą w kalendarzu Cleveland Cavaliers. To jednak zmieniło się kiedy LeBron James wrócił z Miami Heat i poprowadził Cavs do drugiego w historii występu w Finałach ligi, które zarazem oznaczały koniec seryjnego przegrywania i piłeczek ping-pongowych. Cavaliers byli dwa zwycięstwa od swojego nowego celu, ale ich okno mistrzowskie powinno potrwać jeszcze kilka ładnych lat.

Rynek wolnych agentów to dla nowych „Kawalerzystów” najlepsza droga do poprawy, ale Draft wciąż pozostaje ważnym dniem. Posiadają 24 pick w pierwszej rundzie, który może zagwarantować im dobrego zadaniowca do rotacji, na tanim kilkuletnim kontrakcie debiutanckim. Może, ponieważ w Cleveland jeszcze nie wiedzą, czy zachowają swój wybór, czy też włączą go do wymiany, na przykład w kombinacji z kontraktem Brendana Haywooda. Pro-forma, CC mają jeszcze 53 wybór, czyli w drugiej rundzie.

Jeśli Cavs zatrzymają selekcję dla siebie, będą celować w rozgrywającego bądź w skrzydłowego. Wśród poszczególnych kandydatów do gry w Cleveland, najmocniej stoją akcje piątki zawodników. Oto krótkie przybliżenie ich sylwetek...

Delon Wright, PG/SG, College Utah, śr. 16 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst

23-letni Wright po kilkuletnich bojach i zmianie Uniwersytetu, przebił się wreszcie do pierwszej piątki Utah jako rozgrywający i pokazał się z dobrej strony na krajowej scenie.

Podczas, gdy jego rzut jest ciągle trochę nieregularny, Wright poprawił swoją trójkę z 22 na 35 procent w ciągu zaledwie roku i jest uznawany za tytana pracy i świetnego kolegę z zespołu. Nie dba o swoją rolę dopóki przynosi to korzyść drużynie, co czyni go świetnym kandydatem do Cavs.

Ponadto, obdarzony znakomitym na swojej pozycji wzrostem (196 cm), jest gotowym defensorem. Wykorzystuje zwinność do stopowania penetracji, a długość rąk do odcinania ścieżek podania. W Konferencji Wschodniej, zdominowanej przez obwodowych, uniwersalność Wrighta do krycia na obu niskich pozycjach może być nie do przecenienia. Wydaje się być gotowy na ligę również pod względem mentalnym. Jego mentorem w Utah był trener Larry Krystkowiak, a starszy brat Dorell od wielu lat gra w lidze (obecnie Portland).

Jerian Grant, PG/SG, College Notre Dame, śr. 17 punktów, 7 asyst i 3 zbiórki

Kolejny twardy i zaprawiony w boju combo-guard, z wszechstronnością oraz atletyzmem pozwalającym grać mu z powodzeniem na dwóch obwodowych pozycjach.

Penetrujący Grant atakuje obronę rywala po koźle, szuka punktów, ale potrafi również korzystać ze swojej dobrej wizji w kreowaniu kolegów. Były lider Notre Dame jest świetny w grze pick-and-roll, niezbędnej w dzisiejszej NBA i bywa produktywny w izolacjach.

Na dzisiaj solidny zmiennik, może urosnąć do większej roli jeśli jego rzut z dystansu stanie się bardziej systematyczny. Jest niestety szansa, że jakaś drużyna szukającego „bezpiecznego picku” na tej pozycji zabierze go przed 24 selekcją.

Rondae Hollis-Jefferson, SF, College Arizona, 11 punktów, 7 zbiórek i 2 asysty

Jeśli drużyny w NBA są cokolwiek bystre, Hollis-Jefferson nie ostanie się do 24 picku.

Biorąc jednak pod uwagę jak bardzo szuka się dziś szybkiego tempa i trójek - mogą przespać Hollis-Jeffersona, który najzwyczajniej w świecie nie potrafi póki co rzucać. 20 procent za trzy i 70 procent na linii przywołują skojarzenia z Michaela Kidd-Gilchrista, tyle tylko, że tym razem nikt nie myśli by na taki zestaw użyć picku w pierwszej piątce.

20-letni skrzydłowy Arizony, ma bardzo przystępny atletyzm, jest najlepszym obwodowym defensorem w tym Drafcie i największą przyjemność sprawia mu wyłączenie z gry najlepszego zawodnika rywala. Jest wysoki, silny i nie zna słowa strach. W ataku żyje głównie z kontr, gdzie może wykorzystać szybkość, ale kreatywność, panowanie nad piłką i siła pozwalają mu również punktować w grze na połowie, zwłaszcza jeśli pójdzie w pomalowane na swoją ulubioną lewą rękę.

Bardzo możliwe, że będzie długo pozostawać na tablicy Draftu bo GM’owie znów zaczną kombinować jak koń pod górkę. Tak jak wtedy, gdy Kawhi Leonard spadał w mockach, bo trafiał w San Diego trójki na 25-procentowej skuteczności, a Draymond Green wyleciał do drugiej rundy bo sądzono, że nie można przypisać mu pozycji.

Nie zawsze chodzi o to czego zawodnik nie może, a o to co potrafi.

Terry Rozier, PG, College Louisville, śr. 17 punktów, 6 zbiórek i 3 asysty

Pochodzi z Cleveland. W swoim pierwszym roku na uczelni dusił się za plecami Russa Smitha i Chrisa Jonesa, ale wykorzystał większą szansę w drugim i pokazał umiejętności na miarę wyboru w pierwszej rundzie w roli rezerwowego rozgrywającego.

Rozier to piekielnie zwinny zawodnik, który może dotrzeć w dowolne miejsce na boisku. Ponadto, ma świetny wyskok jak na tą pozycję, co pozwala mu kończyć w tłumie, czy rzucać sprzed twarzy kryjącego. Musi niewątpliwe poprawić swoją decyzyjność, bowiem tracił ponad dwa posiadania na mecz.

Jednocześnie, zadziorny obrońca, który wnosi wiele energii i przechwytuje dwie piłki.

Justin Anderson, SF, College Virginia, śr. 12 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty

Nie z Cleveland, ale z Cavaliers. Kolega Joe Harrisa z akademickich „Kawalerzystów”, który może mieć łatwy przeskok do NBA po tym jak przeszedł słynący z dyscypliny program Virginii. Ciało ma już gotowe na ligę zawodową – 198 centymetrów i 103 kilogramy. Ma rozmiar, siłę, długość i atletyczność, by grać naturalnego niskiego skrzydłowego.

21-latek przybywał do Virginia Cavaliers jako czołowy licealista w kraju, ale nie pokazał potencjału do czasu swojego ostatniego sezonu w NCAA. Dużo popracował przede wszystkim nad stylem rzutu, co pozwoliło poprawić trójkę z 30 procent na aż 45.

Ciągle miewa problemy z kreowaniem własnego rzutu, ale to bystrzak, który rozumie jak poruszać się bez piłki i rozbijać obrony rywala w akcjach catch-and-shoot. Anderson musi udowodnić, że jego postęp rzutowy nie jest przypadkiem, a defensywa jest dobra bez względu na system gry. Wtedy będzie znakomitym typem 3-and-D.

@_adasz_

czwartek, 04 czerwca 2015
Zapowiedź Finałów NBA II: Cleveland Cavaliers - Golden State Warriors! Walkę o mistrzowski tytuł czas zaczynać!

ZAPOWIEDŹ FINAŁÓW NBA - CZĘŚĆ DRUGA

 

Prześwietlenie rywala: Golden State Warriors

Sezon zasadniczy:

Bilans: 67-15 ( Dom: 39-2 | Wyjazd: 28-13 | Ostatnie 10: 8-2 )

Pozycja w Dywizji: 1 (Pacyfiku) i w Konferencji: 1 (Zachodnia)

Punkty średnio rzucane: 110.0 i punkty średnio tracone: 99.9

Rating ofensywny:  112.2 (2), rating defensywny: 101.8 (1) i P-PER48: 100.7 (1)

Playoffs 2015:

Bilans: 12-3 ( Dom: 7-1 | Wyjazd: 5-2 | Ostatnie 10: 7-3 )

1 Runda: 4-0 z Pelicans, 2 Runda: 4-2 z Grizzlies i Finał Konferencji: 4-1 z Rockets

Rating ofensywny:  107.3 (2), rating defensywny: 98.9 (4) i P-PER48: 96.6 (6)

 

Sezon zasadniczy i playoffs: Może to nasza mała wiara, a może uniknięcie serii z San Antonio Spurs, ale mało kto przypuszczał, że Warriors będą w stanie wyjść z konferencji. Przed sezonem dokonali jednej fundamentalnej zmiany - zwolniono Marka Jacksona, który co prawda był players-coach i zawodnicy go kochali, ale podobno wchodził w konflikty z wszystkimi współpracownikami - od właściciela, po sprzątaczkę. Generalnie wszędzie widział też spiski i kopanie pod nim dołków, więc zarząd mu podziękował, a swoich byłych podopiecznych będzie mógł obserwować ze stanowiska komentatorskiego stacji ABC/ESPN. Zastąpił go Steve Kerr, który podążył w odwrotnym kierunku i zarazem dokonał wyboru życia - biorąc Warriors zamiast New York Knicks. "Wojownicy" nie dokonywali wielkich zmian personalnych - za mid-level podpisali Shauna Livingstona. Justin Holiday, czy James McAdoo to raczej nabytki z myślą o przyszłości, a Leandro Barbosa raczej miłe zaskoczenie niż zaplanowany ruch. Kluczowy był rozwój "Splash Brothers" i zdrowy Bogut, mniej grymasił też przesunięty do piątki Barnes, a Iguodala z dużą klasą przyjął rolę pierwszego z ławki. Zmarginalizowany został za to David Lee, niegdyś filar klubu i maszyna do robienia double-double. W każdym bądź razie, wszystkie zagrało i GSW zaliczyli najlepszy sezon zasadniczy od czasu Chicago Bulls 1996.

W pierwszej rundzie bez większej historii rozprawili się z New Orleans Pelicans, którzy byli podekscytowani samym awansem do ósemki, a ozdobą serii był pościg Warriors w meczu numer trzy, gdy wrócili z -20 punktów w czwartej kwarcie. Postawili się natomiast Memphis Grizzlies, którzy jak wspomniałem wyżej - mieli pomysły, ale nie mieli wykonawców (albo tak inteligentnych jak Jeff Green) i po prostu zabrakło im jakości po obu stronach parkietu. Houston Rockets urwali ekipie z Oakland tylko jedno spotkanie, ale kto wie jak potoczyłaby się seria, gdyby byli w stanie wyrwać bardzo "winnable" Game 1 lub Game 2.

Lider: A Raczej dwóch. Steph Curry i tuż tuż za - Klay Thompson. Cóż można napisać? Biorą piłkę, kozłują, rzucają - trafiają. To jest właśnie tak proste. Dla nich. I tylko dla nich - obaj mają, bowiem braci, którzy za grosz nie potrafią zbliżyć się do ich poziomu. Co ciekawe, obaj próbowali swoich sił w Cavaliers, gdzie Mychel Thompson grał trochę w sezonie 2011-12, a Seth Curry przed rokiem. Ponadto, synowie byłych ligowców - Mychala Thompsona i Della Curry'ego. Niezły kawałek tego tekstu poświęciłem na potencjalne koncepcje stopowania "Splash Brothers", ale nic pomoże, gdy zaczną 'płonąć' na dystansie. Świetny przykład zbudowania fundamentów przez Draft, mogą zakończyć kariery jako najlepszy obwodowy one-two-punch w historii ligi.

Zespół: Gdy Curry i Thompson pudłują, Steve Kerr ma do dyspozycji jeszcze całą masę utalentowanych postaci. Nie wiem, czy Draymond Green to faktycznie max-player, a nie kolejny produkt systemu, ale pasuje w Bay Area znakomicie i jego rozwój jako picku drugiej rundy draftu 2012 jest po prostu imponujący. Wygryzł z piątki 15 razy lepiej opłacanego Davida Lee i wychodzi pod koszem obok Andrew Boguta, który nieoczekiwanie jest w tym towarzystwie jedyną jedynką naboru (2005). Pozycję startera ugruntował sobie wreszcie Harrison Barnes, który około 5 lat temu uchodził za jednego z wielu drugich LeBronów. Zweryfikowała go już trochę NCAA, a bardziej dwa pierwsze lata w lidze, ale chłopak grać absolutnie potrafi i do atletyzmu dodał ostatnio grę w post-up. Z ławki przede wszystkim wszechstronny Iguodala, który wciąż w wielu ekipach grałby w piątce i wielki charakter Shaun Livingston (Cavs w 2012/13). Po kontuzji wraca inny były "Kawalerzysta", czyli Mo Speights, który jest jednym z najdziwniejszych zawodników w lidze i chwilami wygląda jak All-Star, by za moment spudłować pięć kolejnych posiadań. Kilka punktów wnosi zwykle też Leandro Barbosa, najbardziej ograny z "Wojowników" i jeden z tych zawodników, którzy podejdą pod 1000 meczów w karierze, mimo, że w 950 byli niezauważeni. Boguta na kilka minut zmienia Festus Ezeli, a Justin Holiday, czy Brandon Rush to w obecnej rotacji Warriors raczej królowie garbage-time.

Pełna głębia składu Golden State Warriors przedstawia się następująco:

 PG: Steph Curry / Shaun Livingston / Justin Holiday

SG: Klay Thompson / Leandro Barbosa / Brandon Rush

SF: Harrison Barnes / Andre Iguodala / James McAdoo

PF: Draymond Green / Mo Speights / David Lee

C: Andrew Bogut / Festus Ezeli / Ognjen Kuzmic

w rotacji / poza rotacją / pogrywa / w rotacji, wraca po kontuzji

 

Seria w liczbach:

Golden State Warriors...

- Są najlepiej rzucającym zespołem w playoffs z efektywnym procentem trafień z gry na poziomie blisko 53%. Jednocześnie, są jedyną ekipą, która ma ten wskaźnik na ponad 50% jeśli liczyć trafienia spoza pola trzech sekund.

- 35.8% z ich oddanych rzutów to trójki, których odpalają jeszcze więcej niż w sezonie zasadniczym (31.1%). Cavs są jednak tuż za GSW - 35.6%.

- Popełniają średnio 15.7 strat na 100 posiadań, najwięcej w playoffs, ale zarazem są najlepsi po stratach przeciwników i w szybkich wyjściach po pudłach, bowiem rzucają średnio 21.6 punkta w kontratakach. 

- Notują najwięcej tak zwanych asyst hokejowych - 8.1 na spotkanie.

- Stawiają średnio 42 zasłony na mecz dla posiadającego piłkę, najmniej wiosną. Jednakże, Draymond Green postawił aż 228 zasłon dla Stepha Curry'ego i jest to najwyższy wynik pomiędzy kolegami z tego samego zespołu. W tej kombinacji Warriors zdobywają śr. 1.20 punkta na posiadanie, co jest 3 rezultatem wśród tych duetów, które zaliczyły między sobą co najmniej 50 zasłon.

- Mają bilans 56-0 (9-0 w playoffs), gdy w którymkolwiek momencie meczu wychodzą na co najmniej 15-punktowe prowadzenie.

- Stephen Curry trafił o 28 trójek więcej niż jakikolwiek inny zawodnik. Prowadzi zarówno w trójkach pull-up (79) i w catch-and-shoot (86). Ponadto, ma obłędną skuteczność 12/13 z lewego narożnika boiska.

- Wypunktowują rywali o 13 oczek na 100 posiadań, gdy Draymond Green jest na parkiecie i są ogrywani o śr. 8.5 punkta, gdy Green siedzi na ławce. To największa tego typu różnica wśród zawodników, którzy rozegrali co najmniej 200 minut w tych playoffs.

- 93 procent (74/80) z rzutów Greena z wyskoku było niekontestowanych, co stanowi najwyższy taki przelicznik wśród graczy, którzy oddali co najmniej 50 jumperów. Zarazem, trafił tylko 19 z tych 74 (26%) i jest to drugi najgorszy procent skuteczności po Marcu Gasolu z Memphis.

- Andre Iguodala może się pochwalić ratio asyst do strat na poziomie 6.38 (51 ostatnich podań, 8 straconych piłek) i jest to najlepszy wynik biorąc pod uwagę tych, którzy zagrali przynajmniej w 8 meczach w 2 rundach.

- Trójka: Iguodala (80%), Barnes (76.9%) i Bogut (73.9%), mieści się w pierwszej piątce najskuteczniejszych w zastrzeżonej strefie (przy oddaniu co najmniej 25 rzutów).

Cleveland Cavaliers...

- Stopują swoich przeciwników na poziomie 45-procent efektywnej skuteczności z gry, co jest najlepszym przelicznikiem w playoffs. Ponadto, są jedynym zespołem, który trzyma rywala poniżej 30% na dystansie.

- Są najlepiej zbierającym w ataku zespołem. Przejęli kontrolę nad 29-procentami piłek dostępnymi na tablicy przeciwnika, a ogromny w tym udział duetu Thompson-Mozgov. Posiadają do spółki aż 26 z tych 29% i obaj mieszczą się w pierwszej trójce najlepiej zbierających w ataku (TT - 1, TM - 3).

- Najlepiej spisują się do przerwy z wszystkich ekip w playoffs. Wypunktowują przeciwników średnio o 15 oczek na 100 posiadań.

- Zdobywają najlepsze w playoffs 1.27 punkta na posiadanie w akcjach przejściowych.

- Lubią wykorzystywać zegar akcji do maksimum. W ostatnich 6 sekundach akcji oddali 24% ze wszystkich swoich rzutów, co stanowi największy procent w playoffs. LeBron sam oddał aż 81 takich prób, o 27 więcej niż ktokolwiek inny.

- Rzucają średnio 111.5 punkta na 100 posiadań, gdy J.R. Smith jest na parkiecie, a pozwalają na jedynie 92.9 na 100, gdy gra również Timofey Mozgov. Wypunktowują z kolei oponentów o 13.8 punkta na 100 posiadań, gdy po boisku biega Iman Shumpert. Wszystkie trzy wskaźniki są najlepsze wśród tych, którzy zagrali co najmniej 8 meczów na przestrzeni 2 rund playoffs.

- LeBron James ma tylko 23% efektywnej skuteczności w rzutach pull-up (najgorzej z tych, którzy oddali co najmniej 50 prób), wliczając w to 5/45 w pull-up trójkach i 21/97 w dwójkach.

- Jednocześnie, James ma najwięcej wjazdów pod kosz w playoffs (średnio 14.7 na mecz) i najczęściej izoluje (już 140 takich posiadań na wiosnę).

- Lider Cavs ma też najwyższy procent (78.9%) w wykorzystanych szansach na zbiórkę. To najlepszy wynik spośród zawodników, którzy mieli co najmniej 5 szans na mecz na zebranie piłki.

- LBJ króluje jak zwykle w ratingu 'używalności' - 36.4% to jego najwyższy wskaźnik w karierze. Cavs potrzebują go bardziej z rundy na rundę (32% z Celtics, 38% z Bulls i 39% z Hawks) oraz najmocniej w czwartej kwarcie (43% w porównaniu 34-procentową 'używalnością' przez pierwszej trzy odsłony meczu).

- Kyrie Irving ma efektywny procent skuteczności z gry na poziomie 80%, gdy nie jest kontestowany. To najlepszy wskaźnik, gdy mierzymy tych, którzy oddali przynajmniej 25 rzutów. Irving miał 6/12 za dwa i trafił także aż 19 z 31 otwartych trójek.

- LeBron notuje w playoffs średnie na poziomie 27.6 punkta, 10.4 zbiórki oraz 8.7 asysty. Jest pierwszym koszykarzem w historii NBA, który dociera do Finałów ze statystykami na poziomie 27/10/8.

Sezon zasadniczy i historia: Tak, odpowiedź na pytanie za 0,00001 punkta nagrody brzmi, że Warriors i Cavaliers nigdy nie grali ze sobą w playoffs. Jedni są w Finałach pierwszy raz od 40 lat, a drudzy... drugi raz. Co ciekawe, Cleveland i Golden State najlepsze wspomnienia ostatnich lat wiążą wspólnie z 2007 rokiem, gdy Cavaliers premierowy raz wygrali Wschód, a Warriors ery Barona Davisa ośmieszyli rozstawionych z jedynką Dallas Mavericks. Ok, historycznie łączy ich jeszcze fakt, że LeBron James i Steph Curry urodzili się na tej samej porodówce w Akron.

Biorąc pod uwagę, że James znaczy dla Cavs wszystko i jeszcze trochę więcej - nie ma większego sensu wracanie do styczniowego meczu w Oakland, który Warriors gładko wygrali. Jakimś miernikiem może być 110-99 dla CC z 26 lutego, ale ze względu na Kevina Love'a gra Cleveland była wtedy trochę inna. Najlepiej wszystko podsumowuje fakt, że obecna piątka Cavaliers zagrał łącznie... półtorej minuty przeciwko Golden State w zasadniczym.

Właściwie to znów najtrafniej będzie po prostu trochę pobawić się liczbami...

- LeBron uzyskał 42 punkty w 36 minut w lutowej wygranej. Miał także 68-procentową efektywną skuteczność, a Cavs byli +9 z nim na boisku.

- Warriors zapisali w obu meczach aż 67 asyst, a Cavaliers tylko 28.

- Kyrie Irving trafił 3 z 16 rzutów w polu trzech sekund i 12 z 24 poza nim.

- Draymond Green był 9/9 w strefie zastrzeżonej i 0/10 za trzy.

- Cleveland w jednym i drugim meczu było lepsze na tablicach (łącznie 96-88).

- David Lee zdobył w sumie 28 punktów w obu pojedynkach, co stanowi jego najlepszy wynik w sezonie przeciwko zespołom ze Wschodu.

- 26 lutego Stephen Curry i Klay Thompson byli wspólnie raptem 10/30 z gry.

- Cavs mieli tylko 80 punktów na 100 posiadań podczas 25 minut, które na parkiecie spędzili razem Iguodala oraz Livingston.

Oraz spojrzeć jak Warriors bronili LeBrona w lutowym meczu, używając 4 graczy...

Andre Iguodala - LeBron 7 na 13 z gry i 21 punktów. "Iggy" był głównym opiekunem Jamesa, ale niewiele mógł zrobić przy świetnie dysponowanym tamtego dnia liderze Cavs. LBJ miał właściwie 6/8 z gry, a poprawiające statystyki Iguoadali 1/5 było już w momencie, gdy spotkanie było de facto rozstrzygnięte. Andre słabo radził sobie na pickach i odpadał na stawianych pod Jamesa zasłonach. Jedną z nich postawił Mozgov, a do pomocy zbyt wolno poszedł Speights, którego LeBron łatwo ograł i zapunktował. GRAFIKA 1 i GRAFIKA 2.

Harrison Barnes - LeBron trafił pod jego kryciem 3 z 5 rzutów, co przełożyło się na 10 punktów. Barnes zaczął na nim obie połowy, ale po tym jak James trafił 2 z 3 prób na początku trzeciej kwarty, skrzydłowy Warriors został odwołany ze służby. LeBron wykorzystywał na nim swoją siłę - upychają tyłem do kosza, bądź robiąc błyskawiczny obrót, gdy nie był podwajany. GRAFIKA 1 i GRAFIKA 2.

Draymond Green - LeBron miał 2/2 i 4 punkty. Green pilnował Jamesa tylko, gdy taka sytuacja powstała nagle na parkiecie. Wtedy więcej czasu spędzał pilnując Love'a, teraz powinno to się zmienić. Raz został mocno ubity w post-up. GIF.

Klay Thompson - LeBron był 2/4, zdobył 5 punktów. Thompson przejął LeBrona po Barnes'ie, jako eksperyment Kerra w trzeciej kwarcie. Miał jedną akcję, gdy przy pomocy swoich dobrych warunków fizycznych zastopował LBJ'a w kontrze. GRAFIKA 1 i GRAFIKA 2.

Pojedynek trenerski:

Jak wspomniałem, pierwszy raz od powstania ligi w 1947 roku, w Finałach zespoły poprowadzi dwóch trenerów debiutantów. Steve Kerr ma jednak liczne doświadczenie jako zawodnik, a David Blatt szkoleniowe z 25 lat pracy po całym świecie. Obaj pokazali w tych playoffs, że robią dobre korekty w trakcie serii i dopiero bezpośrednie ich starcie powie coś więcej. Kerr na pewno ma luksus posiadania głębszej ławki rezerwowych, z kolei Blatt - obytych weteranów.

 

Mój typ: 4-2 Cavaliers.

@_adasz_

Zapowiedź Finałów NBA: Cleveland Cavaliers - Golden State Warriors! Walkę o mistrzowski tytuł czas zaczynać!

Adam Wałaszyński

Wiele zostało od lipca powiedziane i napisane, ale koniec końców - jesteśmy tam, gdzie mieliśmy być. Cleveland Cavaliers drugi raz w swojej historii zagrają o tytuł mistrzowski, ale za rywala mają piekielnie silnych i dominujących w sezonie 2014/15 Golden State Warriors.

Dojście do NBA Finals 2015 wszyscy fani Cavs muszą z pewnością docenić. Na papierze wygląda to oczywiście tak, że wrócił LeBron i jest w swoim piątym finale z rzędu, ale nie upraszczajmy. Drużyna została totalnie przemodelowana i nie mówmy już nawet o ubiegłym sezonie, ale licząc choćby od dnia powrotu Jamesa. Ponadto, prowadzi ją trener, który brał posadę w przekonaniu, że ma służyć doświadczeniem i autorytetem dla grupki młodych wilków, a fakty są takie, że obecnie dowodzi grupą z wieloma weteranami, a jego przywództwo bywało kwestionowane przez media. Więcej? Była budowana na formacie "Wielkiej Trójki", ale swój wiosenny marsz przez Konferencję Wschodnią zawdzięcza przecież tak naprawdę znakomitej dyspozycji zadaniowców. Były problemy z Waitersem i trudna decyzja o rozstaniu, kontuzja Andersona Varejao, poddawany pod wątpliwość transfer J.R. Smitha, czy kwestionowana cena za Mozgova.

W pewnym momencie jednak wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, a Cavs byli klasą sami dla siebie w drugiej części sezonu zasadniczego. Jak burza przeszli też przez trzy rundy w konferencji, chociaż otrzymali potężny cios w postaci kontuzji Love'a oraz nieustającą niepewność w obliczu urazów Irvinga.

"W pewnym momencie sezonu byliśmy 19-20, a ja kontuzjowany, od dwóch tygodni oglądałem jak mój zespół zawodzi. Pisaliście wtedy, że chcemy zwolnić trenera Blatta, że szukamy nowego rozgrywającego, czy LeBron i Kyrie są w stanie grać ze sobą... wiele takich nagłówków. Będąc więc teraz tutaj, jako reprezentanci Wschodu w Finałach, czujemy się wyjątkowo - bardzo wyjątkowo." - potwierdza na konferencji prasowej LeBron James.

Cavaliers nie mają takiej historii jak Lakers, Celtics, czy Bulls i powinni się cieszyć z wywieszeniu banneru za Dywizję, za Konferencję, czy z tego, że zagrają w serii zamykającej sezon. Nie oznacza to jednak, że zawodnicy i ich fani czują się już syci. Nie, LeBron James nigdy nie jest syty... "Myślę, że wszyscy wiemy jak wiele lat minęło odkąd w Cleveland było ostatnio jakiekolwiek mistrzostwo. Można próbować o tym nie myśleć, nie skupiać się nad tym i powiedzieć, że nie o to chodzi, ale wszyscy wiemy jak jest." - dodaje LBJ.

"Ja, tym słabszym? Nieeeee..." - mówił z kolei James przed Finałami Konferencji, gdy jeden z dziennikarzy zapytał go, czy zgodzi się, że Atlanta Hawks są faworytem. Dziś zapewne powie to samo, jest liderem, nadaje ton, ale nie da się ukryć, że szeroko pojęty świat koszykarski stawia LeBrona i Cavs w pozycji underdoga. Można się z tą tezą nie zgadzać, ale ciężko się jej dziwić. Spójrzmy...

Rywalem Golden State Warriors, drużyna dyktująca warunki w NBA od samego startu sezonu. Podczas, gdy "Kawalerzyści" wychodzili na równy bilans w 40 spotkaniu, to "Wojownicy" byli już 34-6 i nieśmiało wspominano nawet o rekordzie Chicago Bulls, czyli słynnym 72-10. Nie przeszli przez żadną wielką transformację - zmodyfikowali tylko delikatnie dobrze znający się już skład, a znakomicie w całość wpasował się trener Steve Kerr. Omijają ich poważniejsze kontuzje i mają przewagę parkietu na całe playoffs, co jest o tyle istotniejsze, że hala Oracle Arena jest bez wątpienia najgłośniejszą w NBA i swoistą twierdzą.

Słabo? Bez przesady. Po pierwsze, najlepszy koszykarz na świecie wciąż nazywa się LeBron James i tego tytułu nie można odebrać jednym sezonem - nawet tak genialnym jak ten w wykonaniu Stepha Curry'ego. Dwa, wielu uważa, że Warriors nie przeszli jeszcze próby charakteru, której Cavs doświadczyli już parę razy. Naturalnie, mogą mieć szczęście do końca, nie dostać żadnego figla od losu i będzie to lukrowana historia od startu do mety, ale też nikt nie jest w stanie powiedzieć jak zareagują, gdy coś przestanie iść zgodnie z planem. Trzy - playoffs to inne granie niż sezon zasadniczy, a Finals jeszcze inne niż playoffs. Nikt ze składu Golden State nie dotarł nigdy tak daleko - wszyscy są debiutantami na tym poziomie rozgrywek. Cavaliers? W puli 18 wejść, a w tym 9 pierścieni. 

Warriors pozostają faworytem, ale zawodnicy Cleveland pokazali na przestrzeni całych rozgrywek coś więcej niż tylko koszykówkę. Być może zbyt śmiała jest teza - w oparciu o liderowanie Curry'ego i James'a - mówiąca o podobieństwie do mistrzowskiej serii z 1995 roku, gdy mistrz Olajuwon wziął na warsztat czeladnika O'Neala. Jednakże, porównywanie obecnych Cavs do składu z 2007 roku, też jest mocno nie na miejscu, nawet jeśli miałoby się skończyć tak samo.

Nie podoba mi się również robienie ze Wschodu na każdym kroku tych gorszych, którzy właściwie powinni rozkładać dywan Zachodowi. Jest to bez wątpienia konferencja silniejsza, również przez aspekty poza koszykarskie, ale często zbyt mityczna. Cavaliers wygrali 14 z 15 ostatnich spotkań z herosami z drugiej strony USA. Na palcach jednej ręki można też policzyć tych, którzy z niej wychodzą nie nazywając się Spurs lub Lakers, a ostatnie 10 Finałów to raptem 6-4 dla Zachodu.

Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieć piękne Finały. Jest aktualny MVP i 4-krotny były MVP. Są dwaj trenerzy debiutanci - pierwszy raz w historii, a jak ktoś lubi złośliwości - pierwszy raz od premierowego sezonu NBA. Mamy wreszcie zwycięstwo otwartej przyjemnej koszykówki, gdzie słynne powiedzenie "żyjesz z trójek, umierasz z trójek" trzeba na razie schować do szuflady, wszak zmierzą się dwie najczęściej rzucające z dystansu ekipy. Pierwszy raz do Finału dotarła też ekipa grająca z najintensywniejszym tempem (Warriors) i taka, która w pewnym momencie sezonu miała dopiero 20-ty rating defensywny (Cavaliers). Dodatkowo, Draft 2011, który miał być słabiutkim, będzie miał czterech przedstawicieli swojej klasy w wyjściowych piątkach (Irving, Thompson, Shumpert, K.Thompson), więc nic w tej lidzie nie działa ostatnio według schematów.

Największy smaczek? Ulubione słowo za oceanem - statystycznie. Golden State Warriors mają statystycznie najlepszy sezon od czasu Chicago Bulls z 1997 roku, a Cleveland Cavaliers są w playoffs statystycznie... lepsi od GSW, zarówno w ataku, jak i obronie. No to może po prostu zagrajmy?

Jak może wyglądać seria?

Nie będzie na pewno niczym mądrym pójście z "Wojownikami" na naparzankę zza łuku i sprawdzanie w trakcie meczu, czy bardziej rozgrzany jest tego dnia Irving i Smith, czy może Curry i Thompson. Cavaliers powinni poszukać podobnej koszykówki, co Memphis Grizzlies, którzy zafundowali Warriors trochę przygód w drugiej rundzie i bardziej błędy własne powstrzymały ich przed postawieniem GSW pod ścianą 3-1. Podopieczni Davida Blatta mają wszelkie narzędzia do tego, żeby wdrożyć podobny game-plan defensywny, a jednocześnie posiadają dużo lepszych wykonawców w ofensywie by nie musieć umierać w ataku. Pewną namiastkę mieli już w rywalizacji z Atlanta Hawks, która oczywiście nie ma takiej indywidualności jak Curry i rim-protectora w postaci Boguta, ale też wygrała 60 meczów w oparciu o dużo asyst i miotanie piłką z dystansu. Cavs eliminowali już wysokich i wolnych oraz szybkich i niskich - nie mają żadnego powodu, by przestraszyć się teoretycznie kompletnych Warriors.

Obok czysto koszykarskich x's-and-o's, bardzo ważny będzie właśnie czynnik psychologiczny, który często jest pomijany, zwłaszcza przez osoby, które nigdy nic nie trenowały. "Wejście" na Warriors, drobne prowokacje, wykazanie tego całego know-how jakie ma James i weterani, może się okazać nie mniej ważne niż rozrysowanie dobrej zagrywki. LeBron dał się zjeść psychicznie w 2011 roku, więc Jason Terry w pewnym momencie tamtej serii rzucał mu bezczelnie sprzed nosa i trafiał - właśnie tyle może zdziałać psychika. Dodatkowo, często przechodzi na cały zespół, stąd w tamtych Mavs były takie kwiatki jak życiowy Stevenson, celny Cardinal, czy Mahinmi wbijający punkty at the buzzer

Na pewno "coś" trzeba zrobić z Curry'm, będącym już w tym elitarnym wąskim gronie, które się chcę ograniczać, a nie zatrzymywać, bo tego zrobić się nie da. "Coś" jest najpewniej drugim imieniem Matthew Dellavedovy, który mógłby zapisać spektakularną kartę, gdyby widocznie ograniczył lidera Golden State. "Delly" lubi siadać na przeciwniku na całej długości boiska, za czym średnio przepada Curry, a także z zacięciem rozbija się z wysokimi na zasłonach, które stawiają jego matchup'owi. Mam taki szalony pomysł, żeby Irving grał z ławki, bowiem w piątce będzie ciężko go ukryć w obronie (Barnes?). O ile Kyrie zrobił postęp defensywny, to po pierwsze wciąż jest kontuzjowany, a po drugie - nie był to jednak progres milowy. Blatt raczej zacznie Finały z Irvingiem na starterze, więc najlepszą opcją na MVP ligi będzie Iman Shumpert. Jego umiejętności bronienia na piłce i szybka ręka do przechwytu, mogą być kluczowe. "Shump" bardzo dobrze switch'uje również na pick-and-rollach i ma świetne warunki fizyczne, które mogą zmniejszać Curry'emu możliwości wykreowania pozycji do szybkiego rzutu za linią, skąd karci najmocniej. Niewykluczone, że w pewnym momencie wkroczy po prosu James i spróbuje pokazać, że w zasadniczym oszczędzał się w "D" właśnie na takie momenty, a parę lat temu należała mu się nagroda DPOY.

Drugi ból głowy to Klay Thompson, który moim zdaniem potrafi się rozpalić rzutowo jeszcze bardziej niż Curry i ze względu na warunki być wszechstronniejszym w punktowaniu. Fajny, ułożony chłopak i aż się prosi by znów dużo pograć niskim składem, po to by rzucić na niego szalonego J.R. Smitha. Milczy się sporo o defensywie "Swisha", która schodzi na dalszy plan przy jego spektakularnych kontestowanych trójkach, ale J.R. naprawdę potrafi bronić na mistrzowskim poziomie. Oczywiście, jest zbyt zmanierowany żeby robić to od października do czerwca, ale przez cztery rundy na wiosnę? Jak najbardziej. W zależności od tego jak będzie rozkładać się opieka nad Curry'm, Thompsona kryć może także Shumpert, który powinien zaliczać kosmiczne minuty w serii. Na jego zdolność do bronienia bez piłki i biegania po zasłonach - co pokazał przy okazji matchupu z Korver'em - będzie duże zapotrzebowanie.

Co z kolei Warriors spróbują zrobić z LeBronem? Raczej nie wybiorą taktyki Bulls i Hawks, próbując więcej niż jednego defensora. Po pierwsze, Draymond Green był przez LBJ'a niemiłosiernie przestawiany w lutym, gdy James rzucił season-high 42 punkty, a po drugie - mają mnogość opcji. Jest jeszcze czołowy niegdyś w NBA lock-down defender Andre Iguodala, czy atletyczny Harrison Barnes, a warunki fizyczne mogą dać szansę nawet dla Shauna Livingstona. Nie można wykluczyć, że Steve Kerr nie będzie na początku podwajał LeBrona, by ten nie uruchamiał swoich strzelb zza łuku i sam pokazał, czy odzyskał czucie dystansu. "Chciałbym wierzyć, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Pewności jednak nie mam." - twierdzi Iguodala. "Kilku się udało, ale wielu poległo." - kwituje Green.

Bardzo ważna będzie bitwa o tablicę i trumnę. Cavaliers są 12-0 w tych playoffs, gdy zaliczają więcej zbiórek od rywali i nie trzeba mówić, że jest to zwykle pole do popisu dla Tristana Thompsona. "Double T" będzie miał jednak teraz przeciwko sobie inną maszynę do zbierania, czyli Draymonda Greena, który może nie wygląda, ale zbiera aż 11 piłek na mecz podczas wiosennej kampanii Warriors. Będzie też próbował wyciągać Tristana na obwód, ale warto dodać, że Kanadyjczyk zdał podobny egzamin już przeciwko Millsap'owi. Dodatkowo, mała ciekawostka - Green spudłował wszystkie 10 trójek przeciwko Cavs w regular-season.

"Kawalerzyści" i "Wojownicy" są też najlepszym przykładem tego jak ważna w mistrzowskich aspiracjach jest elitarna ochrona obręczy. Timofey Mozgov odmienił sezon Cavs po swoim transferze z Denver, a Warriors grają na poziomie swojego potencjału w dużej mierze dzięki temu, że wreszcie zdrowy jest Andrew Bogut. Rosjanin i Australijczyk są najlepszymi strażnikami kosza w playoffs i gdy są na parkiecie - ich drużyny pozwalają rywalom na około 10% efektywności mniej. Mozgov przepuścił tylko 37 z 91 piłek (40.7%) na obręczy, a Bogut 47 z 119 (39.5%). Obaj mają dość ograniczonych zmienników (Perkins - Ezeli) i wygrać pojedynek może ten, który później wpadnie w faule.

CZYTAJ DALEJ: ZAPOWIEDŹ FINAŁÓW NBA - CZĘŚĆ DRUGA

wtorek, 02 czerwca 2015
Dan Gilbert, czyli o właścicielu, który grosza nie żałuje

Adam Wałaszyński

Dziesięć lat temu Dan Gilbert kupił Cleveland Cavaliers za 375 milionów dolarów od rodziny Gundów i przejął stery w klubie. Po dekadzie, a zarazem w przeddzień walki o mistrzostwo NBA, warto przyjrzeć się temu, bez którego głębokiej kieszeni dotarcie do The Finals 2015 nie byłyby w ogóle możliwe.

Na konferencji ogłaszającej tamto wydarzenie sprzed lat, bohaterem był jednak kto inny - Usher, którego utwór "Yeah" leciał w tle z głośników. Znany piosenkarz został właścicielem mniejszościowym i miał za zadanie dać twarz celebryty oraz przyciągnąć uwagę mediów. Trzeba przyznać, że z tej roli wywiązał się bez zarzutów. Trochę gorzej było z identyfikacją z klubem, choć parę razy pojawił się na trybunach Quicken Loans Arena, między innymi po wygraniu konferencji w 2007 roku.

Dzisiaj, gdy po dekadzie Gilbert i Usher znów usiedliby w tym samym pokoju, to prawdopodobnie bardziej przyciągającym nazwiskiem byłoby to pierwsze, przynajmniej w Cleveland, czy Detroit. Poprzez spektakularne odejście LeBrona Jamesa do Miami w 2010 roku, Gilbert zyskał łatkę kontrowersyjnej postaci, głównie za sprawą listu, w którym "przejechał się" po liderze Cavs.

I chociaż 53-latek ludziom z zewnątrz wciąż kojarzy się przede wszystkim z tym wydarzeniem, to cieszy się jednak dużą przychylnością fanów Cavaliers, którzy doceniają jego zaangażowanie oraz chęć inwestowania w zespół. Gilbert wyrobił sobie również opinię miejscowego mecenasa, na dobrą sprawę pół-polityka, który odnowił szereg obiektów w centrum miasta i doprowadził do budowy kilku miejsc rozrywki, z kasynem na czele. W Cleveland otoczony jest taką aurą, że gdy pojawiły się plotki, że Jimmy Haslam, właściciel futbolowych Cleveland Browns, chciałby odsprzedać zespół - natychmiast w doniesieniach prasowych zaczęło krążyć jedno nazwisko... Gilbert.

No i jeszcze taki detal - sprowadził ostatnio LeBrona do domu.

Zgadza się, że była to głównie decyzja i chęć Jamesa, ale na koniec dnia to Gilbert schował swoje animozje do kieszeni, wsiadł w prywatny odrzutowiec i poleciał do LeBrona na Florydę, gdzie odbyli kilkugodzinną, głównie pojednawczą rozmowę.

"Jeśli w skali 1-10 oceniać stopień zaangażowania właścicieli to Mark Cuban (Dallas Mavericks) ma 10, a Dan jest zaraz za nim z 9." - przekonuje jeden z agentów.

Gilbert kupując Cavs w 2005 roku był jako biznesmen wyceniany na około 800 milionów dolarów. Dzisiaj jego majątek szacuje się na 4.7 miliarda, z czego 900 milionów to rynkowa wartość Cavaliers, a pozostałą pulę wypełniają firma Quicken Loans, sieć kasyn, małe drużyny sportowe, czy szeroko pojęta działalność deweloperska.

W skrócie - Gilbert miał całkiem niezłą dekadę.

Wraz z rosnącą popularnością i wartością biznesową, rośnie też jego zaangażowanie w organizację "Kawalerzystów". Chociaż zaprzeczy i oficjalnie stara się nie rzucać w oczy w pierwszym sezonie po powrocie LeBrona, to nie jest wielką tajemnicą, że Dan żyje drużyną jak nigdy wcześniej.

Mieszka ciągle na przedmieściach Detroit, ale jego odrzutowcem to żabi skok do Cleveland, gdzie często możemy go oglądać na domowych meczach w loży przy parkiecie. Jeśli nie może być na spotkaniu, to na twitterze organizuje zwykle jakiś konkurs dla fanów na swoje miejsce. Gilbert monitoruje wszystko - od wzoru koszulek (które ma zmienić od sezonu 2015/16 i wybrać projekt), po rzeczy które wyświetlają się w przerwach na tablicy świetlnej. Osobiście dogląda również jak w klubowej telewizji prezentuje się meczowa grafika. Cavs TV to w ogóle jego oczko w głowie odkąd przed sezonem 2006/07 - za duże jak na ten rynek pieniądze - wykupił z Pistons TV komentatora Freda McLeoda. Fred z Austinem Carr'em stworzył jeden z bardziej charakterystycznych duetów w lidze, a ich niektóre powiedzonka żyją własnym życiem.

Wraz z upływającymi latami, Gilbert czuje się też dużo bardziej komfortowo i kompetentnie w aktywnej działalności dotyczącej spraw personalnych. Jest na pierwszej linii frontu w negocjacjach transferowych, rozmowach kontraktowych, czy w czasie minionych draftów, gdzie doglądał workoutów i latał na loterię. Gdy GM Cavs David Griffin dopinał wymianę Kevina Love'a, to obok niego w pokoju siedział Love, jego agent i Gilbert właśnie. Nie jest też rzadkością, gdy Dan przejmuje rozmowy i negocjuje z agentami, czy dzwoni do innego właściciela klubu w sprawie wymiany.

Gilbert oficjalnie oczywiście zaprzeczy. Tak musi robić. O swoim silnym zaangażowaniu mówi jedynie tak: "Nie sądzę, że to właściwe określenie. Patrzę na pracę właściciela w charakterze zatwierdzającego główne projekty. Wierzę, że właściciel ma nakreślić filozofię, dewizę i kierunek działań. I pozwolić swoim ludziom działać."

Po czterech latach chudych, Cavaliers znów są na topie i zbudowali wokół LeBrona silniejszą ekipę niż kiedykolwiek w przeszłości. Natomiast co do tych kierunków i dewiz, to nakreślił jedną podstawową - wydawać ile się da i wygrywać ile się da.

Zawsze słynął z hojności, w latach 2007-2010 wydał 43 miliony na luxury-tax za przekroczenie ligowego progu podatkowego. Zrobił jednak coś czego inni właściciele nie robią - gdy drużyna znalazła się w przebudowie, nie zakręcił kurka z pieniędzmi. W lutym 2011 roku wziął na siebie 27 milionów dolarów, które pozostały z masywnego kontraktu Barona Davisa. Uczynił to tylko po to by w rozliczeniu wyciągnąć od Clippers niechroniony pick pierwszej rundy. W negocjacjach brał udział osobiście i nie chciał słyszeć o żadnej formie ochrony tego wyboru. Pick ten trzy miesiące później dał Cavaliers wygraną w loterii draftu i możliwość wyboru Kyrie'go Irvinga. Mówiąc wprost, za blisko 30 milionów Gilbert pozyskał jednego z członków dzisiejszej wielkiej trójki.

Rok temu, tuż przed końcem sezonu regularnego, spadła jak grom z jasnego nieba wiadomość, że Cavs podpisują niejakiego Scotty Hopsona, grającego w Turcji. Nie byłoby w tym nic dziwnego - w końcówkach zasadniczego pojawiały się już dziwniejsze postacie na ligowych parkietach - gdyby nie jeden maleńki fakt. Hopson dostał gwarantowany kontrakt na 1.35 mln $. Siedem meczów przed końcem! Gwarantowane pieniądze dla zawodnika znikąd w zamian za opcję drużyny w drugim roku umowy.

W ten sposób opcja została podjęta i Hopson w dzień draftu został wymieniony do Charlotte Bobcats za Brendana Haywooda, którego unikalna umowa stała się już wręcz legendarna. Haywood i jego niegwarantowane 10 milionów na sezon 2015/16, może być latem kluczowe do dużej wymiany albo do sign-and-trade wolnego agenta.

W tym sezonie Cavaliers napisali już historię ligi. Drużyna, która była 23 miliony poniżej salary-cap jeszcze w lipcu, jest teraz 18 milionów ponad nim i zarazem ponad progiem podatku od luksusu. W ciągu jednych rozgrywek. Nikt wcześniej tego nie dokonał i jest to niemal niewykonalne przy obecnym kształcie umowy CBA. Gilbert i Grffin wykorzystali jednak wszystkie możliwe wyjątki i wszystkie możliwe furtki.

W ten sposób do Cleveland dotarli Timofey Mozgov, Iman Shumpet i J.R. Smith, a z gwarantowanych umów oddano tylko Diona Waitersa. Staranne tworzenie wyjątków od salary (transfer z Boston Celtics Keitha Bogansa i oddanie go zaraz do Philadelphia 76ers) i umiejętne operowanie na pickach to były kluczowe czynniki. Dodatkowo, znakomicie rokuje to na przyszłość, bowiem drużyna z formatem BIG-3, musi umieć szukać każdej możliwej dziury w systemie, by wzmocnić skład mimo wielu ograniczeń.

Zatrzymajmy się jeszcze przy Mozgovie. Jednym z elementów w wymianie za Rosjanina, który odmienił podkoszową strefę Cavs, był pick Memphis. Cavaliers mieli go tylko dlatego, że Gilbert zgodził się w 2013 roku wziąć na siebie kontrakty Mo Speightsa i Wayne'a Ellingtona, gdy biedniejsi Grizzlies szukali cięć. Cena? Oczywiście pick i do schowka z tytułem "lepsze czasy".

Nie obyło się naturalnie bez wpadek. O ile Anthony'ego Bennetta udało się zamaskować oddaniem go do Minnesoty, a kontrakt Bynuma skonstruować tak by nie zaszkodził drużynie, to zabolało zwłaszcza podpisanie na 4-letnią umowę Jarreta Jacka.

Cavs dali się złapać na pułapkę roku kontraktowego, gdy Jack w sprzyjającym jego stylowi gry otoczeniu (Golden State) był jednym z najlepszych rezerwowych w lidze. Zmanierowany i zepsuty Jack często przechodził obok spotkań w Cleveland, łamał zagrywki, z uporem maniaka oddając najgorsze próby w koszykówce - dalekie dwójki z odchylenia. Konieczność pozbycia się go ze względów sportowych i przede wszystkim finansowych (by zrobić miejsce na pensję LeBrona) sprawiła, że do Boston Celtics trzeba było oddać pick pierwszej rundy z 2016 roku i rokującego centra Tylera Zellera.

Cóż, nie można mieć wszystkiego. Bardziej zaangażowany i mniej widoczny Gilbert puentuje: "Nauczyliśmy się trochę przez te 10 lat." Pora okazale uczcić jubileusz?

Nadchodzą zmiany w strojach

Cleveland Cavaliers dodadzą najpewniej cztery nowe wersje koszulek na następny sezon, wliczając w to pierwszy w historii trykot z rękawami. Dotarto do oficjalnego dokumentu Adidasa, który ujawnia nieco tajemnic marketingowych z rozgrywek 2015/16.

Koszulka z rękawkami ma mieć jakiś bliżej jeszcze nieokreślony wyjątkowy wzór, ale na pewno nawiązujący do aglomeracji Cleveland. Będzie ona użyta przy około 5-6 okazjach - na więcej nie pozwalają przepisy. Jest to na pewno przemyślany ruch marketingowy, który ma zwiększyć zasięg sprzedaży o osoby, które nie czują się komfortowo w tradycyjnym jersey'u z wyciętymi ramionami. Warto przypomnieć, że o długich koszulkach negatywnie wyrażał się swego czasu (jeszcze w Miami) LeBron James. Lider Cavs może się chyba jednak przemęczyć?

Dalej, dotychczasowa koszulka wyjazdowa ma być delikatnie przerobiona i w odświeżonej wersji będzie służyć np. przy CavFanatic Nights, czy Latina Nights.

Alternatywna niebieska bardzo spodobała się z kolei zawodnikom (grają w niej wyjazdy w playoffs), więc nadal będzie stosowana - zmieni się natomiast napis i jego kolor. CAVS zostanie zastąpione przez CLEVELAND, które będzie wyszyte złotymi literami.

Po dziesięciu latach powróci zaś koszulka historyczna, czyli złoty uniform (fot.) upamiętniająca "The Miracle of Richfield" i będzie używana przy okazji Hardwood Classics. Trzy domyślne komplety - biały, winny, złoty - pozostają na kolejny rok.

@_adasz_

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10